Subskrybuj
Nassim Taleb fot. Dan Callister / Rex / East News
Doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ, współpracuje z miesięcznikiem "Znak".

Filozof przypadku

Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 30 języków. Koncepcja „czarnego łabędzia” na stałe zagościła w słowniku filozofów i ekonomistów, a nazwisko autora jest odmieniane przez wszystkie przypadki, gdy dochodzi do kryzysu finansowego, wybuchu wojny czy globalnej pandemii. Kim jest Nassim Nicholas Taleb i co ma nam do powiedzenia o niepewności?

„Nic nie jest skończone, dopóki nie jest skończone” – odrzekł dziennikarzowi Yogi Berra, gdy wydawało się, że prowadzona przez niego drużyna New York Mets straciła szanse na zdobycie tytułu po przegranej 1:4 z zespołem z Pittsburgha. Legendarny baseballista i menedżer słynął z poczciwych, niekiedy absurdalnie truistycznych bon motów, którym amerykańska prasa nadała miano „Yogi-izmów”. Żaden z nich nie zyskał jednak tak szerokiej popularności jak zadziorne w treści, a nonszalanckie w formie It ain’t over, till it’s over, najprawdopodobniej ze względu na niespodziewany dalszy ciąg tej historii: zupełnie wbrew dotychczasowej złej passie Metsi odzyskali znakomitą formę i skutecznie powrócili do gry o najwyższe cele​?

Nassim Nicholas Taleb, amerykański trader i matematyk libańskiego pochodzenia, zapamiętał słowa Yogiego Berry, a co więcej, jako zapalony czytelnik autorów klasycznych skojarzył słynną wypowiedź z inną historią, którą odnalazł na kartach Dziejów Herodota. Bohaterem tej opowieści jest Krezus, bajecznie majętny król lidyjski, dla którego materialny status stanowił źródło chluby. Gdy tylko dowiedział się, że jego strony odwiedza Solon, słynący z mądrości ateński prawodawca, zapragnął pochwalić się swoją rezydencją przed znakomitym gościem. Zaproszenie zostało przyjęte. W czasie wykwintnej kolacji król zapytał Ateńczyka o to, kogo uważa za najszczęśliwszego z ludzi. Solon w odpowiedzi przytoczył historię Tellusa, uczciwego człowieka i dobrego ojca, który zginął w obronie ojczyzny. Król nie wydawał się zadowolony, dlatego też Salon podał inny przykład, tym razem młodzieńca, który uratował własną matkę przed biedą, a sam zmarł, pomagając ubogim. Zirytowany Krezus odsłonił wreszcie prawdziwe intencje rozmowy, zwracając się do mędrca z pytaniem: czy ze względu na bogactwo to nie właśnie on, król Lidii, powinien zostać uznany za najszczęśliwszego z ludzi? Solon odpowiedział, że aby się tego dowiedzieć, władca musi zaczekać do własnej śmierci – nikt nie zna wyroków przyszłości, a wszystkie okoliczności mogą się odwrócić. Minęły lata, w wyniku wojny Krezus stracił tron i został wygnany.

Głęboko pedagogiczny charakter opowieści nie umknął Talebowi, który w trakcie wieloletniej kariery miał okazję poznać wielu krezusów z Wall Street. Był świadkiem błyskotliwych karier, rozpoczynających się spektakularnie tylko po to, by z podobnym impetem się zakończyć. Śledził, jakich spustoszeń na rynku dokonał niespodziewany azjatycki kryzys finansowy w 1997 r. Obserwował losy ekspertów, takich jak Robert C. Merton, który w 1997 r. odebrał Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii, a w latach 1998–2000 doprowadził do upadku współzałożonego przez siebie funduszu Long-Term Capital Management.

Ścieżka kariery Nassima Taleba charakteryzowała się inną dynamiką. Jak przyznaje, nie fascynował go świat błyskawicznych karier i nie chciał zamykać się w ciasnym świecie finansów, dlatego po 20 latach pracy jako giełdowy trader rozpoczął karierę akademicką, by zgłębiać zagadnienia na styku matematyki i filozofii.

