Subskrybuj
Joseph Mitchell
Joseph Mitchell fot. Jack Manning / „The New York Times” / East News
Historyk sztuki, współpracuje z „Zeszytami Literackimi”. Ostatnio wydała biografię Jaka szkoda. Krótkie życie Pauli Modersohn-Becker oraz zbiór opowiadań Ten kraj. Publikuje pod pseudonimem.

Rzeczy przeciwko rozpaczy

Joseph Mitchell, słynny redaktor „The New Yorkera”, kolekcjonował tak, jak pisał. Uwielbiał nazwy, kategorie, odcienie pozornie podobnych rzeczy. Przyjemność sprawiało mu już samo łapczywe gromadzenie, tworzenie list, wymienianie.

25 października 1929 r., po całonocnej podróży, Joe Mitchell wysiadł na Penn Station. Miał 21 lat i niedawno opublikował artykuł w „New York Herald Tribune”. Potraktował go jako przepustkę: z Fairmont w Karolinie Północnej przyjechał do Nowego Jorku z nadzieją na karierę dziennikarza. „Nie masz co robić, tylko wściubiać nos w nie swoje sprawy?” – tak ostro plany Mitchella skomentował ojciec. Walizka, którą chłopak przytaszczył z Południa, była ciężka: od goryczy zawiedzionych oczekiwań, rodzicielskich wyrzutów, podniecenia i nadziei. Czy w tym bagażu miał już notes i ołówek? W Nowym Jorku nie rozstaje się już z narzędziami pisarskiego rzemiosła: nie nosi ich w torbie, lecz bliżej serca, w kieszeni marynarki. Nie mógł wiedzieć, że na Manhattanie wylądował w fatalnym momencie, zaledwie kilka godzin po krachu na nowojorskiej giełdzie. Bagaż zostawił w przechowalni i ruszył do redakcji.

Historie z trzewi miasta

Być może Mitchell został pisarzem dlatego, że nie umiał liczyć. Pojętny, dociekliwy i wciąż zaczytany Joe nie radził sobie z najprostszymi rachunkami. Zapewne cierpiał na dyskalkulię, w czasach gdy takiej choroby jeszcze nie diagnozowano. Obsesyjnie zaczął notować sumy: napiwki, ceny biletów do kina, ile dał za taksówkę lub czyszczenie garnituru. Nie ze skąpstwa, lecz w nadziei, że nad zapisanymi…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rzeczy, które kochamy