Subskrybuj
Absolwent kulturoznawstwa w IKP UW oraz podyplomowych studiów filozoficznych w IF UW. W 2015 r. nakładem wydawnictwa naukowego Nomos ukazała się jego książka pt. Nowy Ateizm. Analiza krytyczna

Przeciw złudzeniom. Antynatalizm i jego argumenty

Czy posiadanie dzieci jest moralnie wskazane, neutralne czy naganne? Są ludzie, którzy udzielają stanowczej i radykalnej odpowiedzi: płodzenie potomstwa jest niedopuszczalne i wszyscy – niezależnie od kontekstu – powinniśmy z niego zrezygnować. Takie poglądy określa się mianem antynatalizmu.

Tego rodzaju stanowisko filozoficzne budzić może kontrowersje, zwłaszcza wśród osób religijnych, ale nie tylko – powszechnie przecież uważa się egzystencję za raczej znośną, nawet jeśli przeplataną rozmaitymi problemami, bólem czy chorobami. Dla wielu osób stworzenie nowego życia staje się celem, a przynajmniej niezbędnym czy niezwykle ważnym etapem własnego życia. Wynika to nie tylko z biologii, ale i z presji społecznej, zakorzenionej głęboko w kulturze. Negowanie czy choćby podważanie przyjętych powszechnie oczywistości może budzić silne emocje, od oburzenia po agresję. Z tego powodu antynatalistów atakuje się często ad hominem, sugerując nieszczęśliwe dzieciństwo, utajoną homoseksualność, impotencję itp. Mało kto odnosi się natomiast do ich argumentów. A te nie należą wcale do najsłabszych. Wręcz przeciwnie.

Jednym z najbardziej znanych filozofów zajmujących się współcześnie tematyką antynatalizmu jest urodzony w 1966 r. David Benatar, profesor i kierownik Wydziału Filozofii Uniwersytetu Kapsztadzkiego. Swoje poglądy na wartość ludzkiego życia i sprowadzanie kolejnych istot na świat zawarł w kilku książkach, dwie najpopularniejsze to: Better Never To Have Been. The Harm of Coming Into Existence (Lepiej byłoby nie musieć żyć. Ból wywołany powołaniem do istnienia, 2006), The Human Predicament. A Candid Guide to Life’s Biggest Questions (Kłopotliwe położenie człowieka. Szczery przewodnik po najważniejszych pytaniach życia, 2017).

Peter Wessel Zapffe (ur. 18 grudnia 1899 r. w Tromsø, zm. 12 października 1990 r. w Asker), pisarz, prawnik, alpinista i filozof, zainspirowany m.in. Schopenhauerem, to kolejna ważna dla antynatalizmu postać. W 1933 r. napisał istotny dla teorii antynatalistycznej esej pt. Ostatni Mesjasz. Zawarte w nim idee rozwinął później w opublikowanej w 1941 r. rozprawie doktorskiej Om det tragiske (O tragizmie), niestety, do dziś nieprzetłumaczonej nawet na język angielski. Jego wizja człowieka jest bardzo pesymistyczna, ale też moim zdaniem zaskakująco aktualna, mimo że od publikacji Ostatniego Mesjasza minęło już niemal 90 lat. Do tego dzieła jeszcze wrócimy.

Polscy czytelnicy znać mogą też Thomasa Ligottiego (ur. 9 lipca 1953 r. w Detroit), pisarza tzw. weird fiction. Znany jest z licznych opowiadań grozy, jednak dla zagadnienia antynatalizmu bardziej interesująca wydaje się jego niebeletrystyczna książka Spisek przeciwko ludzkiej rasie (tłum. M. Kopacz, Warszawa 2015), w której szkicuje obraz mrocznej rzeczywistości, a ludzi przedstawia jako marionetki rozmaitych instynktów i genów. Amerykanin bardzo wiele uwagi poświęca Zapffemu, uznając go za jednego z guru współczesnego pesymizmu i antynatalizmu.

Warto przypomnieć, że na głównych reprezentantach nie kończą się wyraziciele filozofii antynatalistycznej, wśród których wymienić można jeszcze chociażby: Julia Cabrera, Théophile’a de Girauda, Karima Akermę. Antynatalizm pozostaje więc stanowiskiem, które nie dotyczy wąskiego grona myślicieli.

