Anna Marchewka: Zacznę od tylko pozornie prostego pytania: czym jest dla Was przyjaźń?
(obie rozmówczynie głęboko wzdychają)
Julia Fiedorczuk: Najpierw Ty, Justyno.
Justyna Czechowska: Kiedyś mama powiedziała mi, że o prawdziwych przyjaciołach będzie można mówić dopiero wtedy, gdy na łożu śmierci spojrzy się wstecz i zobaczy dokładnie, jak nasze znajomości wyglądały przez całe życie. Jednak moje doświadczenie szybko pokazało, że jest inaczej.
Niestety, dzisiaj nadużywa się słowa „przyjaźń”. Za często mówi o przyjaźni i przyjaciołach. Staram się bardzo uważać, kiedy używam tych słów. Zdarza się, że zwracam uwagę mojej córce, której lekko przychodzi mówienie: „Moja przyjaciółka z 4 b coś tam zrobiła”. Przyjaźń jest czymś, bez czego nie dałoby się żyć. O ile można chyba żyć bez miłości, o tyle bez przyjaźni już nie. Ona ratuje człowieka. To wcale nie musi być przyjaźń, która wymaga ciągłego kontaktu, spotykania się, nieustannego dowiadywania się, co u tej drugiej osoby słychać, ale wyłącznie absolutnego porozumienia w momencie, w którym jest ono potrzebne. Wiem, że parę takich osób w moim życiu jest. Zrozumiem je, jeżeli odezwą się nawet po paru latach, a one zrozumieją też mnie i będą dla mnie wsparciem.
JF: W przyjaźni chodzi o to, że kiedy odzywasz się do kogoś po paru tygodniach czy miesiącach, a nawet po roku czy po paru latach, można podjąć rozmowę tam, gdzie się ją przerwało i nie ma poczucia luki. Nie istnieje też konieczność nadrabiania niczego, dlatego że relacja trwa nawet wtedy, gdy ludzie pochłonięci są innymi sprawami życiowymi. Mam również kilka osób, z którymi wiem, że gdy usiądę po dłuższym czasie, to będzie tak, jakbyśmy się widzieli poprzedniego dnia wieczorem.
Przyjaźń jest fundamentalną wartością w życiu, niezbędną do przetrwania, zdrowia, rozwoju, samorozumienia. Wydaje mi się, że wyjątkowo wartościowe i piękne jest w niej to, iż polega na całkowitej wolności.
Bywa czasem uwikłana w problemy, które charakteryzują relacje miłosne, takie jak zazdrość, zaborczość czy poczucie dysproporcji zaangażowania, ale jeśli gdzieś ma się zdarzyć naprawdę wolny i bliski układ między ludźmi, to bardziej w przyjaźni niż w miłości. A może warunkiem udanej miłości jest przyjaźń jako coś bardziej fundamentalnego, czyli relacja, która zostawia wolność, jest tolerancyjna, dyskretna, niezawłaszczająca i radosna. Człowiek cieszy się po prostu z istnienia kogoś drugiego, co w miłości jest trudniejsze, bo w miłości zawsze ma się jednak jakiś interes. Niełatwo się tak po prostu cieszyć, że ktoś jest, bo pojawia się pytanie, czy on / ona wystarczająco nas kocha, czy daje nam wystarczająco dużo tego, czego potrzebujemy.
JCz: Dziwi zatem, że miłość stanowi dla literatury podstawę, jest w niej wszechobecna, a przyjaźni nie opisuje się aż tak często.
Trudniej opisać przyjaźń? A może po prostu jest ona mniej atrakcyjna niż miłość?
JCz: To naprawdę ciekawe. Czy przyjaźń jest rzeczywiście trudniejsza do opisania? A może po prostu trudniej definiowalna? Miłość ma bardzo dużo różnych definicji, zależą one od konkretnej pary. A przyjaźń nie wiadomo dokładnie, jak opisać. O ile miłość każdy może sobie jakoś nazwać, o tyle przyjaźń nie do końca. Czyli: jest relacja, która wydaje się przyjaźnią, a wcale nią nie jest albo jest taka, która jest przyjaźnią, choć nie została tak nazwana. Ale dlaczego nie jest obecna w literaturze w takim stopniu jak miłość? Może dlatego, że przyjaźń rzeczywiście jest bardziej indywidualna. I nawet bardziej intymna?
JF: Może jest też mniej spektakularna. W miłości pojawiają się dramatyczne zwroty akcji, jest w niej więcej atrakcyjnego dla literatury mroku, a w przyjaźni takich elementów jest mniej, może też dlatego trudniej o niej pisać. Chociaż nie jest tak, że książek o przyjaźni nie ma.
