Klaudia Muca: Nauka Polskiego Języka Migowego zaczęła się w moim przypadku od zdziwienia. Jego źródłem był podręcznik do nauki PJM. Był to spis słów i prostych zdań w języku polskim przetłumaczonych na PJM np. w takiej formie: „niepełnosprawność” = „płynne połączenie znaków: nie, pełny, ćwiczenie”. Siedemnastu literom w języku polskim odpowiada sekwencja trzech gestów: nie + pełny + ćwiczenie. Gestów do zobaczenia, nie do zapisania. Inny przykład: określenie „lekki” = „piątki (dłonie) prawa i lewa otwarte wnętrzami go góry wykonują ruch okrężny za zewnątrz pionowo”. Dziwna wydała mi się ta próba opisania znaków języka migowego w języku polskim, przekład gestu na opis, ruchu na bezruch zamkniętego w zapisie desygnatu.
Jako filolożka byłam przyzwyczajona do wiary w możliwość przekładu każdego komunikatu. Wiem, że w tłumaczeniu wiele się traci, ale też wiele można zyskać; zdaję sobie sprawę ze znaczenia kontekstu, z istotności różnic językowych i kulturowych; lekcje różnych teorii przekładu mam odrobione, a notatki są pod ręką.
Mimo to zaczęłam wątpić w oczywistość i powszechność praktyki przekładu, dostrzegając jak bardzo dyskurs o różnicy wpływa na nasze postrzeganie możliwości porozumienia z osobami, które nie posługują się językami fonicznymi. Po wątpieniu przyszło zastanowienie, refleksja i pomysł na skonfrontowanie dwóch głosów: mojego – osoby słyszącej, dla której PJM jest językiem obcym, i Judyty, dla której PJM jest językiem naturalnym.
Judyta Koper: Wychowałam się w świecie wizualnym, buduję swoją wyobraźnię tak, jak widzę. Gdy natknęłam się na frazeologizm: „Kupić kota w worku” – zasmuciłam się, pomyślałam sobie: jak tak można biednego kota wrzucać do worka. Moja wyobraźnia wytworzyła pewien obraz: miłośnik kotów wrzuca je do worka. Nie, nie nazwałabym go miłośnikiem, bo miłośnik dba o to, żeby kotu nic się nie stało. Czyli jakiś głupiec kupuje kota, płaci żetonami i wrzuca zwierzę do czarnego worka, a ten niewinny kotek nie wie, co się dzieje, jest bardzo niepewny swoich dalszych losów. Kto by pomyślał, żeby tak kota zapakować do worka?! Tak bardzo przeżywałam ten komunikat, który dostałam kiedyś od znajomego, że pomyślałam: nie mogę pozwolić, żeby tak traktował zwierzaka! Postanowiłam, że choć raz poczuję się bohaterką i uratuję kociaka. Skomentowałam stanowczo jego zachowanie, a ten zapytał: „O co ci chodzi? O jakim kocie teraz mówisz? Chyba wstałaś lewą nogą!”. Nawet się nie zastanawiałam i odpowiedziałam zgodnie z prawdą: „Nie, stoję na dwóch nogach!”, i konwersacja błyskawicznie się zakończyła. Nie wiedziałam wówczas, że istnieje coś takiego jak frazeologia, językowa metafora. Po dłuższym namyśle nieśmiało weszłam do Internetu i wpisałam „kupić kota w worku” i „wstać lewą nogą”. I nagle wszystko stało się dla mnie jasne! Nie chodziło o biednego kota zamkniętego w worku, lecz o to, że znajomy zakupił towar w złym stanie. Wtedy po raz kolejny poczułam, że język polski to mój drugi język. Nawet jeśli świetnie go opanowałam, to i tak mam poczucie, że moje kompetencje są niepełne. Między nami – osobami niesłyszącymi i słyszącymi – jest duża przepaść. Tak naprawdę w świecie polszczyzny bycie głuchym oznacza również bycie cudzoziemcem.
