Subskrybuj
Rebecca Solnit fot. RDA / Forum
Amerykańska eseistka, historyczka i działaczka feministyczna. W języku polskim ukazały się jej książki: Mężczyźni objaśniają mi świat (2017), Zew włóczęgi (2018) oraz Nadzieja w mroku (2019).

Cytryny Stalina

Stalin był pochłonięty przymuszaniem drzew cytrusowych do przekraczania granic wyznaczonych im przez przyrodę. Najwyraźniej uważał, że ich fundamentalną naturę, podobnie jak naturę ludzi, można zmienić siłą.

W sierpniu 1944 r. Orwell z zaciekawieniem wysłuchał prelekcji o sytuacji naukowców i nauki w Związku Radzieckim wygłoszonej przez biologa Johna R. Bakera na konferencji PEN Clubu w Londynie. Tematem przewodnim spotkania była wolność słowa, lecz spośród zaproszonych gości jedynie Baker, jak donosi pisarz, otwarcie krytykował ograniczanie swobody wypowiedzi w ZSRR. W eseju Totalitaryzm a wolność słowa, opublikowanym 18 miesięcy później, Orwell pisał, że jeden z czterech głównych prelegentów „poświęcił większą część swojego przemówienia obronie sowieckich czystek”. Niektórzy wygłaszali „peany na cześć sowieckiej Rosji”, a inni bronili swobody omawiania kwestii seksualności, „nie wspomniano natomiast o wolności politycznej”, z wyjątkiem kwestii upolitycznienia nauki.

„Ich podstawowym prawem – pisał Baker o naukowcach – jest swoboda decydowania o przedmiocie i metodologii własnych badań. Pozbawieni jej są niczym ludzie tak całkowicie podporządkowani woli dyktatora, że kontroluje on nawet ich wyobraźnię. Gdy zabraknie naukowej autonomii, dochodzi do zgoła kuriozalnej sytuacji: nawet najlepsze intencje nie pozwalają decydentom politycznym odróżnić prawdziwych badaczy od hochsztaplerów i reklamiarzy”.

W Związku Radzieckim naukowej autonomii istotnie zabrakło. Baker wskazuje karierę Trofima Łysenki, dyrektora Instytutu Genetyki Akademii Nauk ZSRR, jako „dobitny przykład degradacji nauki pod jarzmem totalitarnego reżimu”.

Genetyka nierówności

Historia wzlotu Trofima Łysenki, mistyfikatora i przebiegłego stratega politycznego, to również historia upadku wybitnego agronoma Nikołaja Wawiłowa; to historia triumfu kłamcy nad człowiekiem prawdomównym oraz ceny, jaką przyszło za te kłamstwa zapłacić. Wawiłow, jak pisze współczesny etnobotanik Gary Paul Nabhan, był „jedynym człowiekiem na Ziemi, który zebrał nasiona roślin uprawnych z pięciu kontynentów, odkrywcą, który w poszukiwaniu nowych sposobów wyżywienia ludzkości zorganizował 115 ekspedycji badawczych do 42 krajów”, a także uczonym, który opublikował ponad 100 artykułów naukowych.

Wawiłow dążył przede wszystkim do zrozumienia roli bioróżnorodności w rolnictwie, by chronić uprawy przed chorobami i tworzyć nowe kultywary. Jego wyprawom i badaniom przyświecała chęć zwiększenia produkcji żywności, zwłaszcza dla Rosji i Rosjan, płynąca z nader ludzkiej potrzeby, by głodnych nakarmić. Światowe uznanie przyniosło mu założenie największego na świecie banku nasion w Leningradzie, jak nazywano Petersburg od śmierci Włodzimierza Lenina w 1924 r. aż do końca ery radzieckiej. Instytucja ta podlegała Ogólnozwiązkowemu Instytutowi Uprawy Roślin, którego dyrektorem w latach 1921–1940 był sam Wawiłow, a zgromadzone w niej wielotonowe zbiory miały zapewnić ludności bezpieczeństwo żywnościowe dzięki bioróżnorodności – gatunki i odmiany roślin odporne na choroby lub szkodniki, rosnące w zróżnicowanych warunkach, bogatsze w składniki odżywcze, dające obfitsze plony lub wykazujące inne przydatne właściwości (swoją sławę bank zawdzięcza także oddanym pracownikom, którzy podczas 872 dni oblężenia Leningradu woleli umrzeć z głodu, niż splądrować pilnowane zapasy nasion).