U źródeł wątpliwości

Antynatalizm nie musi stanowić efektu wielowiekowej ewolucji konkretnej idei. Może opierać się na intuicji, poczuciu, że sprawy tego świata wyglądają o wiele gorzej, niżby mogły, a przynajmniej inaczej, niżbyśmy tego w większości chcieli; świadomości, że powołanie kolejnej istoty do życia nie jest czynem moralnie obojętnym, jeśli nowy człowiek bez wątpienia zazna smutku, samotności, bólu. Mało tego, sam przyczyni się do kolejnych cierpień – czy to swojego potomstwa, czy innych istot. Antynatalizm nigdy nie był (i, ze względu na swój nieintuicyjny charakter, pewnie nigdy nie będzie) dominującym poglądem, można wręcz pewnie założyć, iż w większości przypadków pozostawał w sferze prywatnych czy wręcz intymnych przekonań, niewypowiadanych na głos. W kręgu tzw. cywilizacji zachodniej, opanowanej zasadniczo przez judeochrześcijaństwo, obnoszenie się z tego typu poglądami mogło być ryzykowne. Istnieją jednak tradycje myślowe, które mogły, choćby pośrednio, wpłynąć na kształt dzisiejszego antynatalizmu lub przynajmniej są z nim w wielu punktach styczne.

###banner###

Paradoksalnie, wątki takie znaleźć można w samym sercu wielkich religii monoteistycznych, czyli w Starym Testamencie. Kohelet we fragmencie o podtytule Ucisk i zazdrość powiększają marność życia stwierdza np.:

„Więc za szczęśliwych uznałem umarłych, którzy dawno już zeszli,
od żyjących, których życie jeszcze trwa;
za szczęśliwego zaś od jednych i drugich uznałem tego,
co jeszcze wcale nie istnieje
ani nie widział spraw niegodziwych,
jakie się dzieją pod słońcem (Koh 4, 2–3)”.

Wizja życia snuta przez Eklezjastę jest zdumiewająco pesymistyczna. Wymienia on kolejne obszary życia, by później pokazać, na czym polega ich marność. W jednym z kolejnych rozdziałów zauważa zaś:

„Gdyby ktoś zrodził nawet stu synów
i żył wiele lat,
i dni jego lat się pomnożyły,
lecz dusza jego nie nasyciła się dobrem
i nawet pogrzebu by nie miał –
powiadam: Szczęśliwszy od niego nieżywy płód,
bo przyszedł jako nicość
i odchodzi w mroku,
a imię jego mrokiem zakryte;
i nawet słońca nie widział,
i nie wie niczego;
on większy ma spokój niż tamten (Koh 6, 3–6)”.

Antynatalizm nie był obcy również starożytnym Grekom. Władysław Tatarkiewicz w książce O szczęściu zauważa, że dostępna nam wiedza o antycznej Grecji wyraźnie wskazuje na pesymistyczne nastawienie do życia u części Helleńczyków. Filozof pisze, że Platon bywał pesymistą, „piętnując wtedy świat realny jako zły i szukając odeń ucieczki w świecie idei”. Sekstus Empiryk twierdzić miał o Trakach, że gdy na świat przychodziło dziecko, siadali wokół niego i płakali nad nim.

Chór w Edypie Sofoklesa powtarza natomiast: „Nie ma drogi dla śmiertelnych, by uniknąć nieszczęścia losu – nie urodzić się, człowieku, to najwyższe, największe słowo. A jeśliś ujrzał światło dzienne, to najlepszą rzeczą wrócić tam, skąd przyszedłeś”.

Wtóruje mu Teognis, twierdząc, że najlepiej w ogóle się nie narodzić „albo po urodzeniu jak najśpieszniej przekroczyć bramę Hadesu”.

Jednym z wątków obecnych w greckiej filozofii i literaturze była tzw. mądrość Sylena, leśnego bożka i wychowawcy Dionizosa. W przytoczonej przez Fryderyka Nietzschego w Narodzinach tragedii opowieści na pytanie króla Midasa o to, co jest dla człowieka najlepsze, Sylen odpowiada: „Nędzny rodzie jednodniowy, dziecię przypadku i znoju, czemuż mnie zmuszasz, bym ci powiedział coś, czego nie słyszeć byłoby dla ciebie największą korzyścią? To, co najlepsze, dla ciebie jest zupełnie nieosiągalne: nie narodzić się, nie być, być niczym. Drugą rzeczą najlepszą jest jednak dla ciebie – wkrótce umrzeć”.

