Popadanie w dygresje, snucie wspomnień oraz napomknień stanowi rdzeń tej narracji. W końcu po bibliotekach najlepiej błądzić, dotykać zakurzonych grzbietów i pozostawiać ślady palców na regałach. Przez to Pożegnanie… jest prawdziwą rozkoszą (chociaż wypadałoby napisać: prawdziwą jouissance) dla każdego czytelnika i z ducha perekowskiego kolekcjonera. Mimo poważnego tytułu lektura pozwala swobodnie krążyć myślom wokół własnych wspomnień, wytrwale biegnie śladami ulubionych postaci, ale też zmusza do namysłu, tropienia kolejnych cytatów i aluzji oraz dawkowania sobie tej przyjemności. Wzbudza czułość, będąc jedną z nielicznych książek, podczas których lektury boję się, że za szybko ją skończę i nie starczy mi jej mądrości i towarzystwa na dłużej. Ale Pożegnanie… wzbudza też inny lęk; wszak…
Absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego; publikowała w portalu O.pl oraz „Wielogłosie”.