Subskrybuj
Filozof, prof. dr hab., pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie. Opublikował m.in.: Filozofię odpowiedzialności XX wieku (2003, nagroda Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego), Życie, etykę, inni. Scherza i eseje filozoficznoetyczne...

Filozofa wstęp do ciszy

Nasze wewnętrzne ja zagłuszone jest przez codzienną krzątaninę, przez życie poddane dyktaturze najprzebieglejszego dyktatora, jaki skrywa się za anonimowym „Się”. To „Się” wszystko wie i wszystko nam narzuca. Żyjemy przeto tak, jak „Się” żyje, myślimy, kochamy, zachowujemy się tak, jak „Się” myśli, „Się” kocha, „Się” zachowuje. Jednak gdzieś z głębi siebie ja odzywa się milczącym wzywaniem. By usłyszeć to pozywanie ku sobie samemu, musimy się wyciszyć.

Czym jest cisza? Czy jest tylko przejściowym brakiem dźwięków? Czy – jak cisza na morzu – brakiem również innych bodźców? I czy w ogóle cisza jest jedynie brakiem? Czy też można ją określić pozytywnie – np., by przytoczyć znaną formułę Norwida: „cisza jest głosów-zbieraniem”*? Dalej: czy cisza jest jedynie na zewnątrz nas, czy też można mówić o ciszy wewnętrznej, np. „ciszy serca” czy „ciszy umysłu”? Jak istnieje cisza w czasie? Mamy przecież „ciszę przed”, „ciszę po” i „ciszę między”. I nade wszystko: czy cisza jest czymś negatywnym, jak np. cisza złowróżbna, cisza przerażająca, cisza śmierci? Czy też jest ona czymś na wskroś pozytywnym: warunkiem usłyszenia istotnego wołania, miejscem spotkania, warunkiem zrozumienia tego, co naprawdę ważne?

Wobec tej różnorodności filozofa wstęp do ciszy musi być wstępowaniem w jej wielopostaciowość, musi być próbą rozjaśnienia wieloznaczności jej pojęcia.

Zmysły ciszy

Zacznę od rozróżnienia ciszy względnej i ciszy absolutnej. Od razu też powiem, iż nie będzie mnie interesowała cisza absolutna. Cisza absolutna to jest tak, że „ciemno wszędzie, głucho wszędzie”, ale nie „co to będzie?”. Bo już nic nie będzie. Cisza absolutna to cisza śmierci. Nie mamy w niej udziału. Natomiast to, co jest rzeczywiście naszym udziałem, to, na co możemy mieć wpływ, to różne fenomeny ciszy względnej. Na początek będzie to cisza względna w wąskim rozumieniu. Mówiąc o wąskim rozumieniu ciszy, mam na myśli ograniczenie jej do fenomenu czysto akustycznego, fenomenu słuchowego. Ciszę taką słyszymy, kiedy nic nie słyszymy. Słuch bowiem nie doznaje wyłącznie dźwięków, głosów, hałasu, ale doznaje również ich braku, doznaje ciszy. Ciszę tę przeto odbieramy, tak jak muzykę, „uszami”.

Ta cisza względna ma jeszcze wiele postaci. Na przykład sposób jej pojawiania się w czasie pozwala wyróżnić – jak już wspomniałem – „ciszę przed…”, „ciszę po…” oraz „ciszę między…”, czyli ciszę jako pauzę. Ze względu na charakter tego, „przed czym” czy „po czym” oraz owego „między czym a czym”, cisza objawia odmienne charaktery. Czymś innym jest cisza „przed” burzą, a czymś innym cisza „po” burzy. Czymś innym jest cisza na sali „przed” koncertem, zanim dyrygent da znak i oto przerwą ją pierwsze takty muzyki, a czym innym cisza „po” koncercie, kiedy dyrygent pozwala muzyce wybrzmieć, wstrzymując aplauz publiczności. Jakże różna jest ona od ciszy, która zapada „po” czyichś słowach. Równie wieloznaczny jest fenomen ciszy jako pauzy. Tutaj też najwyraźniej daje o sobie znać jej czasowa mierzalność. Pauza może być krótka, ale może także niepokojąco się wydłużać.

Cisza względna w wąskim rozumieniu jest również stopniowalna. To właśnie ta jej stopniowalność pozwala nam powiedzieć: „ciszej”, „jeszcze ciszej”.

