Subskrybuj
Warszawski muzykolog, krytyk, ekolog akustyczny. Członek kolektywu redakcyjnego magazynu o muzyce współczesnej „Glissando”. Przełożył „Strojenie świata” R. Murraya Schafera, teraz marzy o kolektywie rolniczym i hektarze ekologicznego zboża.

Kompletny brak wyobraźni

Mogę w wyobraźni pogłaskać Giewont, polizać go po szczycie i wziąć go na ręce jak niemowlę, ale nie zamajaczy mi w głowie nawet mglisty zarys jego grani. Mam afantazję.

Wyobraź sobie trójkąt… Zobacz go w głowie, tak naprawdę. Jeśli potrzebujesz w tym celu zamknąć oczy, przerwij na moment czytanie. Otwórz. Jaki to trójkąt? Jakiego jest koloru, faktury, na jakim tle go widzisz? Możesz zobaczyć kilka innych trójkątów? Czarny, czerwony, zielony, wielki jak stodoła i mniejszy niż mysz, wesoły, smutny, ubrany w kocie futro, unoszący się nad wodą.

A teraz spróbuj sobie pomyśleć, że twój umysł nie ma zupełnie zdolności wizualizowania czegokolwiek – widzisz normalnie z otwartymi oczami, ale gdy je zamykasz, jest tam tylko światło prześwitujące przez powieki, codziennie, od zawsze, na zawsze, nic więcej, pozłacana czerń. Twoje widzenie funkcjonuje wyłącznie w czasie teraźniejszym, tu i teraz, nie wybiega wprzód, nie przywołuje wspomnień, nie tęskni, nie kreuje odległego, abstrakcyjnego ani niemożliwego.

 

Afantastyczna tożsamość

To tylko afantazja. Jeśli nie widzisz „w głowie” żadnych trójkątów, może być ci trudno pojąć, że dla większości osób, które czytały poprzedni akapit, spełnienie zapisanych w nim poleceń było dziecinnie proste lub przynajmniej częściowo wykonalne. Dla ciebie nie? Może całe życie wydawało ci się, że „oczy wyobraźni” to metafora?

Afantazja to spektrum, może więc widzisz coś jakby cień trójkąta, lecz już odzianie go w seledynowe połyskliwe kocie futro nigdy nie przyszłoby ci do głowy?

Jeśli chcesz się upewnić, spytaj kogoś, czy potrafi dosłownie zobaczyć w wyobraźni twoją twarz, i wymieńcie się doświadczeniami – to was nie oddali, wprost przeciwnie. A może już wiesz, że się pod tym względem wyróżniasz, i podobnie jak ja starasz się świadomie budować swoją afantastyczną tożsamość?

Spotykamy się właśnie w chwili, gdy próbuję ją ubrać w słowa. Co nie jest proste, bo językiem kręcą fantaści (i hiperfantaści), którzy ponoć stanowią solidnych 95% populacji. Im może być trudno uwierzyć, że w ogóle istniejemy, my zaś całe życie traktujemy z przymrużeniem oka ich obrazowe porównania i wizje. Niesamowity był moment, gdy z najbliższą osobą uświadomiliśmy sobie wzajemnie, że jedno nieustannie myśli obrazami, podczas gdy drugie jest kompletnie pozbawione wyobraźni wzrokowej. Ponadto dyskusja o tym, jak różnie nie wyobrażamy sobie świata, nawet w ujęciu naukowym jest bardzo świeża. Badania nad afantazją ruszyły po 2015 r., zaś wysyp recenzowanych artykułów mamy dopiero w ostatnich dwóch–trzech latach. Tymczasem zarzewiem całego zamieszania był pacjent, który bynajmniej nie był afantastą od urodzenia, jak przytłaczająca większość z nas.

W 2005 r. do neurologa Adama Zemana z uniwersytetu w Exeter udał się mężczyzna opisywany w literaturze inicjałami MX, który poskarżył się lekarzowi, że po prostej operacji stracił zdolność wizualizowania w wyobraźni. Trzeba było więc człowieka, który doświadczył fantazji i afantazji, żebyśmy zaczęli poważnie zastanawiać się, jak bardzo różnie mamy poukładane w głowach. Ile czasu minie, zanim zdamy sobie w pełni sprawę z prawdziwej skali ludzkiej neuroróżnorodności?

 

Brak telewizorka w głowie

Przez wzgląd na osoby, które mogą odczuwać w tym momencie coś w rodzaju straty, staram się pisać o tym najdelikatniej, jak potrafię. Sam przeszedłem drogę od bolesnej żałoby do akceptacji, ciekawości, nawet euforii – bo czy naprawdę potrzebny jest mi ten telewizorek w głowie? Czy zdolność zamknięcia oczu i zupełnego odcięcia się od bodźców wizualnych nie jest wartością samą w sobie? Tym bardziej że akurat ja rekompensuję to sobie z nawiązką: bujną wyobraźnią dźwiękową, smakową, zapachową, dotykową i przestrzenną. Potrafisz wyobrazić sobie, że wzbijasz się w powietrze i latasz z jeżykami nad osiedlem? Krzyczysz jak one? Wiatr smaga ci oczy, a w dziobie czuć jeszcze słodkawy posmak upolowanego przed chwilą komara? Głęboka afantazja wiąże się ponoć z osłabieniem zdolności do wyobrażania sobie także innych bodźców zmysłowych – mnie brak mentalnych obrazów zastępują mentalne zapachy, ruch, dotyk, brzmienia.

Czasem zazdroszczę osobom, którym wystarczy zatkać palcami uszy, by odciąć je od natłoku bodźców dźwiękowych – mnie w głowie nieustannie szumi, gada, śpiewa i gra, a wewnętrzna orkiestra ni stąd, ni zowąd potrafi ironicznie skomentować czyjąś bufonadę marszem z Gwiezdnych wojen.

Czy więc wolno mi się w ogóle nazwać afantastą? Sam koncept, by w centrum uwagi stawiać wyobraźnię wizualną, jest dla mnie niezrozumiały. Kompletny brak wyobraźni niesie też ze sobą obiektywne trudności. Po latach zawodowego pisania wciąż trudno mi odróżnić „b” i „d”, a nowo poznanym ludziom staram się komunikować, że mam problem z rozpoznawaniem twarzy, by oszczędzić obu stronom niezręczności przy kolejnym spotkaniu. Gdy porusza mnie jakiś widok, próbuję intensywnie chłonąć coś, co nazywam „wrażeniem patrzenia” – to wielozmysłowa atrapa widzenia, kategorie słowne, taktylne metafory, przestrzeń, pamięć emocji, słów, sekwencje zdarzeń. Mogę w wyobraźni pogłaskać Giewont, polizać go po szczycie i wziąć go na ręce jak niemowlę, ale nie zamajaczy mi w głowie nawet mglisty zarys jego grani….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobraź sobie