Subskrybuj
Reporter, pisarz, autor i prowadzący podcast „Raport o stanie świata”. Laureat nagrody dla Dziennikarza Roku w konkursie Grand Press 2020

Wieczna pętla czasu?

Nigeryjczyk Chinua Achebe opisuje napięcia do dziś obecne w Afryce, dlatego jego powieść mimo upływu 60 lat czyta się jak aktualny portret tamtejszego życia.

Kilka miesięcy po wygraniu wyborów w 2007 r. Nicolas Sarkozy pojechał w podróż do Afryki. Na uniwersytecie w Dakarze wypowiedział wówczas słowa, które zostały z nim do końca kariery politycznej, a dziś są nadal żywo pamiętane. Sarkozy ubolewał, że „człowiek afrykański” nie zdołał zakotwiczyć się w historii ani nie stał się kowalem własnego losu. „Afrykański chłop znał tylko wieczną pętlę czasu znaczoną nieskończonym powtarzaniem tych samych gestów i tych samych słów” – mówił prezydent i apelował: „Weźcie przyszłość w swoje ręce!”. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że Sarkozy przemawiał do Senegalczyków na uczelni imienia Anty Diopa, wybitnego senegalskiego historyka, antropologa, badacza afrykańskich kultur przedkolonialnych.

Nie wiem, czy Sarkozy czytał powieści Chinuy Achebe, ale nawet jeśli tak, to pewnie je zapomniał. Albo może zignorował – w końcu Achebe pisał po angielsku, a nie po francusku, jak powinien.

Nigeryjczyk Chinua Achebe opisał przejście ze świata „wiecznej pętli czasu” do „nowoczesności” i „postępu”, nad brakiem których w  Afryce ubolewał tak bardzo Sarkozy, ale nie tylko on. W 1958 r. Achebe w  wieku zaledwie 28  lat napisał Wszystko rozpada się, dwa lat później Nie jest już łatwo, a w 1964 r. Bożą strzałę – ta trylogia, zwłaszcza jej pierwsza część, dziś uznawana jest za archetyp „afrykańskiej powieści”, dzieło autentycznie lokalne i przełomowe na miarę światową.

Achebe pisze o  upadku afrykańskiej tradycyjnej cywilizacji w zetknięciu ze współczesnością narzuconą przez białych. Wszystko rozpada się to opis degeneracji całej kultury narodu Igbo (instytucji plemiennych, rodziny, autorytetów, mitów) w konfrontacji z europejskimi misjonarzami. Ta książka jest równocześnie opowieścią o każdym starciu cywilizacyjnym, w którym siły są nierówne, a historię pisze zwycięzca. Pokonanemu pozostaje symboliczna opowieść, w  której wyłuszcza swoje racje, licząc na rewizję ocen w przyszłości – zresztą czasami się jej doczekuje.

Czytana dziś historia Okonkwo, lokalnego mistrza zapasów, który heroicznie broni zwyczajów Igbo i łamiąc jeden z głównych zakazów tej tradycji, popełnia samobójstwo w proteście przeciwko wszechmocy białych, może męczyć zbytnią dosłownością. Zawiera jednak cechy stylu Achebe, z którego będzie czerpać wielu afrykańskich pisarzy: odwagę w konfrontowaniu ludzkich postaw, dosłowność pozbawioną publicystycznego moralizatorstwa, neutralny emocjonalnie język opisujący konflikty o epickich wymiarach.

Nie jest już łatwo przenosi czytelnika z  przedkolonialnej przeszłości w świat nowoczesny. Jest to opowieść o młodym pokoleniu Igbo (główna postać jest wnuczkiem bohatera Wszystko rozpada się), pierwszym, które wchodzi w dorosłość na początku ery postkolonialnej w latach 60. Achebe zmienia dekoracje – jest to pierwsza afrykańska powieść miejska – jednak zderzenie kultur i  degeneracja moralna, która czeka na końcu tej konfrontacji, pozostają głównym tematem książki.