W cyklu cierpienia

W 1788 r. przyszedł na świat być może najsłynniejszy pesymista w historii, Arthur Schopenhauer. W swojej filozofii czerpał garściami z myśli religii Wschodu. W klasycznym hinduizmie, opierającym się na pismach zwanych Upaniszadami, celem wędrówki dusz była moksza, czyli stan jedności z bogiem, przerwanie cyklu reinkarnacji. Sansara, co dosłownie można rozumieć jako nieustanne wędrowanie, wedle Upaniszad, „była, przede wszystkim, bezsensownym i bezkresnym przedłużaniem życia poprzez powtarzające się w kółko narodziny i śmierć”. Reinkarnacja (a więc odrodzenie duszy w kolejnym bycie fizycznym) stanowiła zło, z którego poszukiwano ucieczki. To w wyniku odpowiednich działań i sposobu życia, a więc zebranej karmy, można – wedle tej filozofii – odrodzić się w formie znajdującej się wyżej lub niżej w hierarchii bytów. Egzystencja w kolejnych odsłonach jest jednak nie do pozazdroszczenia. Życie, jak wyczytać można w świętych tekstach, ma charakter radykalnie wadliwy, stanowi wręcz wcielenie zła. Człowiekowi stale towarzyszą: ból, strach, niepewność i śmierć. Przede wszystkim zaś cała rzeczywistość ma naturę przejściową. Również na buddyzm można patrzeć jak na religię nasyconą pesymizmem. Jedną z kluczowych jego kategorii stanowi dukkha, czyli cierpienie lub udręka. Samo życie jest z nim nierozerwalnie związane, jeśli nie wręcz tożsame. Za podstawową przyczynę cierpienia uznaje się zaś pragnienie czegokolwiek: zdrowia, majątku, szczęścia itp. O pesymizmie obecnym w tej filozofii w dowcipny sposób pisze Thomas Ligotti: „Buddyści zapewniają, że nie są pesymistami, lecz realistami. Pesymiści twierdzą to samo. Buddyści zapewniają, że nie są pesymistami również z tego względu, iż nauki założyciela ich religii pokazały wszystkim czującym istotom, jak uwolnić się od cierpienia. Pesymiści także mają swoje plany w tej kwestii. Spytaj Zapffego. Spytaj Mainländera. Albo spytaj Schopenhauera, jak dążyć do odrzucenia woli, która jest przyczyną dukkha, a której aspekty zidentyfikowali świątobliwy doktor Thanat Inthisan oraz wielu innych buddyjskich mędrców w »niezadowoleniu, niedoskonałości, bólu, nietrwałości, dysharmonii, dyskomforcie, irytacji, wojnie, niekompletności, niedostatku«, jak również w fizycznych i psychicznych cierpieniach »narodzin, rozkładu, choroby i śmierci«”. Buddyzm przyswoił sobie pojęcie karmy oraz związanego z nią cyklu reinkarnacji. Celem, do którego powinno się dążyć w jej ramach, jest nirwana, czyli oświecenie. Schopenhauer włączał te rozmaite wątki myśli Wschodu do swojej filozofii. Egzystencja jest według niego pełna cierpienia wynikającego z ciągłych pragnień, których zaspokojenie skutkuje równie uciążliwą nudą. Człowiek jako jednostka stanowi zaś jedynie chwilowe narzędzie woli istnienia gatunku. Życie i śmierć są nieustannym i uzupełniającym się cyklem. To jednak tylko pozornie harmoniczna struktura. Gdy przyjrzeć się im z bliska, ukazuje się horror egzystencji. Filozof zachęca: „Popatrzmy przecież choć raz jeden na ten świat istot wiecznie w potrzebie, które istnieją jakiś czas tylko dzięki temu, że nawzajem się pożerają, które życie pędzą w lęku i nędzy, a nieraz cierpią straszliwe męki, póki nie wpadną wreszcie w objęcia śmierci”. Szczęście okazuje się ułudą, bowiem każde zaspokojenie danej potrzeby generuje kolejną. Wola życia jest nienasycona, nie ma też konkretnego, ostatecznego celu. W radykalnym pesymizmie Schopenhauera przewijają się też wątki stricte antynatalistyczne. Po pierwsze, jak już wspomniałem, wskazuje on, że szczęście nie jest de facto możliwe, a przynajmniej nie na długo. Pisze na ten temat: „Szczęśliwi w porównaniu z innymi są szczęśliwi tylko pozornie albo są rzadkim wyjątkiem, tak jak długowieczni, taka zaś możliwość pozostać musiała – jako przynęta. Życie okazuje się nieustannym oszustwem tak na małą, jak na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jedzenie przyszłości