Pierwsze obrazy, jakie podsuwa wyobraźnia na dźwięk słowa „Szwecja”, to najprawdopodobniej sielskie kadry z malowniczej, nieco sennej skandynawskiej prowincji, zbudowane na wyobrażeniach z lektury Dzieci z Bullerbyn czy Pippi Pończoszanki. Niska, przyjazna zabudowa, naturalne materiały, kwietne ogródki przylegające do domów, a w tle, jak okiem sięgnąć, gęste lasy i przestrzeń kojąca nerwy. To tyle, jeśli chodzi o wyobraźnię. Rzeczywistość przedstawia się mniej bajkowo. Jest nawet rewersem dziecięcych opowieści, gdyż tym, co obecnie kształtuje przestrzeń Szwecji, jest według Kullberga typowo „dorosłe” myślenie. Konkretnie triada: kapitał, przemysł i racjonalizacja. To one są żelaznymi punktami każdej debaty na temat przyszłości urbanistycznej Szwecji. I to za ich pomocą od ponad pół wieku w tym podobno najbardziej…
Absolwentka religioznawstwa na UJ, księgarka, recenzentka literacka. Współpracuje z miesięcznikiem „Znak” i kwartalnikiem „Herito”