Subskrybuj
fot. Wydawnictwo Znak
Językoznawczyni w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej UJ, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, autorka książki Mówię, więc jestem (2023)

Sublokator tu i tam

Sublokatorstwo ma jasno wyznaczone zasady: nie podnoś oczu, gdy idziesz ulicą, a jest wojna. Gdy się kończy i chcesz zdefiniować własną tożsamość poza wspólnotą, to samemu trzeba ustalać zasady.

Sublokatorka po raz pierwszy ukazała się w Wydawnictwie Libella w Paryżu w roku 1985, gdyż polskie wydanie zostało zablokowane przez cenzurę. Powodem był wątek Bernarda Rajnicza i scena, w której dotykał ręką jeszcze ciepłego pieca na Majdanku. To nasunęło mu skojarzenie z losem polskich oficerów, AK-owców aresztowanych i zamordowanych przez NKWD. Mimo nacisków Krall nie zgodziła się go usunąć. Czterdzieści lat później Wydawnictwo Znak, które dostało wówczas zakaz publikacji, wznawia Sublokatorkę. Ta sytuacja wprowadza narrację podwójną: po pierwsze, czytelnicy dostają poprawioną i uzupełnioną przez autorkę wersję. Po drugie, sama historia tej książki jest opowieścią równoległą o tamtych czasach.

Jej pomysł zrodził się w Krakowie po przedstawieniu Teatru Starego Sen o bezgrzesznej w restauracji Dworcowa, w której autorka siedziała z Jerzym Stuhrem i Krzysztofem Kieślowskim. Najpierw Stuhr opowiadał o dziadku Oskarze, który był w Oświęcimiu. Potem Kieślowski wspomniał o wujeczno-stryjecznym dziadku, premierze Sławoju Składkowskim. Krall komentuje po latach: „Słuchałam o tym z taką rosnącą zazdrością, (…) bo u mnie jakieś kompletne bezdziadkowie (…) więc zaczęłam się zastanawiać nad alternatywnym życiorysem”. Z potrzeby posiadania własnej narracji autorka pokazuje, jak bohaterowie konstruują spójne historie na swój temat z pojedynczych wątków.

Sublokator i gospodarz

Ta książka jest i nie jest reportażem. Jest, bo wszystko w niej jest prawdziwe. Nie jest, bo – jak zauważa Mariusz Szczygieł – „prawda została ułożona w służbie kreacji”. Krall, przywołując wątki autobiograficzne, jak choćby pobyt w domu dziecka, równocześnie tworzy coś, co już zyskało osobną nazwę: naddatek krallowski. Tym naddatkiem jest wątek sublokatorstwa.

Jedna z bohaterek, żydowska dziewczynka ukrywana przez matkę nieżydowskiej dziewczynki w „obszernym, mrocznym nieco mieszkaniu, na drugim piętrze, w centrum miasta (…) przykucnęła i nasłuchuje. Idzie ktoś, wyraźnie słychać kroki. (…) siedzi nadal. Pewnie czeka na nowe kroki, ale nikt nie idzie”. Żydowska dziewczynka w czasie wojny nie może dyktować warunków. Może jedynie wyostrzyć wszystkie zmysły, by słuchać poleceń. Jej nieżydowska odpowiedniczka po latach powie: „Wiesz, moja matka mówiła, że przejmująca była ta twoja świadomość. Miałaś sześć lat i rozumiałaś wszystko”.

Sublokatorstwo – jak pisze w posłowiu Natalia Judzińska – polega na wytwarzaniu relacji rozumianej jako podległa wyznaczonym przez siebie Innym.

I dalej, powołując się na rozpoznania Elżbiety Janickiej i Joanny Tokarskiej-Bakir, wyjaśnia: „Kontrakt ten, mimo iż niejednokrotnie niewidoczny, nie posiada jasnych (!) wytycznych, co nie tylko więzi i ogranicza, lecz przede wszystkim narzuca relację podległości. Sublokator nie może istnieć bez gospodarza – inaczej byłby sam. Sublokatorstwo jest więc relacyjne i zawsze występuje w relacji do”. Sześcioletnia żydowska dziewczynka nie przeżyje bez opieki matki tej nieżydowskiej. Znak nie wyda Sublokatorki bez zgody cenzury. Zakaz druku to konsekwencja władzy, jaka płynie z sublokatorstwa publicznego, i kara nałożona na autorkę.

By fizycznie przetrwać, czasem należy słuchać mamy, czasem pogodzić się z decyzją urzędu. A przede wszystkim wiedzieć, jakie elementy w danym momencie czy to prywatnym, czy społeczno-politycznym mają status szczegółów znaczących.

W Sublokatorce są to oczy. „Na szczęście moja matka wpadła na wspaniały pomysł: kamień. Idąc ulicą, popychałaś nogą kamień, jak w grze w klasy. Dzięki temu mogłaś mieć spuszczone oczy, nie budząc żadnych podejrzeń”. Próba wyłamania się grozi śmiercią, więc gdy „zdarzały ci się chwile słabości i próbowałaś podnieść wzrok, (…) moja matka reagowała z bezbłędną czujnością: nie podnoś oczu”. Sublokatorka słucha i dzięki temu przeżywa wojnę.