Zaskakująco długa kariera w przewrotnym i trudnym środowisku amerykańskiej finansjery, wolne chwile spędzane nad klasycznymi lekturami, uzyskana na uniwersytecie teoretyczna podbudowa, a wreszcie doświadczenie zdobyte we współzałożonym w 1998 r. przez Taleba funduszu hedgingowym Empirica znalazły ujście w przedsięwzięciu stanowiącym, jak należy mniemać, największą namiętność i misję Taleba: w karierze pisarskiej.

W 2001 r. opublikował swoją pierwszą książkę, w której podsumował wnioski w przystępnej dla szerokiej publiczności formie eseju, swobodnie łącząc ze sobą refleksję filozoficzną, namysł nad problemami statystycznymi i wspomnienia z kariery tradera. W debiutanckiej publikacji, zatytułowanej Zwiedzeni przez przypadek (oryg. Fooled by Randomness), postawił prowokacyjną tezę: ci, których Wall Street zwykło nazywać ludźmi sukcesu, nie odkryli wcale sekretu trafnego prognozowania przyszłości ani nie rozgryźli uniwersalnie skutecznych zasad rynkowej gry; posiadają jednak ponadprzeciętną skłonność do podejmowania ryzyka i przeceniania swoich umiejętności. Ich postępowanie przypomina grę w rosyjską ruletkę: dzięki łaskawości losu doszli do ogromnych fortun i nie trafili jeszcze na zabójczy nabój. Każda szczęśliwa passa musi jednak kiedyś dobiec końca, dlatego w każdej chwili mogą podzielić los Krezusa.

Debiutancka książka odniosła sukces, a „The New Yorker” napisał o niej, że „jest tym samym dla panujących na Wall Street poglądów, czym 95 tez Marcina Lutra było dla Kościoła”. Prawdziwy triumf przyszedł jednak wraz z publikacją Czarnego łabędzia (2007), eseju o nieprzewidywalnych zdarzeniach, którego najlepszą okolicznością reklamową stał się globalny i zaskakujący kryzys finansowy, jaki wybuchł niedługo po premierze. Taleb, okrzyknięty prorokiem współczesności, trafił do grona najgorętszych nazwisk debaty publicznej i od tej pory mógł w spokoju poświęcić się kontynuacji zainicjowanej filozofii nieprzewidywalności. Ostatecznie swoim rozważaniom nadał kształt pentalogii, a cykl zatytułował Incerto (wł. „to, co niepewne”). Dwie pierwsze książki uzupełnił o publikowane kolejno: Prokrustowe łoże (2010), Antykruchość (2012) i Na własne ryzyko (2018).

Pomimo ogromnej popularności Talebowi udaje się zachować znaczące fragmenty swojej biografii w tajemnicy, zręcznie balansując między dzieleniem się anegdotami z własnego życia, jak chętnie to czyni w książkach, a budowaniem aury niedostępności, wizerunku myśliciela „spoza wszechobecnego szumu informacyjnego”. Ma opinię ekscentryka. Jest wybredny, jeśli chodzi o zgodę na wywiady – udziela ich rzadko i zwykle swoim znajomym. Podkreśla swoje libańskie pochodzenie i zamiłowanie do kultury śródziemnomorskiej, które potrafi przybrać nietypowe formy: Taleb nie jada owoców, których nazwy nie mają odpowiednika w języku greckim lub hebrajskim. Przyjaźni się z wpływowymi politykami, a swego czasu wiele mówiono o jego znajomości z Davidem Cameronem, ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii. Podobno życzy sobie większej zapłaty za wygłoszenie prelekcji, jeśli słuchacze noszą krawat. Odczytuje tylko pięć e-maili dziennie, za to chętnie wchodzi w dyskusje na Twitterze. Jest poliglotą i deklaruje, że mówi w dziesięciu językach. Od kilkunastu lat poświęca się wyłącznie działalności pisarskiej, edukacyjnej i doradczej. Należy jednak wątpić, czy tęskni za handlem opcjami, skoro już wiele lat temu Mark Spitznagel, jego były współpracownik, określił go jako „w 5% tradera, w 95% filozofa”. Ambicje Nassima Taleba od dawna sięgały dużo dalej niż świat nowojorskiej giełdy.