Powieść pokazuje upadek Obiego Okonkwo, młodego Igbo, który dzięki poświęceniu całej wspólnoty dostaje stypendium i wyjeżdża na studia do Anglii. Po powrocie otrzymuje pracę urzędnika państwowego wiążącą się z rozdzielaniem państwowych stypendiów dla Nigeryjczyków pragnących studiować za granicą. Pierwsze propozycje łapówek zarówno w formie pieniędzy, jak i usług seksualnych Obi odrzuca, gardzi skorumpowanymi urzędnikami i nie wyobraża sobie, by sam mógł postępować jak oni. A jednak wskutek komplikacji życiowych (Obi wiąże się z dziewczyną, której plemienna tradycja nie pozwala mu poślubić) i  kłopotów finansowych robi dokładnie to co inni skorumpowani urzędnicy. Upadek moralny Obiego ma kilka wymiarów. Bohater załatwia kochance nielegalną aborcję kończącą się dla niej komplikacjami zdrowotnymi. Odmawia udziału w  pogrzebie matki, obwiniając rodzinę i wspólnotę Igbo o własne porażki. Wreszcie uznaje, że bez brania łapówek nie da się rozwiązać życiowych problemów.

###banner###

Nie jest już łatwo jest znakomitą powieścią o postawach Afrykanów w zetknięciu z postkolonialną nowoczesnością, której tym razem nie reprezentują misjonarz czy biały urzędnik, ale wizja sukcesu zawodowego i  liberalne podejście do małżeństwa, gdzie nie ma miejsca na uszanowanie tradycji. Achebe opisuje napięcia obecne w Afryce do dziś, dlatego jego powieść mimo upływu 60 lat czyta się jak aktualny portret życia, choćby w Nigerii, jednym z najbardziej skorumpowanych krajów afrykańskich. Równocześnie dla Achebe oczywistym źródłem korupcji i upadku moralnego są kolonialne struktury i obyczaje. W tym sensie Nie jest już łatwo nie różni się od innych powieści autora – upadkowi jednostki towarzyszy tu unicestwienie tradycyjnej wspólnoty. „Wieczna pętla czasu”, o której mówił Sarkozy, zaciska się na szyi głównego bohatera, bo nie ma ucieczki ze świata, w którym stare wartości i zasady zastąpione są obcym systemem, gdzie rodzima historia zostaje unieważniona, a w jej miejsce pojawia się moralna próżnia.

Nie jest już łatwo to nowoczesna powieść o seksie, korupcji, władzy, o przekraczaniu kolejnych granic, których istnienia na początku drogi bohater nawet nie dostrzega. Achebe nie jest fatalistą, choć jego główni bohaterowie przechodzą symboliczną drogę od życiowego idealizmu do dosłownego upadku – Okonkwo z Wszystko rozpada się popełnia samobójstwo, jego wnuczek kończy w więzieniu. Podejście autora do afrykańskiej odrębności nie jest też jednowymiarowe, o czym świadczy choćby to, że pisze po angielsku, wykorzystując „język kolonizatora – jak mówił – do walki, o to, co i tak ci się należy”.

Do historii przeszły nie tylko powieści Achebe, ale też jego wykład, a potem esej z 1975 r. na temat Jądra ciemności Conrada, który – zdaniem pisarza – pod przykrywką antyimperalistycznej wymowy opowiadania ukrywa swój rasizm i  odmowę uznania czarnych za pełnowymiarowe istoty ludzkie. Krytyka ta jest moim zdaniem niesprawiedliwa, głównie przez swą ahistoryczność, jednak książki Achebe warto dziś czytać. Po pierwsze dlatego, że to wybitna literatura, po drugie, by nie ulegać wynikającemu z ignorancji złudzeniu, że Afryka to ciągle takie miejsce hic sunt leones, w którym czas się zatrzymał w bliżej nieokreślonej przeszłości.

–

Chinua Achebe

Nie jest już łatwo

tłum. Jerzy Łoziński, Zysk i S-ka, Poznań 2010, s. 182

 

Artykuł pojawił się w numerze: Rebecca Solnit. Głos oporu i nadziei