Subskrybuj
Teolog, filozof, tłumacz, autor Bliżej niż się wydaje. O końcu świata, milenaryzmie i chrześcijańskiej nadziei (2010)

Jean Delumeau. O lękach, które zostają

Lektura książek Jeana Delumeau niesie z sobą ryzyko dostrzeżenia, że było i jest inaczej, niż do tej pory przypuszczaliśmy. Średniowieczny „złoty wiek wiary” okazuje się legendą, a współczesne czasy sekularyzacji – okresem dynamicznej odnowy duchowej.

W styczniu 2020 r. zmarł Jean Delumeau, który jako historyk religii znany jest m.in. z prac dotyczących różnych wymiarów strachu, jego źródeł i konsekwencji, oraz wielu pokrewnych, a przez wieki religijnie nabrzmiałych tematów, jak grzech i kara, poczucie winy i poczucie wstydu, przebacze nie i pokuta, pragnienie bezpieczeństwa i obawa przed potępieniem. Pierwsza z książek poświęconych tej tematyce ukazała się w roku 1978 (wyd. pol.: Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII wieku, tłum. A. Szymanowski, Warszawa 1986). Konfrontacja z lękami kształtującymi przez wieki cywilizację Zachodu pozwala na nabranie do nich dystansu, ale i dostrzeżenie, jak wiele z owych lęków pozostało ukrytych w podświadomości indywidualnej i społecznej. Zdanie sobie z tego sprawy to doświadczenie wyzwalające z „cywilizacji strachu”, o ile oczywiście uznamy, że trwa ona jeszcze ciągle w niektórych przejawach życia religijnego. Przewrotnie można powiedzieć jednak, że także i książki Delumeau konserwują lub nawet wzmagają pewne lęki i obawy, które, chociaż mają różną rangę i wagę, trudno lekceważyć.

Złoty wiek wiary nigdy nie istniał
Jeden z tych „strachów” pojawia się na poziomie poznawczym: lektura książek Delumeau niesie z sobą ryzyko dostrzeżenia, że było i jest inaczej, niż do tej pory myśleliśmy. Chociażby przekonanie o schrystianizowanej przedreformacyjnej Europie okazuje się całkowicie nie do utrzymania w perspektywie świadectw z epoki.

Starając się badać, przy wszystkich metodologicznych ograniczeniach, pobożność ludności wiejskiej (a więc ogromnej większości ówczesnych Europejczyków), Delumeau wykazuje, jak bardzo powierzchowna i pasująca wyłącznie do elit jest legenda o wszechpotężnym średniowiecznym Kościele przenikającym w niemalże doskonały sposób całe ówczesne społeczeństwo.

Nie było tak ani w „ciemnym” wieku X, ani w „złotym” wieku XII, ani w „dekadenckim” wieku XIV. Wszystkie te uogólniające określenia w niewielkim stopniu odpowiadają prawdziwym warunkom panującym w ówczesnym świecie. Średniowieczna christianitas nie tylko zachowała wiele z pogańskich obyczajów i wyobrażeń (co oczywiste i zasadniczo w obrębie katolicyzmu niewzbudzające specjalnych kontrowersji), ale trwały w niej w najlepsze procesy poganizacji chrześcijańskich dogmatów1.

Zresztą świat pełen magii i pogańskich rytuałów wcale nie zniknął wraz z nastaniem epoki nowożytnej, ale chociażby w czasach renesansu trwał, kształtując mniej lub bardziej jawnie również i współczesne oblicze chrześcijaństwa: żarliwy politeizm kontynuowany w wielości postaci świętych, kult źródeł charakterystyczny dla wielu rejonów Francji przekształcony w cześć dla świętych źródełek w miejscach maryjnych objawień, archaiczna mentalność wyrażająca się w kulcie przodków i obłaskawianiu świata upiorów trwająca równolegle z chrześcijańskimi dogmatami – to tylko nieliczne z wielu przykładów. Tak, przesłanie chrześcijańskie niekoniecznie musiało sprzeciwiać się praktykom religijności ludowej, ale trudno mówić tu o zrealizowaniu w konkretnym historycznym momencie jakiejś wyidealizowanej formy czystości wiary i pobożności. Trzeba raczej podążać za pytaniami, które w tym kontekście zadaje francuski historyk: czy Europa była kiedykolwiek skutecznie zewangelizowana? Jak w ogóle miałoby to się przejawiać? Jak rozumieć rozprawy o dechrystianizacji i sekularyzacji, skoro w gruncie rzeczy nie było od czego odchodzić ani w epoce reformacji, ani w dobie oświecenia i rewolucji? A może wprost przeciwnie: może to współczesne czasy tzw. odejścia od religijności i wiary należy postrzegać jako okres wyjątkowo dynamicznej odnowy duchowej?