JCz: Oczywiście są – choćby te wszystkie książki młodzieżowe z czasów naszego dzieciństwa, w których pokazana jest przyjaźń na dobre i na złe.
Czy to by znaczyło, że prawdziwa przyjaźń jest możliwa tylko w okresie przed dorosłością? W dorosłym życiu nie zdarza się aż tak często, a jeśli już, to musi rywalizować z małżeństwem, może stanowić dla niego zagrożenie, bo zmusza do wyborów między przyjacielem / przyjaciółką a żoną / mężem.
JCz: Tak, szczególnie jeżeli chodzi o czas. Kiedy byłam sama, miałam dużo przyjaciół wokół siebie i rzeczywiście w znaczący sposób odczuwałam ich obecność w życiu. Jednak w momencie gdy pojawił się mój partner, przyjaciele zeszli na drugi plan. Nie w sercu, tylko w codzienności, w rozkładzie dnia czy tygodnia. Ale było dla mnie bardzo ważne, by zachować taką wolność, o której, Julio, wspomniałaś, która charakteryzuje przyjaźń. Chcę i potrzebuję od czasu do czasu spotkać się z którymś z moich przyjaciół w cztery oczy. Mam kilkoro znajomych, którzy mówili, że kiedy weszli w związek małżeński, to od tego związku zaczęło zależeć wszystko inne. Zabierają małżonka / małżonkę na spotkania z przyjaciółmi. Spotykają się parami albo całymi rodzinami. Ta przyjaźń jest wtedy trudniejsza do utrzymania, przynajmniej z intensywnością, jaką się ma w młodości, kiedy jestem tylko ja i moi przyjaciele, kiedy jeszcze nie jest się uwikłanym w inne związki i zależności.
JF: Może chodzi też o to, że dominującym wzorcem relacji międzyludzkich jest nadal rodzina nuklearna, czyli „podstawowa komórka społeczna”. Większość ludzi żyje w zamknięciu rodzinnym. Przyjaźń potencjalnie mogą postrzegać nawet jako coś wywrotowego, w tym sensie, że ona rozszczelnia podstawowe rodzinne relacje, choć czyni to przecież niekoniecznie w sposób niszczący. Przyjaźń jest bardziej wywrotowa, dlatego że funkcjonuje w przestrzeni niedookreśloności i wolności. Wiele przyjaźni ma w sobie element erotyczny. Nie mówię teraz wcale o spełnieniu seksualnym, ale przecież jest coś takiego jak Eros przyjaźni, który może niepokoić i destabilizować. Natomiast rzeczywiście, wydaje się, że naturalny czas przyjaźni to czas „przed rodziną”. Potem często przyjaźń albo wygasa, albo zostaje zagospodarowana czy uregulowana przez życie rodzinne
JCz: W jakiś sposób przyjaźń wraca też na starość. Mam wrażenie, że np. przyjaźń dwóch staruszek, które są już wdowami, też pojawia się w książkowych czy filmowych narracjach. Natomiast 40-letnia kobieta jest żoną, matką, kochanką, ale niekoniecznie przyjaciółką.
Można by zatem, trochę upraszczając, dokonać takiego rozróżnienia: rodzina jest po to, by budować podstawową komórkę społeczną, wydać na świat potomstwo, pomnażać dobra materialne, a przyjaźń jest po nic. Jej wywrotowość polega na tym, że z kapitalistycznego punktu widzenia ona jest naprawdę bez sensu.
JCz: Tak! Prawdziwa przyjaźń materialnie nie daje nikomu nic. Lecz duchowo może dać dużo więcej niż spełnienie się – jeśli kontynuować myśl o tej 40-letniej kobiecie – jako matka czy żona. Przyjaźń funkcjonuje na odmiennym polu, jako rodzaj dopełnienia duchowego, które przebiega w innej sferze niż porozumienie z mężem, dzieckiem, szefem czy kolegami w pracy.
A czy kobiety przyjaźnią się inaczej niż mężczyźni? Opowieści o męskiej przyjaźni w kanonie literackim jest sporo, wiadomo też, że mężczyźni są w stanie zrobić dużo dla siebie nawzajem, a żony nie rozumieją tej szczególnej więzi, przez co małżeństwa czasem się rozpadają. Funkcjonuje natomiast dość mocny stereotyp, który mówi, że kobiety się nie przyjaźnią, bo z zasady sobie zazdroszczą, rywalizują ze sobą czy to o mężczyznę, czy to o pracę. Rozmawiam przecież z Wami, więc to pytanie zabrzmi trochę dziwnie, ale: czy kobiety potrafią się przyjaźnić?
