Subskrybuj
Dr prawa, teolog, absolwent Uniwersytetu Yale, pastor ewangelicko-reformowany Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC, USA), wydał m.in. Słownik biograficzny duchownych ewangelicko-reformowanych. Pastorzy i diakonisy Jednoty Małopolskiej i Jednoty Warszawskiej 1815-1939

Zwykły prorok

W Ameryce nie ma sporu – od kwestii rasowych poczynając, poprzez wojnę w Afganistanie czy Iraku, a na ocenie ruchu Occupy Wall Street kończąc – w którym Cornel West nie brałby udziału. Użycza swojego kaznodziejskiego głosu tym, których zazwyczaj się nie słucha.

Od czasów purytan w amerykańskim społeczeństwie jest miejsce na polityka-teologa. To zwykle osoba świecka, ale z dobrą znajomością Biblii, w świetle której odczytuje świat. Człowiek, który używając języka Ewangelii, krytykuje i kształtuje politykę społeczną i postawy ludzi. Wreszcie: jednostka, która przez pryzmat Biblii i powołania widzi swoje życie i pracę dla dobra ogółu. Ten sposób łączenia polityki z mocnym zaangażowaniem społecznym, mającym swoje korzenie w biblijnych tekstach, do mistrzostwa doprowadzili wielcy prezydenci Ameryki. Abraham Lincoln w XIX w., a w minionym stuleciu Woodrow Wilson, Dwight Eisenhower, który w swojej słynnej mowie na koniec prezydentury przestrzegał Amerykanów przed zagrożeniami, jakie kompleks militarno-zbrojeniowy może nieść dla wolności i demokracji, oraz – co ciekawe – katolik John F. Kennedy.

Tradycja proroka-teologa-polityka występuje z jeszcze większym natężeniem w świecie Afroamerykanów. Sprowadzeni przymusem do Ameryki jako niewolnicy, przez ponad 250 lat traktowani nieludzko, ci poniżani, torturowani i rzekomo intelektualnie zapóźnieni ku zdumieniu swoich ciemiężców znaleźli siłę i nadzieję w Biblii. Odnaleźli swój głos w jej języku, a jej przesłanie uczynili narzędziem zmieniającym swój własny świat. Nie w słowach apostoła Pawła i jego poleceniu, by jako niewolnicy byli posłuszni swoim białym panom, ale w płonących jak krzew, w którym objawił swoje Święte Imię sam Bóg, słowach Księgi Wyjścia, w pełnym żaru nauczaniu poniżanego i niewinnie zamordowanego Jezusa z Nazaretu – w Bogu wcielonym, w Bogu wybawicielu i wyzwolicielu. W tej optyce nie ma podziału na sacrum i profanum – a przynajmniej w nie w takim sensie, w jakim rozumieją go biali Amerykanie.

Pastor, prorok, lider będzie głosił słowo Boga, czyli zbawienie przez łaskę, ale też równość białych i czarnych, domagał się godziwych warunków pracy, będzie apelował o pokój i pojednanie między rasami.

Będzie walczył o świat, który – czytając biblijne teksty – przedstawił białym i czarnym Amerykanom Martin Luther King Jr. Duchowy przywódca, który był nie tylko pastorem, ale też liderem ruchu społecznego, sumieniem narodu, krytykiem autorytarnej władzy.

Z czego czerpie West?
To właśnie do tej tradycji społecznego zaangażowania i politycznego sprzeciwu nawiązuje jeden z najciekawszych dziś afroamerykańskich teologów, Cornel West. Jego ojciec był inżynierem, synem baptystycznego pastora. I choć sam nie chciał zostać duchownym, to głęboka religijność jego domu udzieliła się także Cornelowi: do dziś, wzorem baptystycznych wiernych, zwraca się do rozmówców per „bracie” albo „siostro”.

Młody Cornel, pomimo początkowego braku entuzjazmu dla idei studiów na białej uczelni, rozpoczął studia na Harvardzie. Uniwersytet ten był niegdyś bastionem białych unitarian z Bostonu – zwanych z powodu swojej elitarności i hermetyczności klasowej „braminami” – i stosował numerus clausus wobec Żydów, katolików i czarnoskórych. Jednak w latach 70. XX w., kiedy trafił tam West, odrzucił stare formy i stał się miejscem ścierania się radykalnych myśli i filozofii. West po latach przyzna, że to na Harvardzie poznał wiele różnych prądów intelektualnych, ludzi i ruchów. I choć bardzo podziwiał ruch Czarnych Panter, to jego głębokie chrześcijaństwo nie pozwoliło mu się do nich przyłączyć. Zamiast tego udzielał się w lokalnym kościele, gdzie pomagał podawać posiłki bezdomnym i odwiedzał ludzi w więzieniach.