KM: Książka Jančiauskaitė to rodzaj skróconego przewodnika po świecie Głuchych, zawierającego kilka ciekawostek, podstawowe informacje na temat języków migowych i prywatne historie osób niesłyszących lub dzieci niesłyszących rodziców – z angielskiego CODA (Children of Deaf Adult). Każdej historii towarzyszy wizualny komentarz, przedstawiający opisane doświadczenia lub reprezentujący w symboliczny sposób jakąś cechę języka migowego lub sytuacji egzystencjalnej Głuchych. Książkę otwiera przedstawienie trzech zwierząt ze związanymi dziobami i pyskami (brak głosu, niemożność wypowiedzenia się) oraz antropomorficzny ptak z magnetofonem odłączonym od źródła zasilania. Przedstawienie dotyczy więc braku głosu i braku dźwięku, a w gruncie rzeczy również ciszy.
O świecie osób niesłyszących często mówi się „świat ciszy”. Istnieje nawet czasopismo Głuchych zatytułowane „Świat Ciszy”. W nim miałoby w ogóle nie być dźwięków. Tego rodzaju charakterystyka sytuacji egzystencjalno-komunikacyjnej osób niesłyszących jest jednak pewnym uproszczeniem, dokonanym z perspektywy słyszących, którzy rozpoznają dźwięk po jego wyczuwalnej przez nieuszkodzony słuch obecności w postaci fali akustycznej. Te fale da się jednak odczuwać nie tylko zmysłem słuchu. Głusi potrafią odczuwać drgania fal, dlatego mogą tańczyć. Przeciwstawienie świata ciszy światowi dźwięków nie jest sposobem na charakteryzowanie świata Głuchych. Część osób Głuchych nie jest niesłysząca od urodzenia; pamięć przechowuje więc wspomnienie dźwięków albo uczuć towarzyszących ich słyszeniu. Innym doświadczeniem słuchowym jest hałas i szum, które mogą słyszeć osoby po wszczepieniu implantu ślimakowego w początkowej fazie używania. Jeszcze innym zjawiskiem dźwiękowym w „świecie ciszy” są nieartykułowane dźwięki, jakie wydobywają się z ust osób migających w czasie żywiołowej wymiany zdań, przekazywania komunikatu naznaczonego silnymi emocjami.
Powyższe przypadki słyszenia lub wydawania dźwięków przez osoby Głuche zostały przywołane nie tylko po to, by pokazać, jak wiele różnorodnych doświadczeń towarzyszy głuchocie jako stanowi dysfunkcji słuchu, lecz także by zwrócić uwagę na zbyt oczywiste przeciwstawienie osób niesłyszących i ich doświadczeń osobom słyszącym i ich doświadczeniom. Wydaje się, że tego rodzaju przeciwstawienia utrwalają podział na dwie różne grupy społeczne, wspierany dodatkowo przez przekonanie o tym, że porozumiewanie się osoby słyszącej z osobą głuchą jest bardzo trudne ze względu na posługiwanie się odmiennymi systemami semiotycznymi i przynależność do różnych społeczności językowych. Tylko ostatnia ze wskazanym różnic wydaje się naturalnym zjawiskiem, pozostałe to po prostu społeczne konstrukty.
JK: Język polski jest dla nas językiem obcym. Przeszłam przez mękę, żeby móc go opanować. Żeby móc przeczytać tekst o długości kartki A4, najpierw wyłapywałam słowa, które były mi nieznane, mama mi je tłumaczyła, pokazywała lub rysowała. Musiałam nauczyć się ich na pamięć. Dopiero potem mogłam przeczytać zdanie ze zrozumieniem. To dopiero był wyczyn, gdyż można było rozbudzić wyobraźnię w niewłaściwym kierunku, analizując np. takie zdanie: „Picie coca-coli jest niezdrowe”. Każde słowo z tego zdania oczywiście znałam, ale nie mogłam zrozumieć, dlaczego coca-cola jest chora. Bo człowiek niezdrowy znaczy chory – to mogłam zrozumieć, ale ten napój?
Bardzo często po prostu uczyłam się na pamięć budowania zdań, nieważne, czy je rozumiałam czy nie. Po wielu latach nauki i pracy nad językiem polskim efekt nadal nie był zadowalający, wciąż popełniałam błędy gramatyczne lub myliłam końcówki. Ale…