Subskrybuj
Psycholog, dr hab., prof. UJ. Zajmuje się historią psychologii, psychopatologii i psychoanalizy, irracjonalizmem oraz sztuką i alternatywnymi ruchami kulturowymi

Tożsamość, wspólnota i odpowiedzialność

Poproszony o skomentowanie dyskusji poświęconej ,,duchowemu atlasowi świata”, postanowiłem przedstawić własną wizję najważniejszych duchowych (czytaj: fundamentalnych dla człowieczeństwa) wyzwań i problemów, jakie niesie ze sobą teraźniejszość i najbliższa przyszłość.

What puzzles me about pollution is this: I can understand why – in the early days – white people felt they had to exterminate the Indians, because they wanted to own the land. But I can’t understand why white men and women continue to harm their own people by dumping harmful chemicals in the water and spraying deadly poisons in the air. It just doesn’t seem to make sense that they would want to kill themselves[1].

Rolling Thunder, Cherokee

1. Uczestnicy debaty poświęconej „duchowemu atlasowi świata” poruszyli wiele istotnych problemów – nie sposób ustosunkować się do wszystkich, mając do dyspozycji mocno ograniczone ramy niniejszego tekstu. Inna sprawa, czy byłoby to celowe: w rozmowie pojawiło się sporo złożonych kwestii specjalistycznych i tylko wybitny profesjonalista mógłby – „unikając ryzyka skręcenia karku” – przedstawić jakiś wiarygodny komentarz czy wartą rozważenia alternatywną opinię. Mając to na względzie, zdecydowałem się (jako osoba poproszona o skomentowanie dyskusji) na to, by – nawiązując do niektórych wypowiedzi i tematów poruszonych przez rozmówców – przedstawić własną wizję najważniejszych duchowych (czytaj: fundamentalnych dla człowieczeństwa) wyzwań i problemów, jakie niesie ze sobą teraźniejszość i najbliższa przyszłość. Ten osobisty charakter mojej wypowiedzi (który, jak wierzę, nie musi oznaczać subiektywności czy tendencyjności) pozwoli mi jednak na powiedzenie więcej, niż usprawiedliwiałaby to moja profesja i posiadane doświadczenie. Proszę zatem o wyrozumiałość – bowiem w ten sposób, co oczywiste, poruszę kwestie, które znam niekiedy tylko z drugiej ręki. Jednak wydają mi się one na tyle istotne i niepomijalne we współczesnym świecie, że – świadom ryzyka – podejmuję je z całą odpowiedzialnością.

2. Gdybym jednym słowem miał zasygnalizować problem, który – moim zdaniem – jest fundamentalnym wyzwaniem stojącym przed człowiekiem jako gatunkiem, określiłbym go jako problem „tożsamości”. To, „kim jestem?” oraz o kim lub o czym jestem skłonny mówić jako o „mnie” („ja”) lub o „nas” („my”), innymi słowy: co włączam w zakres swej własnej tożsamości (ergo wspólnoty i odpowiedzialności) – jawi mi się jako centralne i nieredukowalne wyzwanie współczesności. Mimo że na pozór jest to problem raczej teoretyczny, wręcz filozoficzny – czyli dla „laika” całkowicie akademicki i wydumany – to jednak jego praktyczne konsekwencje są (jak pokazuje rzeczywistość) wszechogarniające. Brak poważnej refleksji nad tym zagadnieniem – oraz edukacyjnej korekty jego niewłaściwych, jednostronnych rozwiązań – jest widoczny w polityce, gospodarce, kulturze, życiu codziennym. A zatem kim jestem „ja” i o kim – lub o czym – myślę, mówiąc „my”? Czy w dzisiejszych czasach wystarczy określenie w rodzaju: ja Polak, ja chrześcijanin, ja Afrykanin, ja muzułmanin? Wiele przemawia za tym, że to za mało, że taka perspektywa jest zbyt ograniczona, nadmiernie jednostronna. Prowadzi bowiem do separacji, podziałów, chęci odgradzania się, co z kolei rodzi konflikty, resentymenty, alienację i poczucie obcości, słowem: mury. To taka współczesna wersja plemienności w najgorszym wydaniu. W jej efekcie mamy wojny, terroryzm, niekończącą się spiralę wzajemnych oskarżeń, głód, nędzę, wyzysk, rozpacz i poniżenie. Chyba nie trzeba tłumaczyć tego mechanizmu, więc skupię się raczej na sformułowaniu korekcyjnej diagnozy: otóż sadzę, że poszerzenie ludzkiej tożsamości poza granice jednostki, narodu, a nawet gatunku – staje się największym wyzwaniem XXI wieku, a zarazem naglącą potrzebą chwili.

3. Zacznę od sprawy poruszonej na samym początku dyskusji. Otóż inaczej nieco niż rozmówcy rozumiem pojęcie planetarności, a zatem i „tożsamości planetarnej”. Dla mnie epitet „planetarny” nie odnosi się do jakichś odległych obiektów we wszechświecie, tylko po prostu do Ziemi. Zaś posiadanie świadomości planetarnej rozumiem w taki mianowicie sposób, że organizując swoje życie w moim własnym ogródku (kraju, województwie, mieście, zagrodzie), nie ograniczam się do tej „ogródkowej” perspektywy, lecz stale odnoszę się do Ziemi jako całości, w myśl znanego powiedzenia: „myśl globalnie, działaj lokalnie”. Efekty braku takiej poszerzonej świadomości są coraz bardziej widoczne w postaci wywołanych przez człowieka zmian klimatycznych, które, jak wszystko na to wskazuje, będą coraz wyraźniejsze i coraz bardziej zabójcze dla całego globu. Wiążą się z nimi nie tylko zagrożenia dla gatunku ludzkiego, ale też dla większości gatunków roślin i zwierząt. Taka diagnoza nie jest „wyssaną z palca”, „histeryczną” tezą lewackiej grupy „Zielonych”, czy „Greenpeace”, lecz dobrze już udokumentowanym rozeznaniem poważnych środowisk naukowych i politycznych. Raport Sterna z Towarzystwa Królewskiego w Londynie jest w tej sprawie równie jednoznaczny i tak samo alarmujący, jak wystąpienie premiera Wielkiej Brytanii, Tony’ego Blaira, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w 2005 roku[2]. Mówiąc krótko: jesteśmy o krok od ziszczenia się groźby polegającej na podniesieniu się poziomu oceanów, zalaniu wszystkich nadbrzeżnych miast świata i pojawieniu się fali nieznośnych upałów wraz z wszystkimi tego konsekwencji – z zabójczymi, długotrwałymi suszami na czele. Bardzo niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z faktu, jak poważna jest sytuacja. James Lovelock, brytyjski chemik i ekolog, członek honorowy Green College Uniwersytetu w Oxfordzie, autor książek Gaja: nowe spojrzenie na życie na Ziemi oraz najnowszej – The Revenge of Gaia (,,Zemsta Gai: kryzys klimatyczny na Ziemi a losy ludzkości”), uważa, iż perspektywy są  dosyć ponure i stwierdza po prostu: „Zagrożona jest nasza cywilizacja”[3].Moment, w którym zrozumiemy – bo doświadczymy tego na własnej skórze – że doprowadziliśmy naszą planetę do stanu nieodwracalnych i bardzo niebezpiecznych zmian (co ważniejsze: nie bardzo widać, skąd mogłaby nadejść pomoc), może zaowocować nawet globalną paniką. Ten problem będzie jednym z najważniejszych – choć w Polsce…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowy atlas świata