Cornel West nigdy nie został pastorem, a jego doktorat z filozofii na uniwersytecie w Princeton (był pierwszym Afroamerykaninem, który go tam otrzymał) dotyczył myśli politycznej marksizmu.

Jego kolejne posady profesorskie zawsze związane były w ten czy w inny sposób ze szkołami teologicznymi: Union Theological Seminary w Nowym Jorku, Yale Divinity School i Harvard Divinity School. Tak jak wielu czarnoskórych duchownych, łączących doskonałą biegłość egzegezy biblijnej z zaangażowaniem w codzienne życie wiernych i sytuacją polityczną oraz rasową w USA, również West nie ma żadnych problemów, by łączyć marksistowską krytykę kapitalizmu z Ewangelią i chrześcijaństwem. Z ironią i błyskotliwością kocha niszczyć „bezpieczne” mity białych Amerykanów na temat Ewangelii czy swojego duchowego i intelektualnego mistrza Martina Luthera Kinga Jr.

Kim jest profeta?
Kim w tym kontekście dla Amerykanów jest nasz „prorok z Manhattanu”? I czy użycie słowa „prorok” wobec Westa nie jest na wyrost? Potoczne wyobrażenie proroka jest proste: to ktoś, kto ma numer telefonu do Boga i kto w związku z tym potrafi przepowiadać nam przyszłość. Jasne, że nie o to chodzi. „Prorok jest bowiem osobą – pisze żydowski rabin polskiego pochodzenia Abraham J. Heschel, który, podobnie jak West, wykładał na Union Theological Seminary – a nie mikrofonem”. To znaczy, że jest pełnokrwistym człowiekiem, niepozbawionym własnego temperamentu, charakteru i namiętności. Jest człowiekiem, który został rzucony w świat, by się z nim zmagać tak samo, jak zmaga się z nim każdy z nas. Dlatego w Ameryce nie ma sporu – od kwestii rasowych poczynając, poprzez wojnę w Afganistanie czy Iraku, a na ocenie ruchu Occupy Wall Street kończąc – w którym Cornel West nie brałby udziału. I nie byłby ważnym, słuchanym i kontrowersyjnym aktorem tych debat.

Na czym jednak polega szczególne zadanie proroka, skoro jest nam we wszystkim podobny prócz…? No właśnie: czego? „Prorocy nie proponują nam rozmyślań nad ogólnymi ideami – pisze Heschel, znawca życia proroków – Ich słowa są gwałtownym atakiem, który torpeduje nasze złudzenia fałszywego bezpieczeństwa, stanowi wyzwanie dla uników, które zwykliśmy robić, weryfikuje naszą wiarę, podważa naszą ostrożność i bezstronność”. A zatem: spotykając proroka, nie pre
możesz czuć się bezpiecznie. Bo prorok myśli podług logiki, którą prezentował dr King, mówiąc: „Tchórzliwi zapytają: Czy jest to bezpieczne? Oportuniści spytają: Czy jest to politycznie poprawne? Próżni zapytają: Czy jest to popularne? Ale świadomi zapytają: Czy jest to słuszne? I nadejdzie czas, gdy ktoś musi zająć pozycję, która nie jest ani bezpieczna, ani polityczna, ani popularna, ale ktoś musi ją zająć, bo jest słuszna”.

Nieobojętność i solidarność
Ale jak rozpoznać autentycznego proroka? Gdzie go szukać? Gdzie go spotkać? Prorokowanie to nie tylko sposób myślenia, ale także sposób życia. Paradoksalnie, prorok nie jest nikim nadzwyczajnym. W takim sensie, w jakim myślimy, że posiada czarodziejskie dotknięcie, które zmienia świat na lepsze. Nie, prorok nie jest czarodziejem. Prorok, pisze Heschel, prócz tego, że jest prorokiem, jest także „patriotą, kaznodzieją, mężem stanu, krytykiem społecznym, moralistą”. Ale osią tych wszystkich, zdawałoby się, „zwykłych” ról odgrywanych w teatrze życia jest – i to wyróżnia proroków Izraela – sprzeciw wobec obojętności. Szczególnie w obliczu zła.

I właśnie takiego zaangażowania w sprawy ludzkie, codzienne uczy nas Cornel West. W takiej optyce nie ma podziału na zło i dobro. Jest za to podział na obojętność i jej brak. Prorok to ktoś, kto widząc zło, niesprawiedliwość, cierpienie, nie pozostaje obojętny.

Cierpienie każdego i w każdym momencie – a nie tylko cierpienie osób, dla których odczuwamy współczucie albo sympatię. Stąd West…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy w Kosmosie?