Less
Gdy byłam wciąż spokojna / mała
miałam nauczyciela mnicha
Czasem naprawdę pragnęłam
by jakaś rzecz / osoba
została
Przychodziłam
nieśmiało, pytałam
co zrobić
z tym
pragnieniem
Brał moje ręce w swoje,
układał je tak, by tworzyły
serce, mówił
co takiego
próbujesz
zatrzymać
Poluzuj uścisk, patrz
całe niebo
– spoczywa –
ci w dłoniach
//
Teraz
czasem / wciąż spokojna
wychodzę na zewnątrz
rozpostarte dłonie,
szybujące ku niebu
i
patrzę
i
wszystko / to, co kochałam
prześlizguje mi się
przez palce
jak osad
tłum. Marta Eloy Cichocka
Poluzuj uścisk
W pewnym momencie dla osoby, która straciła wszystko, czy to istotę, czy kraj, język staje się krajem. Wchodzi się do kraju słów” – na tę myśl Hélène Cixous natknęła się Nidhi Zak/Aria Eipe (zapis swojego drugiego imienia Zakaria rozdzieliła, by podkreślić wielość osobowości), przeżywając żałobę po śmierci matki. W tym trudnym czasie straciła zdolności komunikacyjne. Poezja stała się dla niej wówczas drogą powrotu do świata. To było szczególnie ważne odkrycie dla osoby, która długo nie miała swojego stałego miejsca. Choć teraz mieszka w Irlandii, którą nazywa swoim domem, od najmłodszych lat prowadziła wraz z rodzicami migracyjne życie. Urodziła się w Indiach, dorastała na Bliskim Wschodzie, w Europie i Ameryce Południowej. Dopiero dostrzeżenie mocy tkwiącej w języku sprawiło, że narodziła się w niej poetka, czego owocem jest wydany w oryginale w 2021 r. tom Przepowiednie pomniejszego bóstwa.
To książka składająca się z dwóch części, które – ze względu na formalną i treściową odmienność – można czytać oddzielnie, choć zestawienie ich razem pozwala dostrzec wielowymiarowość ludzkiego doświadczenia. Pierwsza część, dedykowana kobietom: Babie i Ammy, składa się z pięciu sekcji, w które zostały wkomponowane wiersze opowiadające o uczuciach wywoływanych przez kwiatowe strzały Kamy – hinduskiego boga miłości, namiętności i pożądania. Mamy zatem, jak podpowiada poetka w uwagach dotyczących wierszy, strzały: oszałamiającą / paraliżującą, wysuszającą / miażdżącą, zdumiewającą / hipnotyzującą, czarującą / uwodzicielską oraz zabijającą i niszczącą. Eipe koncentruje się na indywidualnych, bardzo cielesnych doświadczeniach, które mocno dotykają podmiotki i niejednokrotnie prowadzą do naruszenia granic „ja”. Miłość jest u niej siłą całkowicie poza porządkiem racjonalnym: „uwierzyłam / nie / bo wiem że to prawda / lecz / bowiem tego chciałam”. To dlatego jej wiersze często są komponowane w sposób rwany, tak jakby miały być żywym głosem opowiadającym o przeżyciach gwałtownych i nieprzewidywalnych.
Miłość w jej poezji bardzo często rani i przynosi ból, prowadzi do stanu, w którym nie sposób odróżnić, „gdzie ty się kończysz / ja zaczynam”.
Poetka korzysta z metaforyki zwierzęcej: mamy zatem spłoszonego zająca, sarnie spojrzenie, końskie pyski, uwiezioną tygrysicę czy odlatujące ptaki. Zdaje się, że tak łatwiej mówić o emocjach, które są czymś pierwotnym. Ciekawy jest w tym kontekście utwór Autoportret, z nieśmiałością, gdzie podmiotka wciela się w wilka grzywiastego, któremu wszczepiono pod skórę niewielki czujnik serca kontrolujący jego tętno. Wiersz jest inspirowany prawdziwymi badaniami prowadzonymi na populacji wilków grzywiastych w Ameryce Południowej, podczas których wykazano, jak kontrolowanie ich poziomu stresu pozwala tworzyć bardziej przyjazne warunki do życia dla tych niezwykle płochliwych zwierząt. Podmiotka, wcielając się w wilka, opowiada o skomplikowaniu miłosnych emocji: zarówno o swoim wielkim, widocznym na zewnątrz strachu, jak i o namiętności, która drzemie gdzieś w środku niej, pulsuje w brzuchu i śpiewa.
Druga część zbioru to rozległy poemat A jak Arabowie mówiący o trudnym doświadczeniu emigracji z Bliskiego Wschodu do Europy. Tutaj również istotna jest forma: Eipe skomponowała go na wzór ciągu Fibonacciego, w którym trzeci element ciągu jest sumą dwóch poprzednich. Dodatkową zasadę stanowi podporządkowanie kolejnych całostek literom alfabetu. Historia, obejmująca losy diaspory, opowiadana jest z perspektywy mężczyzny, który wraz ze swoimi dziećmi znalazł się w obcym kraju i musi od nowa ułożyć sobie życie: powoli, litera po literze. Niedopowiedzianą raną, która wraca w opowieści, jest wątek dotyczący tego, co stało się z jego żoną Nur. Choć trauma wraca, powtarza sobie: „lepiej pamiętaj: miłość wypełnia te rozdzierające / luki w twoich kościach, prześladujące cię pustki”. Tylko budowana wraz z dziećmi krok po kroku codzienność może pomóc powrócić do świata na nowo. Wymownym gestem jest to, że gdy bohater słyszy o zamachach na muzułmańskich wiernych w Nowej Zelandii, nie potrafi już kontynuować swojej narracji. Na końcu jego opowieści pojawia się samplowany fragment Koranu – to dla niego kotwica do utraconego świata, łącznik między przeszłością a teraźniejszością, ukojenie w sytuacji, gdy wydawało się, że już jest normalnie, tymczasem to, co minione, powróciło ze zdwojoną siłą.
Wiersz Less, choć pochodzi z części pierwszej, dobrze opowiada o istocie całego tomu Przepowiednie pomniejszego bóstwa, który czytam jako lekcję składania siebie wciąż na nowo mimo doznanych krzywd. Poetka opowiada w nim o bardzo ludzkiej, tu nazywanej dziecięcą, potrzebie zatrzymywania blisko siebie osób czy rzeczy.
Nauka, którą otrzymuje od buddyjskiego mnicha, jest pozornie bardzo prosta: „.Poluzuj uścisk”. Najwięcej miłości otrzymujemy bowiem, gdy otwieramy się na świat z całą jego przemijalnością. To właśnie wtedy „całe niebo / – spoczywa – / ci w dłoniach”. Sama forma wiersza dobrze oddaje jego treść: rwane słowa oddalają się, przesypują niczym piasek, nie sposób połączyć ich w jedną całość, trzeba pozwolić im odpłynąć. Nie da się zatrzymać wszystkiego i wszystkich, których kochamy. Myślę, że ta piękna lekcja godzenia się z utratą jeszcze lepiej wybrzmiewa na początku roku, w czasie, gdy trzeba otworzyć się na to, co nowe, a staremu pozwolić odejść, co nie oznacza jednak wymazania z pamięci.
Nidhi Zak/Aria Eipe, Przepowiednie pomniejszego bóstwa, tłum. Marta Eloy Cichocka, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2025, s. 132