Subskrybuj

Dziedzictwo diabła (fragmenty)

Redakcja „Znaku”: Myśląc o „dziedzictwie komunizmu” zadajemy sobie pytanie, co doświadczenie komunizmu wniosło do wiedzy o człowieku? Przy czym jest to pytanie nie o socjologiczny, ekonomiczny czy polityczny wymiar komunizmu, ale o jego wymiar duchowy. Jakie są duchowe źródła komunizmu?

Czesław Miłosz: Mówienie dzisiaj o przyczynach komunizmu jest utrudnione przez istnienie moralistów, bo każda próba wyjaśnienia, jak do tego doszło, jest brana za usprawiedliwienie. Wiem to jako autor Zniewolonego umysłu, książki, która dla wielu była próbą usprawiedliwiania się – mimo iż z mojej strony była to raczej próba wytłumaczenia, jak do „tego” doszło. Komunizm był zjawiskiem pozwalającym wielu z nas na wgląd w samego siebie i na odczytanie tam pewnej zakałki, to znaczy tego, co w nas było odpowiedzialne za zbyt małą odporność na komunizm. Ci, którzy byli najbardziej odporni na zło komunizmu, byli zarazem mało odporni na inny rodzaj zła. Wielu z nas znalazło się między młotem i kowadłem: odrzucając pewną formę umysłowości polskiej, było się zarazem skłonnym do mniejszego sprzeciwiania się złu. Ja sam odczuwałem sowietyzm jako diabelstwo; moje osobiste zmagania dotyczyły pytania „czy paktować z diabłem?” Kiedy wyjeżdżałem na pierwszą placówkę zagraniczną, Jerzy Putrament powiedział do mnie: „No, podpisujesz pakt z diabłem!” Dla wielu komunistów ta diabelska strona komunizmu była tak samo jasna.

Józef Tischner: Jest między nami różnica doświadczeń pokolenia. Byłem zbyt młody, żeby tak widzieć wejście komunizmu. Nie znałem Związku Sowieckiego, nie znałem obozów, jako dziecko przeżyłem wojnę; komunizm jawił mi się stopniowo. Najpierw negatywnie: jako odebranie niepodległości – sympatiami byłem po stronie Ognia, który walczył o Polskę bez komunistów. Ale, z drugiej strony, widziałem, że wielu młodych ludzi nie mogłoby się uczyć, gdyby nie bezpłatna nauka, wielu nie miałoby pracy, gdyby nie budowa Nowej Huty; nawet dostęp do sztuki, do literatury był o wiele szerszy. To nie była tylko propaganda komunistyczna. Ja poszedłem w stronę teologii, ale wielu moich szkolnych kolegów wstąpiło do partii. To była także pokusa dla uczciwych. Podpisanie paktu z diabłem było wyrazem pewnego kompromisu – i ten kompromis stale nam towarzyszył. (…)

C.M.: (…) To wszystko trzeba rozpatrywać na tle polskim. Czym była Polska w 1939 roku? Kiedy parę lat temu powiedziałem, że zmiażdżenie Polski było jednym z najważniejszych powodów podatności na komunizm, to zrozumiano, że mówię tylko o zmiażdżeniu intelektualnym. A to był jednak kraj słomianych strzech, położony między dwoma krajami o straszliwej dynamice, hitlerowskie Niemcy i Związek Sowiecki industrializujący się na swój sposób. Rok 1939 to był walec – przede wszystkim zmiażdżenie intelektualne, ale równie wielkie znaczenie miało fizyczne zmiażdżenie Polski. Polska jest krajem chrześcijańskim, katolickim, ale ten katolicyzm przedwojenny nie miał znaczącego zaplecza intelektualnego – to był raczej katolicyzm obrzędowy. Intelektualnie marksizm wkraczał w nihilizm XX wieku jak ręka w rękawiczkę. Kiedy tak mówię, to nie oznacza obrony komunizmu, to jest tylko dramat XX wieku: wkraczanie diabelstwa na podatne podłoże.

Dla mnie to zmaganie zaczęło się od rozmów z Juliuszem Tadeuszem Krońskim, który był moim „diabłem”, jeszcze w czasie wojny. W Ziemi Ulro starałem się pokazać wielką erozję chrześcijaństwa. Czas chrześcijaństwa jest czasem wielkiego wydarzenia: upadku, grzechu pierworodnego, odkupienia i obietnicy. Ten czas ma sens. A kiedy tego sensu zabraknie, co zostaje? Czas ewolucji? Wtedy powstaje naturalna chęć wyznaczenia jakiegoś celu, aby czas usensownić. W pewnym sensie marksizm był dla mnie naturalnym wypełnieniem pustki. Simone Weil mówiła, iż błędem marksistów i w ogóle postępowców różnego rodzaju jest wierzyć, że maszerując naprzód można wzbić się w powietrze. W Ziemi Ulro próbowałem mówić o tej wielkiej erozji. Komunizm jest fenomenem nihilizmu, który zapowiadał Nietzsche, przepowiadał Dostojewski.

J.T.: Tu odnajduję punkt styczny wielu refleksji nad komunizmem. Sam w pewnym momencie nie mogłem się opędzić do słowa „pogaństwo”. Słowo to wymaga w tej sytuacji daleko idącej reinterpretacji. Nie chodzi tutaj ani o piękną Grecję, ani o praworządny Rzym – chodzi o jakąś ofiarę, o fatum. W momencie, kiedy prysnęła wiara w łaskę, pojawiła się wiara w fatum, nadzieja została włożona w fatalizm. (…)

Zapytajmy teraz wobec tego, co pozostało po komunizmie, jaki jest jego kulturalny spadek?

J.T.: Leszek Kołakowski w zakończeniu Głównych nurtów marksizmu pyta, co zostało po komunizmie, ograniczając to pytanie do dziedziny humanistyki. I odpowiada, że w zasadzie nie zostało nic. (…) Wygląda na to, że komunizm był jedną wielką pomyłką, rodzajem farsy odtańczonej na cmentarzu.

C.M.: Nie wiem, czy Kołakowski ma rację. Wydaje mi się, że wszystkie „-izmy”, których jesteśmy dzisiaj świadkami na Zachodzie, powstały w umysłach ludzi wytrenowanych w marksizmie. Śledziłem na Zachodzie stopniowe mody. Najpierw była moda na marksizm, potem na strukturalizm, teraz panuje moda na dekonstrukcjonizm – i wszystkie one mają wspólne korzenie. Może się okazać, że wszystkie te pochodne są tak samo jak komunizm farsą.

J.T.: Wspólnym rysem jest to, że nie ma w nich miejsca na wolność. Jest natomiast powtarzająca się idea śmierci człowieka, śmierci tego, co autentyczne. Ciekawe, ze kiedy się mówi o doświadczeniu zła w komunizmie, nie jest się rozumianym przez Zachód; w momencie, kiedy pojawia się słowo „zło”, pęka nić porozumienia.

C.M.:Kiedy wykładałem Dostojewskiego, mówiłem moim amerykańskim studentom: „widzicie, ja jestem reakcjonistą, bo wierze, że jest dobro i zło”….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ateizm i 6 innych ważnych pytań