Życie pośmiertne Marii Dąbrowskiej – mimo osiągnięcia statusu pisarki kanonicznej – toczy się jakby na marginesach życia literackiego, w obiegu, który nazywam czasem „muzealnym”. I chociaż ma ona do dziś grono oddanych czytelników, a także badaczy i edytorów, to jednak autorka Nocy i dni pozostaje poza nurtem istotnych dyskusji o literaturze w Polsce.
Ku mojemu rozczarowaniu Dąbrowska – jako kooperatystka i działaczka Społem, autorka znakomitych opowiadań wiejskich (Ludzie stamtąd) czy głośnego szkicu Rozdroże, będącego zachętą do rozliczenia się z mitologią polskiego feudalizmu – nie powróciła na fali współczesnych debat o dziedzictwie pańszczyzny i klasowości. Nie powróciła też w kontekście skomplikowanych relacji polsko- -ukraińskich i polsko-rosyjskich, które z wielką uwagą i przenikliwością opisywała w swoich dziennikach. Jej biografia mogłaby stać się też świetną okazją do przyjrzenia się genezie polskiej inteligenckiej klasy średniej – z jej specyficzną postępowością, liberalizmem, „antyziemiańską ziemiańskością” (w tym ukrytym antysemityzmem). A także z pewną kulturą literacką, która przejawiała się zarówno w stylu życia, jak i w stylu pisania.
Wszystko to widać doskonale w wydanym niedawno pierwszym tomie listów Marii Dąbrowskiej i Stanisława Stempowskiego, znakomicie opracowanym edytorsko przez Ewę Głębicką. Korespondencja, która jest częścią (liczącego ponad tysiąc!) korpusu tekstów, spoczywała przez lata w archiwum Muzeum Literatury i Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Odkurzanie takich „staroci” odgrywa tym istotniejszą rolę dla rozumienia współczesnej kultury literackiej, im mniej wiemy o tej przeszłej – o codziennym życiu pisarzy przedwojennych, dynamice ich relacji z redakcjami czasopism i wydawcami, o instytucjach literackich, roli nagród, przyjaźni, kręgów towarzysko-zawodowych. Ale też o stylu pracy literackiej – tym, kiedy, jak, gdzie i za ile pisano. Co znaczyło wówczas (zwłaszcza dla kobiety) mieć warunki do pracy twórczej, mieć to, co Virginia Woolf nazwała „własnym pokojem”?
Tom pierwszy korespondencji obejmuje lata 1924–1930, a zatem czas sprzed sukcesu Nocy i dni, które niemal od razu po ukazaniu się pierwszych dwóch tomów (1932) osiągnęły status bestselera i uczyniły z Dąbrowskiej pisarkę instytucję. Już wówczas jednak widzimy, że jej życie zawodowe przypomina prowadzenie przedsiębiorstwa literackiego – kawałki prozy do czasopism, recenzje, wywiady, odezwy publicystyczne, wypisy fragmentów (własnych tekstów lub cudzych) do lektur szkolnych, udział w spotkaniach komitetów i związków literackich, odczyty. Między tym wszystkim odwiedziny przyjaciół, współpracowników, czarne kawy, „wódeczki”, obiady, imieniny, telefony. Pisanie w domu otwartym, którego prowadzenie jest czymś oczywistym dla inteligenckiej klasy średniej, to właściwie koszmar. Trudno się dziwić, że większość czasu Dąbrowska poświęca na szukanie ciszy poza Warszawą, samotności, na którą, na szczęście, stać ją ekonomicznie.
Stać ją też organizacyjnie dlatego, że ma u swego boku kogoś, kto troszczy się o tę masę drobnych spraw do załatwienia, gdy ona pisze. Dąbrowska poznała Stanisława Stempowskiego niedługo przed śmiercią Mariana Dąbrowskiego. Właśnie odchodziła z urzędu, żeby oddać się pracy pisarskiej, mimo że mąż niespecjalnie cenił jej literackie talenty i tłumił jej ambicje. Miała wtedy 35 lat. Starszy o niemal 20 lat mężczyzna – wielki erudyta, pamiętnikarz, działacz obywatelski – stał się dla niej nie tylko ogromnym wsparciem w czasie żałoby po Marianie (jej wielkiej, choć niełatwej miłości), ale też niezawodnym partnerem w sprawach pisarskich.
Listy pokazują ich wzajemną troskę o siebie, o swoje samopoczucie, fizyczną kondycję i udzielane sobie wsparcie emocjonalne, intelektualne, zaangażowanie, atencję. Stempowski nieustannie Dąbrowską motywował do pracy, do wytrwałości, wierzył w jej wartość jako artystki i jako człowieka.
Korespondencja odsłania często niedoceniane znaczenie dwóch komponentów pracy pisarskiej: zdrowia i partnerskiej miłości. Doskonałe są fragmenty opisujące ówczesne praktyki lecznicze, jakim poddają się intelektualiści w sanatoriach i majątkach przyjaciół, gdy zmęczone ciało i umysł odmawiają posłuszeństwa. Gimnastyka, irygacje, głodówki, „kąpiele powietrzne”. Niebagatelna okazuje się w tym wszystkim rola samej przyrody: wędrówek, pracy w ogrodzie czy pływania.
Nie mniej ciekawe są miejsca, w których Dąbrowska i Stempowski problematyzują swój związek: różnicę wieku, swoje uwikłanie w przeszłość z innymi partnerami, rodzinne zobowiązania. Relacja ze starszym o prawie 20 lat mężczyzną nie była łatwa, i to nie tylko dla niej, tak potrzebującej namiętnych uniesień. Gdy ich przyjaźń zabarwia się erotycznie – Stempowski „odchorowuje” to dosłownie sercem, jakby siła tej późnej miłości była dla niego zbyt niebezpieczna. Dąbrowska wie, że stąpa po kruchym lodzie. Kim mogą być dla siebie i dla świata? W listach zwracają się do siebie per Pan / Pani (czasem zdrobniale „Paneczku”), tęsknią do siebie erotycznie, ale i powściągają to, dawkują jak silny lek, który w nadmiarze mógłby zabić. W przypływie czułości nazywają się wzajemnie „synem”, „bratem”, „dzieciną”. To wszystko wytwarza w korespondencji niesamowity splot bliskości i dystansu, tęsknoty i oddalenia, które okazują się twórcze, przynoszące spełnienie, uleczające.
Pierwszy tom listów jest afirmacją tego stylu kochania. To niebawem się zmieni – lata 30., a potem wojna naruszą kruchą równowagę w związku Dąbrowskiej i Stempowskiego, i to w wielu sferach, choć przecież nie zniszczą go. Z tym większą niecierpliwością czekam więc na drugi tom korespondencji (obejmujący lata 1931–1944), który dzięki niestrudzonej pracy Ewy Głębickiej jest już niemal gotowy do druku.
—
Maria Dąbrowska, Stanisław Stempowski
Listy. Tom I. 1924–1930 oprac. Ewa Głębicka
Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2021, s. 758