Kariera Wawiłowa prężnie się rozwijała, dopóki nie wszedł on w konflikt z Łysenką. Ten zyskał rozgłos w październiku 1929 r., kiedy jego eksperymenty nad uprawą pszenicy ozimej okrzyknięto cudownym remedium na kryzys zbożowy, doskwierający młodemu państwu. Wnioski wyciągnięte przez Łysenkę oraz radziecką prasę z jego nierzetelnych badań były bezwartościowe z punktu widzenia nauki, lecz otwierały mu drogę do awansu społecznego. Z tego zalążka wyrosła skuteczna dwutorowa kampania: z jednej strony Łysenko wypowiedział wojnę genetyce, a z drugiej – próbował wkupić się w łaski Stalina. Łysenko wiedział, komu schlebiać, a kogo denuncjować, przy czym Stalin od początku był wrogo nastawiony do darwinizmu, w którym motorem ewolucji są losowe mutacje oraz dobór naturalny.

Stalin, podobnie jak Łysenko, popierał lamarkizm, głoszący, że cechy nabyte są dziedziczne (jako przykład zwykle podaje się długą szyję żyrafy: Jean‑Baptiste Lamarck i jego zwolennicy twierdzili, że zwierzęta, których szyja wydłużyła się na skutek sięgania po wyżej rosnące liście, mogą przekazywać tę nabytą cechę potomstwu). Lamarckowi, urodzonemu w 1744 r., można wybaczyć bycie lamarkistą; znacznie trudniej usprawiedliwić tę postawę u XX‑wiecznych myślicieli, których do błędnych interpretacji darwinowskiej teorii ewolucji skłaniał ideologiczny oportunizm. Już w 1906 r. Stalin pochlebnie wyrażał się o „teori[i] neolamarkizmu, której ustępuje miejsca neodarwinizm”.

Kilka lat później pewien socjalista pisał: „Socjalizm jako teoria zakłada, że stanem naturalnym u ludzi jest równość, toteż dąży do osiągnięcia równości społecznej. (…) Darwinizm natomiast jest naukowym dowodem nierówności”. Karol Marks zdawał się podziwiać Darwina, gdyż w jego teorii ewolucji gatunków widział odbicie własnej idei ewolucji społecznej, lecz darwinizm przefiltrowany przez hobbesowską interpretację w wydaniu Thomasa Henry’ego Huxleya podkreślał konflikt i rywalizację; sam Darwin zresztą przedstawił ewolucję jako walkę osobników danego gatunku o zdobycie ograniczonych zasobów. W jeszcze bardziej wypaczonej wersji pogląd ten miał dowodzić, że wolnorynkowy kapitalizm i osobisty egoizm są naturalne, nieuniknione, a nawet pożądane zdaniem tych, którzy tym postawom hołdowali.

Przeciwnicy tego światopoglądu, najwyraźniej nie widząc sposobu na oddzielenie wartości społecznych nakładających się na darwinizm od samej teorii naukowej, odrzucali jedno i drugie. Wspaniałą trzecią drogę odnaleźć można we wnioskach anarchistycznego filozofa Piotra Kropotkina z jego pobytu na Syberii, gdzie przetrwanie nie zależało od walki jednostek o surowce – tych było bowiem pod dostatkiem – lecz od współdziałania w zmaganiach z surowym klimatem. Tę wewnątrzgatunkową współpracę Kropotkin nazwał pomocą wzajemną, opisując jej rolę w świecie zwierząt oraz ludzkim życiu i podkreślając ścisły związek ewolucji z kooperacją. Jego książka Pomoc wzajemna z 1902 r. przeszła jednak bez echa, dopiero współczesny ewolucjonizm zaczął zbliżać się do wersji Kropotkina. Świat przyrody coraz bardziej jawi się jako miejsce kooperacyjne, a nie indywidualistyczne, jako oparte na współzależnościach zamiast antagonizmów.

W czasach Orwella ewolucja była jednak darwinizmem, a ten nader często darwinizmem społecznym. Sowieci zgotowali straszliwy los zarówno biologicznym teoriom naukowym, jak i głoszącym i rozwijającym je badaczom, choć zachodni naukowcy również nie mieli czystego sumienia. Ci, którzy upatrywali w koncepcji Darwina potwierdzenia społecznego status quo – wyższości bogatych nad biednymi, dobrze urodzonych nad plebsem, białych nad niebiałymi – często stawali się eugenikami, zwolennikami podziału na ludzi i podludzi, niekiedy wprost nawołującymi do uprzywilejowania tych pierwszych oraz eliminacji tych drugich za pomocą represyjnych form kontroli społecznej czy wręcz ludobójstwa. Hurst był eugenikiem; był nim także Baker, którego prelekcja zwróciła uwagę Orwella na sowiecką pseudonaukę. Nawet syn samego Darwina był przez pewien czas prezesem brytyjskiego Towarzystwa Krzewienia Eugeniki (Eugenics Educational Society).