Zwiedzeni przez przypadek

Diagnozę, od której rozpoczyna się Incerto, można sformułować następująco: żyjemy w świecie, w którym myli się ze sobą podstawowe kategorie. Szczęśliwy traf inwestora bierzemy za jego umiejętności i mówimy, że ma głowę do interesów. Gdy tylko zaczniemy rozmyślać nad czymś, co wydarzyło się przypadkiem, a było dla nas wyjątkowo przykre, nie spoczniemy, dopóki nie znajdziemy w tym jakiejś konieczności, chociażby pod postacią kosmicznej karmy. Zdezorientowani, nie rozróżniamy sygnałów, czyli rzetelnych informacji o świecie, od medialnego szumu, który stale musi podtrzymywać uwagę widza jaskrawymi paskami, czerwienią i zielenią zmieniających się notowań na giełdzie, a każdy z generowanych newsów ma się wydawać ważniejszy od poprzedniego. Nad przemieszanym porządkiem rzeczy czuwają pewni swego eksperci pod krawatem, którym wtórują medialne gadające głowy („Dziennikarze nie mogą pojąć, że to, co interesujące, niekoniecznie jest ważne; większość nie może nawet pojąć, że sensacja niekoniecznie jest interesująca”).

Nieco przesadnie złowrogi obraz kreślony przez Taleba prezentuje rzeczywistość, w której ludzkość straciła z oczu jeden z podstawowych aspektów rzeczywistości. Nic dziwnego, skoro prawdopodobieństwo – bo o nim mowa – to wyjątkowo trudny koncept do uchwycenia w codziennym życiu. Nasze wybory wydają się przecież dużo bardziej skomplikowane niż probabilistyka, której uczymy się w szkole na lekcjach matematyki. Bez trudu określimy, jakie są szanse na to, że wyrzucona przez nas kostka do gry pokaże liczbę parzystą, jak jednak ocenić prawdopodobieństwo dostatniego życia, jeśli wybierze się studia na kierunku lekarsko-dentystycznym? Z tego powodu Taleb podkreśla, że rozważana przez niego probabilistyka to „gałąź sceptycyzmu stosowanego, a nie dyscyplina techniczna”. Dopiero takie postawienie problemu pozwala spojrzeć na zagadnienie nie jak na kolejną matematyczną łamigłówkę, ale jak na realne życiowe wyzwanie.

Z tak ustalonego punktu wyjścia cykl Incerto ma prowadzić czytelników, po pierwsze, do zaakceptowania braku pewności co do naszej wiedzy; po drugie, do rozwijania metod radzenia sobie z ową niepewnością.

Duchowym patronem pierwszej książki, do czego Taleb przyznaje się wprost, jest XVI-wieczny francuski filozof Michel de Montaigne, który reprezentuje kompletny zestaw cech myśliciela wartego naśladowania. Podziw więc wzbudza niepewność własnej mądrości u autora Prób, jego odwaga w skłonności do introspekcji (niełatwo jest wejrzeć w siebie, by odkryć i przyjąć własne ograniczenia), szlachetny sceptycyzm. Po przeciwnej stronie barykady, jako największy rywal, stoi Kartezjusz. Autor Rozprawy o metodzie patronuje jednemu z największych błędów europejskiej cywilizacji, jakim jest dążenie do poszukiwania niezachwianej pewności. Posługując się dwiema figurami nowożytnych filozofów, Taleb przemyca opowieść o dwóch zwalczających się tendencjach. Ścierają się one zarówno w wymiarze indywidualnym, w każdym z nas z osobna, jak i na planie ogólnym, społecznym.

