Obudził się zimną nocą w lesie, wyciągnął rękę i dotknął śpiącego obok dziecka. Noce ciemniejsze od ciemności, każdy nowy dzień bardziej szary od poprzedniego.
Cormac McCarthy, Droga, tłum. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
-
STREFA
Obudziłam się zimną nocą i wyciągnęłam rękę, aby dotknąć śpiącego obok dziecka. Dziecko śpi, ale zsunęło z siebie kołdry i palta, ciężkie jak sterta desek. Leży na brzuchu w polarowym zajęczym kostiumie, z wielkimi uszami sterczącymi z kaptura. Hej, zajączku. Zajączko. Przykryję cię. Tak? Nasuwam na nią po kolei kołdry i płaszcze, a ona wyczołguje się spod nich przez sen. Odgarniam więc te wszystkie warstwy i przykrywam ją tylko pierzynką, którą kupiłeś nam na rocznicę ślubu. Dziecko zwija się w kłębek, nieruchomieje, oddycha spokojnie i cicho. Chce mi się palić. Wkładam twoją puchówkę i wychodzę na taras. Nie jest zimniej niż w domu, wiatr jest prawie ciepły, papieros rozgrzewa mnie od środka. Przelatują dwa drony, szperając po krzakach reflektorami, potem zapada cisza, niezwykła, bo zawsze jakieś warkoty, dalekie wystrzały, krzyki. I nagle widzę z daleka płomyczek, jakby ktoś przypalał papierosa. A potem ognik, wędrujący po czarnej tablicy lasu. Palimy. Jak…