Naziści doprowadzili eugenikę do ekstremum, wzmacniając tym samym sprzeciw Stalina wobec genetyki. Julian Huxley, wnuk Thomasa Henry’ego Huxleya, a w latach 1937–1944 wiceprezes Brytyjskiego Towarzystwa Eugenicznego (British Eugenics Society), nie mylił się przynajmniej co do innych przyczyn wrogości Stalina i Łysenki wobec genetyki: „Samoreplikujące się geny oraz nieukierunkowane mutacje w dziedziczeniu mendlowskim – pisał w 1949 r. w Soviet Genetics and World Science (Genetyka radziecka a światowa nauka), jednej z ostatnich książek przeczytanych przez Orwella – wymykają się z rąk człowieka; nie dają się łatwo podporządkować jego dążeniom do zmiany ludzkiej natury. Lamarkizm wabi natomiast obietnicą szybkiego przejęcia kontroli nad nią”.

Przez ponad połowę XX w. istniało głębokie i szeroko rozpowszechnione przekonanie, że wszystko i wszystkich można zreformować, dawne wartości odłożyć do lamusa, o przeszłości zapomnieć, przyszłość ujarzmić, ludzką naturę zaś odmienić. Szło ono zwykle w parze z ideą, że pieczę nad tymi przemianami powierzyć należy elitom – czy to złożonym z naukowców, czy polityków. Eugenika, podobnie jak lamarkizm, na swój sposób dawała wyraz przeświadczeniu, że człowieka można wtłoczyć w ramy doskonałości, a potworne środki uświęcają wątpliwie utopijny cel. Wielu wierzyło wówczas, że ludzka natura, nie tylko pod względem psychicznym, ale i biologicznym, jest na tyle plastyczna, że ludzkim myślom, uczuciom i działaniom można nadać nowy kształt.

Wymyślić pszenicę na nowo

Łysenko przekonał Stalina, że pszenica jest równie plastyczna co ludzie oraz że potrafi hodować ją tak, by każde kolejne pokolenie dziedziczyło cechy nabyte przez rośliny rodzicielskie. Sformułowana przezeń pseudonaukowa teoria dobrze pokrywała się z ideologią marksistowską i radzieckimi aspiracjami. Choć Łysenko całkowicie mylił się co do faktów, korupcja oraz ideologiczne klapki na oczach otaczających go ludzi pozwalały mu długo unikać konsekwencji. Wawiłow również pracował nad stworzeniem odmian pszenicy bardziej wytrzymałych i wydających większy plon, lecz jego metody wymagały kilku lat, Łysenko natomiast obiecywał niemożliwie szybkie rezultaty.

W 1928 r. w Związku Radzieckim rozpoczęto realizację pierwszego planu pięcioletniego – programu intensywnego rozwoju przemysłowego, który ściągnął mnóstwo ludzi do miast, powodując niedobory chleba. Sytuację dodatkowo pogorszyła niesprzyjająca pogoda i polityka rolnicza prowadzona przez Stalina. Chłopów lepiej sytuowanych i mniej skorych do kolektywizacji piętnowano jako kułaków, a z początkiem 1929 r. członkowie tej płynnej klasy społecznej padli ofiarą błyskawicznej i brutalnej kampanii rozkułaczania. Nieprzebrane rzesze chłopów i chłopek, zwłaszcza na Ukrainie, stracono, wtrącono do więzień lub zesłano na Syberię bądź do innych odległych zakątków Związku Radzieckiego.

Z pozostałych gospodarstw władze partyjne rekwirowały ziarno siłą, uciekając się do tortur i gróźb. Nawet gdy ludzie przymierali głodem, Stalin nie zaprzestawał represji, podejrzewając ich o ukrywanie zapasów zboża.

Mieszkańców spustoszonych regionów próbujących ratować się ucieczką zawracano; tych, którzy próbowali kraść jedzenie, rozstrzeliwano na miejscu. Ocalałych przymusowo wcielano do kołchozów, gdzie często panowały warunki niesprzyjające produktywnej pracy – szerzyły się chaos i przemoc. Prowadzenie kolektywnych gospodarstw powierzono bowiem partyjnym ideologom, zupełnie nieobeznanym z uprawą roli. Katastrofa osiągnęła swoje apogeum na początku lat 30. XX w.