Żadne utarte schematy nie mogą się ostać po lekturze książek Delumeau. Oto mit wyjątkowego zepsucia hierarchii kościelnej w przeddzień rewolucji francuskiej absolutnie nie znajduje potwierdzenia w dokumentach z epoki: rejestrach powizytacyjnych, spisach zawartości prywatnych bibliotek kleru, pamiętnikach i listach. Nie ma mowy o „moralnym zgorszeniu”, które miałoby być główną przyczyną antyreligijnych i antykościelnych nastrojów. Jako historyk Delumeau bierze pod uwagę bardziej tajemnicze i często nieuchwytne prądy, które kształtują nasze wybory i postawy na poziomie duchowości i wiary: mentalność, emocje, założenia teologicznie i filozoficzne, wpływ bieżących wydarzeń.

Delumeau właściwie na każdy temat odpowiada w podobny sposób: tak, tradycyjnie przyjmowany i nauczany obraz nie jest do końca fałszywy, ale należy go wycieniować, uzupełnić, zreinterpretować2. Po „wycieniowaniu, uzupełnieniu i zreinterpretowaniu” otwiera się z kolei wiele nowych perspektyw, w których każda domaga się rewizji dotychczasowych pojęć. To wizja imponująca swoim rozmachem i, co najważniejsze, wykraczająca poza badania historyczne.

Nie żyjemy u kresu historii
Skoro dowiedzieliśmy się już, że w historii wcale nie było tak, jak nam się dotychczas zdawało, czy oznacza to, że wiemy więcej? Niekoniecznie. Okazuje się, że wiele z tych historycznych analiz dzisiaj nie wydaje się aż tak odkrywczych. Na różne sposoby zresztą krytykowano już książki Delumeau, i najczęściej była to krytyka bardzo dobrze uzasadniona. Nie w analizie jednak tkwi siła refleksji Delumeau, nie w doborze źródeł i w szczegółach argumentacji, lecz w syntezach, które odważnie szkicował w swoich książkach, a które czynią z ich lektury niezwykłą intelektualną przygodę. Szczególną cechą tych dzieł jest właśnie śmiałość w tworzeniu wizji dotyczących przyszłości. Pierwsza książka, dzięki której Delumeau dał się poznać szerszej publiczności, ukazała się w roku 1977 i nosiła znamienny tytuł: Le Christianisme va-t-il mourir? (Czy chrześcijaństwo musi umrzeć?). Już samo tak postawione pytanie wskazuje, że pozostając historykiem idei, religii i mentalności, Delumeau nie rezygnuje z refleksji nad tym, co ma dopiero nadejść. Widać wówczas, że badania historyczne potrafią weryfikować założenia wielkich historiozoficznych wizji, które często naznaczone są ścisłym dziejowym determinizmem czy prawdziwie manichejskim wyobrażeniem o walce dobra ze złem rozgrywającej się w dziejach ludzkości, krajów, narodów czy wspólnot.

Ma to ogromne znaczenie dla właściwego odnalezienia się we współczesności. Dzięki uważnemu spojrzeniu na historię jako całkowicie złudne, a nawet wprost śmieszne jawi się upatrywanie w konkretnych postaciach, partiach politycznych czy większych, międzynarodowych strukturach np. figur antychrystów bądź czterech jeźdźców apokalipsy. W naszej konkretnej dziejowej sytuacji trudno uznać się za upoważnionych do jednoznacznych ocen. W dziedzinie religii i wiary oznacza to konieczność wstrzymania się od generalizującego osądzania takich czy innych epok, prądów, tendencji. Każde myślenie o dziejach, zwłaszcza myślenie teologiczne czy filozoficzne, chętnie za swoją perspektywę i punkt odniesienia bierze hipotetyczny koniec historii. Tylko tak bowiem można bezpiecznie i jasno wskazać, w którym miejscu coś się rozpoczęło, jak się rozwijało, jak się skończyło lub właśnie, na naszych oczach, się kończy. Co więcej, łatwo można wykazać, gdzie były chwile odejścia i sprzeniewierzenia się jednemu, właściwemu lub po prostu nieuniknionemu kierunkowi. Niezależnie od tego, czy kresu upatrujemy w Królestwie Niebieskim czy też w napędzanej ideą postępu współczesnej cywilizacji, to myśląc o historii, mamy pokusę, aby uznać się za tych, który już są u końca i są w stanie ogarnąć swoim myśleniem całość, a w każdym razie na tyle dużą jej część, aby o całości można było odpowiedzialnie wnioskować. A przecież – jak wynika z lektury książek Delumeau – wszystko jest dopiero na początku, niewiele udało się zrealizować, a także garść zaledwie z tego, co jednak zrealizowano, ma walor trwałości, chociażby względnej. Ludzkość dopiero zaczęła „gaworzyć”3 i takie ujęcie musi powściągać wszelkie zbyt śmiałe „historiozbawcze” koncepcje.

Ułomność struktur

Kolejną konsekwencją lektury książek Delumeau jest nabranie koniecznego dystansu do struktur i instytucji oraz wytwarzanych przez nie praw.

Można nawet stwierdzić, że takie nabieranie dystansu jest nie tylko metodologicznie uczciwe, ale też ważne egzystencjalnie. Jeśli rzeczywiście przesłanie ewangeliczne trwa w tym świecie, to dzieje się tak raczej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Przystanek: miasto