Możemy też jednak mówić o ciszy w szerokim rozumieniu czy – bo i tak można ją nazwać – ciszy w rozumieniu metaforycznym. Na to rozumienie ciszy naprowadza nas fenomen ciszy na morzu. Arystoteles określał ją jako gładkość morza i jako bezwietrzność. Gładkość morza jest fenomenem optycznym, a nie akustycznym. Postrzegamy ją wzrokiem, nie słuchem. Bezwietrzność zaś doświadczana jest przez zmysł dotyku. Ciszę na morzu odbieramy więc wieloma zmysłami. Na ciele, na skórze nie odczuwamy żadnego powiewu. Jest zupełnie bezwietrznie. Nic też nie słychać, żadnego nie tylko ryku bałwanów, ale nawet lekkiego szumu fal. Morze jest gładziutkie. To jest cisza, która jest brakiem nie tylko efektów słuchowych, ale i brakiem efektów wzrokowych oraz brakiem bodźców dotykowych. I to jest właśnie cisza w szerokim rozumieniu. Taką ciszę bada też psychologia poprzez tzw. deprywację sensoryczną. Taka cisza, takie zero sensoryczne, jeśli jej interwał się wydłuża, staje się czymś nader niebezpiecznym, czymś, co wcześniej czy później doprowadza do halucynacji, a na koniec do rozkładu osobowości.

Niemy głos duszy

Rozróżnić musimy także ciszę zewnętrzną i ciszę wewnętrzną, ciszę – jeśli można tak powiedzieć – wewnętrznego zmysłu słuchu. Platon mówił o „oczach duszy”. Nigdy nas nie śmieszyło, że dusza miałaby mieć „oczy”, że mamy również „wzrok wewnętrzny”, który „widzi” tam, gdzie oświeca nas wewnętrzne światło, co oznacza, że pojmujemy coś, co niedostępne jest dla zewnętrznego zmysłu wzroku. Dusza jednak ma również „uszy”, dusza również nasłuchuje – słucha głosu wewnętrznego bądź zatyka przed nim swe „uszy”. Można tedy mówić o wewnętrznym zmyśle słuchu. Już Sokrates zwierzał się, że w swej duszy słyszy głos, chrześcijaństwo zaś doskonale zna wewnętrzny głos sumienia. Jednakże jest w tym coś dziwacznego: „uszy duszy”. Nietzsche wyobrażał sobie Wagnera jako taką małą duszyczkę z wielkim, gigantycznym uchem. Tutaj mamy jednak do czynienia z czymś innym, z czymś, co jest trudniejsze do zrozumienia, trudniejsze też niż owe „oczy duszy”: głos, który słyszymy, nie słysząc, głos, który słyszymy, chociaż on nic nie mówi.

Cisza wewnętrzna jest tedy przedmiotem słuchu wewnętrznego.

Staje się ona naszym udziałem, kiedy się wyciszamy. Jest przeciwieństwem zgiełku myśli, rwetesu pragnień, szarpaniny uczuć. Wszyscy znamy ową gonitwę myśli i potrzebę wyciszenia. Wyciszenia nie tylko po to by duchowi naszemu dać odetchnąć, ale również po to by usłyszeć głos wewnętrzny, który w gruncie rzeczy nic nie mówi. Milczy, a jednak przemawia. Cisza wewnętrzna jest warunkiem usłyszenia głosu sumienia. Można go pojmować po chrześcijańsku – jako głos Boga w człowieku. Istnieje też jednak bardziej uniwersalna interpretacja tego głosu, mianowicie egzystencjalna analityka sumienia, która pojmuje je jako głos wewnętrznego ja, zagłuszonego przez codzienną krzątaninę, przez życie poddane dyktaturze najprzebieglejszego dyktatora, jaki skrywa się za anonimowym „Się”. To „Się” wszystko wie i wszystko nam narzuca. Żyjemy przeto tak, jak „Się” żyje, myślimy, kochamy, zachowujemy się tak, jak „Się” myśli, „Się” kocha, „Się” zachowuje. Nasze wewnętrzne ja zostaje od razu poddane dyktaturze „Się”. Jednak gdzieś z głębi siebie odzywa się ono milczącym wzywaniem. By usłyszeć to pozywanie ku sobie samemu, musimy się wyciszyć. To na tym przede wszystkim polega fenomen ciszy wewnętrznej.

Milczące spotkania Również cisza zewnętrzna jest warunkiem usłyszenia głosu, ale głosu innego człowieka, wezwania skierowanego do nas przez człowieka w biedzie….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska na weselu