Na skutek wielkiego głodu, nazywanego również „Hołodomorem”, ponad 5 mln istot ludzkich poniosło śmierć głodową, w większości w Ukrainie. Głodujący masowo opuszczali wsie i udawali się do miast, by żebrać tam o resztki jedzenia, oraz na stacje kolejowe w nadziei, że uda im się zbiec. Wielu umierało po drodze, a ich wyniszczone, wychudłe ciała zalegały na poboczach dróg. Niektórzy, doprowadzeni przez głód do szaleństwa, dopuszczali się aktów kanibalizmu, niekiedy pożerając nawet własne dzieci. Sowieckie władze uznały, że miliony zamorzonych obywateli nie przystają do kreowanej przez nie wizji skutecznej gospodarki komunistycznej, toteż klęska głodu utrzymywana była w ścisłej tajemnicy. Z pomocą przyszło im wielu zachodnich korespondentów w Rosji, których zazwyczaj nie trzeba było cenzurować ani odwodzić od mówienia prawdy groźbami wydalenia z kraju – sami ochoczo powtarzali podsuwaną im propagandę.

Osoby publiczne – szczególnie dramaturg George Bernard Shaw, któremu sowiecki reżim nie szczędził pochlebstw – zaprzeczały, jakoby w Związku Radzieckim panował głód. Podobnie jak Walter Duranty z „New York Timesa”, który używał swojego prestiżu do podważania wiarygodności innych dziennikarzy, rzetelniej donoszących o sytuacji w ZSRR. Poputczyków nie poddano żadnych torturom; do przełknięcia kłamstw nakłoniono ich bardziej subtelnymi metodami. W tamtym czasie jedynie kilku dziennikarzy, w tym przyjaciel Orwella Malcolm Muggeridge, opisywało wielki głód i jego przyczyny. Gareth Jones, który w 1933 r. robił to śmielej niż inni, został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach dwa lata później.

Muggeridge pisał, że ów spektakl – ukrywanie ponurych realiów za zasłoną pozorów zamiast dążenia do ich poprawy – był „najbardziej charakterystycznym wytworem” Związku Radzieckiego. Członkowie partii zapewniali go, że chleba nie brakowało, a radzieckie rolnictwo czekała świetlana przyszłość. Gdy wybrał się do ZSRR, by przekonać się co do tego na własne oczy, ujrzał tam „zdechłe bydło i konie; pola leżące odłogiem i marne plony pomimo sprzyjających warunków klimatycznych; całe produkowane ziarno rekwirowały władze. Obecnie nigdzie nie ma tam chleba ani na dobrą sprawę niczego innego; wszędzie panuje rozpacz i zamęt”. W swoim artykule wspomina o smętnym kołchoźniku i jego niedożywionych dzieciach: „Zarabiał 75 kopiejek dziennie, a za tę kwotę można było nabyć pół kromki chleba”.

Amerykański dziennikarz Eugene Lyons początkowo dawał wiarę sowieckim kłamstwom, później jednak uderzył się w pierś w swojej książce Assignment in Utopia (Posada w utopii) z 1937 r. W jej recenzji Orwell zauważył: „Podobnie jak wielu innych, którzy wybrali się do Rosji pełni nadziei, Lyons wrócił rozczarowany, jednak w przeciwieństwie do co poniektórych w końcu zdecydował się opowiedzieć światu prawdę. Niestety, wszelka krytyka obecnych władz rosyjskich bywa odbierana jako propaganda przeciwko socjalizmowi, co uniemożliwia prowadzenie rzetelnej dyskusji; wszyscy socjaliści są tego świadomi”.

Być może to książka Lyonsa zainspirowała Orwella do stworzenia jednej z najsłynniejszych scen z Roku 1984: torturowania Winstona Smitha, dopóki nie uwierzy, że dwa plus dwa to pięć.

Wzór ten nie był wymysłem pisarza – pojawia się on w sowieckiej propagandzie jako propozycja realizacji planu pięcioletniego w cztery lata. Lyons pisał: „Wzór »2 + 2 = 5« od razu przyciągnął moją uwagę. Zdawał mi się zarazem śmiały i absurdalny – odwaga i paradoks, i tragiczna absurdalność radzieckiej sceny, jej mistyczna prostota, jej sprzeciw wobec logiki (…). 2 + 2 = 5: elektrycznymi światłami na frontach moskiewskich bloków, półmetrowe litery na plakatach wypisywały planowy błąd”. Można to odczytać jako przejaw indoktrynowania się w działaniu wbrew własnemu rozumowi, wszak jedynie uprawa kłamstw przynosiła każdego roku obfity plon.

Imperium kłamstw

Tych, którzy mimo wszystko…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Psychodeliki. Nadzieja dla duszy i umysłu?