„Nasi wolontariusze trafili w lesie na kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży, która skarżyła się na bóle brzucha. Nie było tam zasięgu, więc wolontariusze musieli się wracać godzinę przez las, żeby zadzwonić po Medyków na Granicy. Oni byli akurat na innej interwencji, więc kolejną godzinę czekali na ich przyjazd. Kiedy dotarli na miejsce, zrobili tej kobiecie USG. W środku nocy, w lesie, wspomagając się latarkami. Pokazali jej zdjęcie dziecka i powiedzieli, że urodzi najprawdopodobniej za dwa tygodnie” – opowiadał Jakub Kiersnowski, prezes warszawskiego KIK-u, o pracy Punktu Interwencji Kryzysowej na Podlasiu.
Ta scena porusza, pokazuje dramat uchodźców, a także wolontariuszy niosących pomoc w strasznych okolicznościach. Praktyki stosowane wobec ludzi na granicy, którzy podejmują próby przedostania się do świata wolnego od niebezpieczeństw zagrażających życiu, są nieludzkie, tzn. obnażają, że polska władza nie uznaje tych osób za ludzi. Jeżeli bowiem uznałaby ich człowieczeństwo, wówczas nie mogłaby – nie będąc reżimem totalitarnym, który z zasady neguje prawa człowieka – tworzyć warunków prowadzących do ich śmierci.
Wiele spośród budzących sprzeciw decyzji PiS można oceniać w kategoriach politycznych, oceny moralne spychając na drugi plan: łamiące zasady praworządności zmiany w sądownictwie, wymierzony w życie i zdrowie kobiet wyrok TK, antyunijna i antywspólnotowa postawa. Ale tej decyzji nie wolno nam sprowadzić do wymiaru politycznego.
Odmowa uznania za ludzi naszych bliźnich na wschodniej granicy ma charakter etyczny.
Kolejne kryzysy migracyjne…