Subskrybuj
Pochodząca z beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka autorka sześciu książek poetyckich, w tym nagradzanych tomów Matecznik i Sny uckermärkerów (Nagroda Literacka Gdynia, 2019). Za tom Mer de Glace (Wydawnictwo Warstwy, 2021) dostała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (2022). Jej...

Dopisać kolejną historię

Można dla mgieł wyobrażać sobie opowieści, tworzyć narracje, przypisywać tym kruchym strukturom konkretne emocje, charakter, a nawet nadawać imiona. Czasem schodzę na polanę i wkraczam w mgłę, lubię przyglądać się wówczas splataniu naszych bytów.

Jest tu, w Beskidzie Sądeckim, w starym domu, który powoli staje się moim, sporo triggerów, jak to się teraz mówi, które (czuję to) przesuwają moją granicę wyobraźni. Wystawiam się tu na jej pracę, prowokuję ją, karmię. Oto bowiem zamieszkałam w miejscu, które, odkąd pamiętam, wyobrażałam sobie jako wymarzone, ale którego przecież też się bałam. Bałam się go z uwagi na jego oddalenie od świata. Brak tu dobrej drogi dojazdowej, wichury często kładą drzewa na linie wysokiego napięcia, odcinając dopływ prądu, wiele tu tajemniczego, przemilczanego. Znakomita to miejscówka, aby zacząć pisać kryminały albo kontynuować tworzenie, a jakże, poezji. Przez to, że rodzone ze mnie dziecko Beskidu, te wszystkie okoliczności w ostatecznym rozrachunku decydują jednak, że chcę tu być i tu budować z moimi bliskimi wspólnotę.

Uważnie przyglądam się temu, co to miejsce robi ze mną. A robi wiele, w tym ćwiczy mnie w pracy wyobraźni. Pozwala mi wypuszczać się bezkarnie w krajobraz i czerpać z niego. A moja kreatywność, jak w dzieciństwie, dorastaniu, tak i teraz w dorosłości, jest łakoma tego, co z natury. Możliwe, myślę, że natura jest mi do życia koniecznie potrzebna. Oczywiście można tu uruchomić dyskusję nad tym, czy możliwe jest mówienie teraz, w XXI w., o czymkolwiek, nazywając to „naturą”. Wiem jedno, nigdzie w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie widziałam tylu dzikich zwierząt podchodzących pod dom, takiej obfitości ziół, tak różnorodnych lasów, takiego natężenia potoków i strumieni, tylu salamander plamistych na metr kwadratowy jak tu.

Zauważam, że pracy wyobraźni sprzyja w moim przypadku kilka spraw, gdyby ująć je za pomocą słów kluczowych, byłyby to, układając je od zbioru fizycznie najmniejszego do najszerszego: biblioteka, dom, las, mgły, ziemia, noc. A gdyby rozpisać je, spróbować złapać na gorącym uczynku, przyjrzeć się temu, co robią z wyobraźnią, to szłoby to tak jak poniżej.

 

Biblioteka

Książki, a z nimi moje światy minione, teraźniejsze i przyszłe. Nauczona wieloma przeprowadzkami, tym razem precyzyjnie opisywałam pudła, w które trafiały woluminy do przeniesienia, nie byłam pewna, jak długo przyjdzie im czekać w kartonach na uwolnienie.

I niech o moim podejściu do biblioteki świadczy fakt, że zanim przeprowadziłam do nowego domu patelnię, to niemal wszystkie książki były już bezpiecznie przewiezione.

W czasie kiedy piszę te słowa, są już wolne, chociaż dalej stoją na półkach tymczasowych. Jest do nich wolny dostęp, wszystkie grzbiety widać, nic niczego nie zakrywa, nie ma podwójnych ani (jak widziałam u znajomej) potrójnych rzędów (!).

Przyznaję, sporo zajęło mi obmyślanie ułożenia biblioteki. Pomogła mi w tym praca w ogrodzie. Sadząc różne rośliny, warzywa i krzewy owocowe, przestudiowałam gruntownie sympatie i antypatie roślin. Wiem już np., że: ziemniaki nie lubią towarzystwa malin; bób nie przepada za sąsiedztwem pomidorów; warto oddzielić sałatę od pietruszki. Lubią obok siebie być chociażby: pomidor i seler; marchew i sałata. Po tych studiach na obszarze organicznym spojrzałam na bibliotekę inaczej. Wyobraziłam sobie, że przecież warto przed ułożeniem obok siebie – klasycznie – Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, Wisławy Szymborskiej pomyśleć o rozdzieleniu ich. Stoją teraz obok siebie Czesław Miłosz, Piotr Sommer, Robert Hass, Zbigniew Herbert, Krystyna Miłobędzka, Wisława Szymborska.