JF: Oczywiście, że potrafią, to dla mnie zupełnie jasne, iż jest dużo kobiecych przyjaźni. Kilka ważnych relacji z kobietami, które mam, są dla mnie bardzo cenne. Aczkolwiek w stereotypie, o którym mówisz, jest jakieś ziarno prawdy. Historycznie czy tradycyjnie rzecz biorąc, rola kobiet była zmarginalizowana i rzeczywiście na każdej płaszczyźnie życia miałyśmy trudniej. Pojawia się coś takiego jak przyjaźń w niedoli, ale czasami podejmuje się próbę wyjścia z tej niedoli kosztem innych. Wydaje mi się, że owo zjawisko występuje też, niestety, wśród kobiet. Bywa, że kobiety, które uzyskują trochę więcej władzy czy popularności w patriarchacie, zaczynają się odżegnywać od feministycznych wartości, ponieważ ich głoszenie nie jest popularne. Utożsamiają się z opresyjnym systemem i niekoniecznie są chętne, żeby pomagać innym kobietom. To nie jest reguła, że kobiety pisarki, które osiągają sukces, automatycznie będą wspierały inne pisarki czy przyjaźniły się z nimi.
JCz: Taką wyjątkową osobą, która mimo swojego sukcesu utrzymała dawne przyjaźnie i wartości, jest Olga Tokarczuk. Jest właściwie najwyżej ze wszystkich w środowisku, a mimo to nadal wychodzi na ulicę, żeby protestować, zabierać głos w ważnych sprawach. Przyjaźni się również z ludźmi, którzy byli jej bliscy jeszcze przed jej wielkim sukcesem.
Gdy mówiłaś o tradycyjnych rolach społecznych, pomyślałam sobie, że kobiety kiedyś raczej zostawały w domach, a to mężczyźni pracowali poza domem i podróżowali. To oni mieli więcej możliwości nawiązania kontaktu, zbliżenia się do drugiego mężczyzny, poznania go. Kobieta siedząca w domu spotykała w ciągu całego życia niewielką liczbę osób. A nie jest przecież tak, że można zaprzyjaźnić się z każdym.
Moje przyjaciółki to w większości dziewczyny podobne statusem do mnie, które mają ambicje i dużo pracują – niekoniecznie artystycznie. Sytuacja po obu stronach relacji przyjacielskiej nie musi wyglądać tak samo, ale jeśli jest zbliżona, element zazdrości jest mniejszy.
Nie chodzi tutaj tylko o poziom społeczny czy finansowy, lecz przede wszystkim emocjonalny, prawda?
JCz: Tak, też. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić z Julią, gdybym robiła coś zupełnie innego. Mam wrażenie, że nas połączyły wspólne ambicje, sposób myślenia o świecie i ludziach.
JF: Tak, w największej mierze związała nas ze sobą literatura, bardziej niż ambicje. Ważniejsze były podobne doświadczenia lekturowe czy tęsknoty. Często rozmawiałyśmy o przeczytanych książkach, ale też fantazjowałyśmy o tych, które naszym zdaniem powinny dopiero zostać napisane.
Wydaje mi się, że wspólna pasja jest bardzo ważna w przyjaźni, bo istotne jest robienie czegoś razem: działanie, nawet niekoniecznie w sensie bardzo bliskiej współpracy, ale poczucia, że mamy zbliżony odbiór rzeczywistości i te same sprawy nas angażują.
Poza kwestiami temperamentalnymi, które są zawsze trochę tajemnicze, bo nie do końca wiadomo, dlaczego z kimś iskrzy, a z kimś innym nie. W przyjaźni ma się poczucie wspólnego działania czy „sztamy” w jakiejś sprawie – to jest kwestia fundamentalna. Rzeczywiście, najczęściej przyjaźnię się z ludźmi piszącymi albo czytającymi. Z przyjaciółmi przeważnie łączy mnie jakiś rodzaj wrażliwości, wspólna poetyka, mogłabym powiedzieć. W jej obrębie zachodzi głębsza komunikacja, dzięki której możliwe jest to, o czym mówiłyśmy na początku – że spotykasz kogoś po dłuższym czasie i kontynuujecie przerwaną rozmowę. Kiedyś słyszałam od pewnego mistrza zen, że podobno jedną…