Sublokator mieszka we mnie

Sublokatorstwo ma dłuższy termin ważności niż realne zagrożenie. To ostatnie może minąć, ale jego uczestnicy wchłaniają je do środka. Jak inna postać z książki, Olga, dziewczynka w domu dziecka, która „wzbudziła sporą wesołość, bo nie była pewna, czy wojna się skończyła”. Szczygieł na spotkaniu autorskim z Krall w Faktycznym Domu Kultury zapytał Judzińską: „Czy wyoutowanego geja w takim społeczeństwie jak nasze można nazwać sublokatorem, do momentu aż się nie wyoutuje i zostanie lokatorem? Ja miałem taki moment w swoim życiu, gdy poczułem się na sto procent wolny, wartościowy i jasny. Sam ze sobą”. „I tak, i nie – odpowiedziała Judzińska. – Tak, gdy sublokatorstwo jest stanem umysłu, bo moment wyjścia z szafy po czasie ukrywania się robi dobrze indywidualnie. Natomiast społeczeństwo nadal postrzega cię jako osobę gorszą, czyli nadal jest się Innym”.

Myślę w tym kontekście o patriarchacie, który powoli ogranicza się już do narracji. Jest rok 2024 i nie muszę czekać, jak niezbyt młoda żona Adama Joachima Kralla, by mąż mi „kupił skromne gospodarstwo rolne”. A w prywatnej korespondencji piszę do Z.: „Ślub jest dla mnie formalizacją sublokatorstwa”. Dla mojej babci ślub był jedynym gwarantem bezpieczeństwa. Ale miało ono swoją cenę.

Krall pisze też o zarządzaniu smutkiem: „»Z pieców ognistych (…) uratowaliśmy się przebiegłością i wiedzą…« – to była nasza chytrość. Smutek rozpraszał, a przeżycie wymagało koncentracji. Smutek osłabiał, a przeżycie wymagało wielkiej siły. – No i teraz przeżyjesz, nie uchylając się od smutku”.

Sublokatorstwo ma jasno wyznaczone zasady: nie podnoś oczu, gdy idziesz ulicą, a jest wojna.

Gdy się kończy i chcesz zdefiniować własną tożsamość poza wspólnotą, to samemu trzeba ustalać zasady. Ustalać, a nie ustalić. Żeby przetrwać, musisz ograniczyć kontakt z własnymi emocjami. Ale przychodzi chwila, gdy ich dojście do głosu jest strategią na przetrwanie. Oczywiście też trzeba wiedzieć, kogo do nich dopuścić można. By potem nie odczuwać zdziwienia, jak Bernard R., gdy „w kawiarni Świtezianka, dowiedział się, że był świnią. Przez trzydzieści pięć lat żył w przekonaniu, że nią nie był”. I to nie dlatego, że chciał kogoś skrzywdzić, tylko że nie przewidział konsekwencji swojego działania. Dorosłość to ich dostrzeganie.

***

Dla mnie najważniejszymi fragmentami u Krall są te, które pokazują świadomość bohaterów, że może istnieć mnogość narracji.

W zdaniu: „Od tamtej pory zaczęłam sobie układać różne życiorysy ojca”, kluczowe jest dopuszczenie myśli, że ta wersja, którą autorka napisze o ojcu, nie musi być prawdziwa. Opowieść jest nam potrzebna do przetrwania, ale nie orzeka obiektywnej prawdy. Jest interpretacją szczegółów znaczących. Pozwala zakotwiczyć się w świecie, który obiecuje ciepłe i wygodne miejsce. Dorosłość to zgoda na paradoks: potrzebujemy szukać takich miejsc, lecz ze świadomością, że gdy je znajdziemy, to nie są nam one dane raz na zawsze, tylko wymagają ciągłej weryfikacji. Potrzebujemy uważności, czy te szczegóły, które uznaliśmy za znaczące, rzeczywiście takie są, czy tylko chcieliśmy – jak bohater opowiadania Stanisława Benskiego – „ułożyć sobie, otoczony materiałami źródłowymi, nowy, przyzwoity życiorys”, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a napisany ma być tak, by spełnić warunki wyznaczone przez wspólnotę.

Rozwijam więc myśl o ślubie jako formalizacji sublokatorstwa w tej samej prywatnej korespondencji: „Niewiele osób naprawdę rozumie najważniejszą zasadę funkcjonowania relacji: żebym mogła z kimś stworzyć wspólnotę, muszę najpierw stać się osobna do bólu. I muszę rozumieć, że każdą wspólnotę zawiązuje się tymczasowo z prawem do rozwiązania paktu wspólnotowego w każdej chwili. Takie podejście sprawia, że nie duszę się we wspólnocie. I paradoksalnie te relacje trwają latami. Ale jak ktoś mnie chce osobności pozbawić, to natychmiast uciekam”. Resztkom sublokatorki we mnie ślub kojarzy się z domem. Z. odpowiada: „Spokojnie. Współlokatorzy też mieszkają w domu”.


Hanna Krall Sublokatorka Wydawnictwo Znak, Kraków 2024, s. 264

Artykuł pojawił się w numerze: Prawo do wytchnienia