Podstawą bytu zjadacza jest oczywiście dobry apetyt, który pozwala na regularne ćwiczenie kubków smakowych podczas obiadu i kolacji („W tym fachu każdy dzień daje tylko dwie szanse pracy w terenie i nie można ich zmarnować”). Drugim elementem jest pewna suma pieniędzy – nie za wielka, bo bogaczom łatwo grozi rutyna. Szczęśliwie Liebling spełniał oba te warunki, gdy jako student z Ameryki przyjechał w połowie lat 20. do Paryża. Później wracał tam co jakiś czas, składając w swoich kolejnych tekstach hołd francuskim restauracjom.
Zjadaczom amatorom może się zakręcić w głowie od wielości nieznanych nazw – dowiadujemy się więc, czym są „ślimaki na nocnikach” albo „pływające wyspy ciotki Marii” (zaznaczę dla porządku, że po francusku te nazwy brzmią znacznie…