I jest jeszcze jeden porządek czy też klucz, według którego ułożyłam książki, tym razem te szczególnie dla mnie ważne, poetyckie. Spostrzegłam to jednego ze słonecznych dni, kiedy w fotelu czytałam wiersze Jane Hirshfield z tomu Słodycz jabłek, słodycz fig, a konkretnie: wiersz Usiadłam w słońcu: „Przysunęłam krzesło ku słońcu / usiadłam w słońcu / tak jak głód musi się ruszyć gdy nazwą go postem” (tłum. A. Szostkiewicz). Oto książki poetyckie są blisko okien, ułożone w taki sposób, że każda pora dnia rzuca na półki z poezją światło.

I dalej, już w regale dedykowanemu prozie: „czarną serię” PIW-u umieściłam obok książek Wydawnictwa Karakter, Tajfunom towarzyszą Dowody, kolekcji powieści Wiesława Myśliwskiego w nowym Znakowym wydaniu, gdzie na okładkach widzimy obrazy Stanisława Baja, asystuje nowe wydanie Stanisława Lema w okładkach zaprojektowanych przez Przemka Dębowskiego. Wiele jest tu nieoczywistych towarzyszeń, a sama, korzystając z tak eksperymentalnie prowadzonej biblioteki, mam z jej użytkowania wiele radości i spotyka mnie tu sporo zaskoczeń. Te ostatnie wynikają z tego, że nowa przestrzeń wydobywa wizualnie książki, o których zapomniałam, które w ostatniej z bibliotek ułożonych w Krakowie przepadały fizycznie ukryte za innymi. A teraz, o, proszę, wzrok napotyka taką wspaniałą rzecz jak Legenda Tysiąca Byków Yaşara Kemala w tłumaczeniu Wojciecha Hensela (1983) czy powieść Tarjeia Vesaasa Ptaki (1964).

Lubię myśleć o bibliotece jak o swoistym żyjącym stworzeniu, jest to bliskie refleksji Alberta Manguela, który w eseju Pożegnanie z biblioteką pisze: „Moja biblioteka, czy to składowana na regałach, czy zmagazynowana w pudłach, nigdy nie była jednorodnym organizmem, ale hybrydycznym, fantastycznym stworem złożonym z wielu bibliotek, które gromadziłem i następnie porzucałem, wciąż od nowa, przez całe życie. Nie pamiętam takiego momentu, kiedy nie posiadałbym żadnej biblioteki. Każdy z moich księgozbiorów jest rodzajem wielowarstwowej autobiografii, a dany tom zakotwiczony jest w czasie, kiedy czytałem go po raz pierwszy. Zapiski na marginesach, incydentalna data na wyklejce, wypłowiały autobusowy bilet użyty w funkcji zakładki z niejasnych już powodów – wszystko to usiłuje przypomnieć mi o tym, kim wówczas byłem” (tłum. M. Tabaczyński).

 

Dom

Lubię być w tym domu w towarzystwie, ale też lubię być w nim sama. Tylko ja reprezentująca gatunek ludzki, a poza mną istoty pozaludzkie – pies Dunaj i kot Klakier. I jeszcze wiele innego żywego, które słychać na strychu czy za deskami boazerii. W takie noce bez ludzi tu spaceruję po domu, przysłuchuję się mu, badam to, w jaki sposób pada światło księżyca, jak oddycha drewno, gdzie skrzypi w nim. Przypomina mi się w takich razach czas, kiedy pierwszy raz czytałam wspaniałą książkę Marguerite Duras zatytułowaną Pisać. Jest tam istotny ustęp o domu, który kupuje ona za pieniądze z ekranizacji jednej ze swoich powieści. Przejmujący jest namysł pisarki nad tym, dla kogo kupiła ten dom. Komu ma służyć to jej miejsce? Gdy czytałam tę historię jakoś ok. 2010 r., moja wyobraźnia próbowała stworzyć i dla mnie podobne miejsce (jakaż byłam dla siebie dobra!). Ulgą było myślenie o tym, że kiedyś i sama stanę przed takim dylematem, że urządzając dom, zatrzymam się i zastanowię się nad tym, dla kogo go przygotowuję. Myślę, że teraz wiem: dla bliskich (ludzkich i pozaludzkich stworzeń) i dla siebie. Mam poczucie, że zjawiłam się tu, że zjawiliśmy się tu, żeby dopisać kolejną historię tego domu, a rozbudzające wyobraźnię jest odzyskiwanie wcześniejszych opowieści, zbieranych od ludzi, którzy pamiętają, co się działo tu wiele, wiele lat temu. To takie uczucie, jakby weszło się w konkretne opowieści, przy których teraz należy pobyć, aby za jakiś czas zamienić je w słowa, znaleźć dla nich strukturę – być może – książki. Z domem, z każdym domem wiąże się też opowieść o utracie, o śmierci. O jednej przypomina nam tu kuchenny zegar, ustawiony 1 stycznia 2023 r. na godz. 15.00. Są też inne utraty, takie, które łączą z miejscem na zawsze. Oto jedna z nich: tuż pod karmnikiem dla ptaków, który zimą powiesiłam naprzeciwko kuchennego okna, pochowaliśmy ostatnio znalezionego przed domem dzięcioła. Wykopałam dziurę, ułożyłam w chłodnej ziemi martwego ptaka i zasypałam, a na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobraź sobie