Poszukiwanie pewności, wyprowadzanie dalekich prognoz na przyszłość, modelowanie rzeczywistości według średnich statystycznych, odrzucanie ekstremalnych, niespodziewanych scenariuszy z naszego myślenia – to wszystko autor Czarnego łabędzia traktuje jako brutalny redukcjonizm i upraszczanie złożonych zjawisk dla intelektualnej wygody. W takiej postawie tkwi zaczyn przyszłych porażek. Środowisko Wall Street stanowi najlepsze laboratorium do zaobserwowania tych różnic – to miejsce najbardziej powiązane z chaosem, gwałtownymi zmianami rynku i spektakularnymi skalami porażki i sukcesu. Traderów, którzy szybko kończyli kariery, łączyły wspólne cechy. Gdy przestawało im się powodzić, mieli skłonność do „zmieniania zeznań” w kwestii obieranej strategii, a to ze względu na to, że brakowało im dokładnego planu postępowania w przypadku poniesienia straty. Zamiast konfrontacji musieli uciekać się do mechanizmu wyparcia.

Zdaniem Taleba wielu z nas nie różni się sposobem działania od upokorzonych przez los traderów, choć kary, które na nas spadają, bywają mniej dotkliwe. W swoim pragnieniu przewidywalnego ostatecznie świata postępujemy jak Prokrust, znany z greckiej mitologii rozbójnik, mieszkający przy drodze z Aten do Megary. Zapraszał on utrudzonych podróżnych do swojego domu, częstował obiadem, a następnie oferował nocleg. Zmęczeni goście nie wiedzieli, że znaleźli się w pułapce, bowiem Prokrust pragnął, aby łóżko było idealnie dopasowane do człowieka: zbyt wysokim odcinał więc kończyny, a za niskim rozciągał członki. Podobny sposób postępowania wykazuje ludzkie myślenie, gdy nie chce się skonfrontować z nieprzewidywalnym, a musi w jakiś sposób poradzić sobie z wytworzonym napięciem: poprzez uproszczenia i gotowe narracje brutalnie dopasowuje rzeczywistość do swoich sztywnych ram.

Czarny łabędź i problem indyka

Juwenalis z Akwinum, rzymski poeta z II w. i autor słynnych Satyr, posłużył się w jednym z utworów porównaniem do „ptaka rzadkiego jak czarny łabędź”, pisząc o stworzeniu niemożliwym do odnalezienia. To, że ptaki tego gatunku posiadają wyłącznie białe upierzenie, należało do największych oczywistości. Przez wieki czarne łabędzie były więc ptakami o statusie tak fantastycznym, że obok jednorożców zasiedlały fikcyjne krainy. Sytuacja odmieniła się radykalnie w XVII w.: w 1636 r. żeglarz Antonie Caen zauważył u wybrzeża wyspy Bernier „czarne ptaki wielkości łabędzi”, a ponad 60 lat później jego rodak Willem de Vlamingh potwierdził istnienie stworzenia, którego zupełnie się nie spodziewano. Musiał upłynąć kolejny wiek, by zaskoczeni Europejczycy przyznali odkrytemu gatunkowi oficjalny status, nadając mu łacińską nazwę Anas atrata.

Przykład „czarnego łabędzia” zrobił zawrotną karierę w dziejach filozofii – wykorzystali go John Stuart Mill w Systemie logiki (1843), Bertrand Russell w Problemach filozofii (1912) i Karl Popper w Logice odkrycia naukowego (1934). Zupełnie niespodziewane odkrycie prowadzi nas do filozoficznego problemu indukcji, czyli rodzaju wnioskowania, które na podstawie obserwacji niezliczonej ilości…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nassim N. Taleb: Jak zwodzi nas przypadek