Zauważyłem, że słowo „człowiek” w tytułach Twoich prac pojawia się równie rzadko jak słowo „Bóg”. Czyżbyś wobec tej problematyki także odczuwał pewną rezerwę?Gdy zadałeś mi to pytanie, uświadomiłem sobie, że rzeczywiście tak jest. Może nawet jeszcze silniej, niż gdy chodzi o Boga. I myślę, że są dwa powody. Jeden jest, powiedzmy, doktrynalny: chciałbym, żeby filozofia była w miarę ścisła i połączona z nauką. A odnoszę wrażenie, że problem człowieka w filozofii jest tak podejmowany, iż mamy do czynienia raczej z ideologią niż z filozofią. To widać np. w filozofii chrześcijańskiej: ukrytym motywem – zresztą ukrytym nie całkiem – jest tu chęć dostarczenia ludziom jakiegoś oparcia. Nie powiem, że to jest coś złego, ale to nie ma posmaku ścisłej filozofii i dlatego ja dosyć niechętnie zabieram głos w tych sprawach. Wolę o człowieku mówić wprost w kazaniach, bo wtedy nie muszę tego ubierać w szaty filozoficzne. Zresztą dotyczy to nie tylko filozofii chrześcijańskiej, ale filozofii w ogóle. Powiem o tym, bardzo rzecz upraszczając. Gdzieś tak od oświecenia francuskiego w filozofii zaczęto czcić rozum. Trzeba było czymś „zastąpić” Pana Boga i najpierw postawiono na rozum, a potem na człowieka jako takiego. Każdy system społeczny musi mieć jakąś…
Poeta, publicysta. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Nakładem Wydawnictwa Znak właśnie ukazała się jego książka „Tischner. Biografia”, a w 2019 r. „Dziennik końca świata”. Wydał też m.in. tom miniesejów „Sto lat. Książka życzeń”...