Subskrybuj
Według „El Pais” Byung-Chul Han pisze tylko trzy zdania dziennie. Dużo czasu poświęca na opiekę nad roślinami i grę na fortepianie – ceni zwłaszcza utwory Bacha i Schumanna. Finansowy sukces jego książek pozwolił mu na konsekwentny opór wobec imperatywu produktywności, który dominuje we współczesnym „społeczeństwie zmęczenia” fot. Alberto Cristofari / Contrasto / East News
Niemiecki filozof i krytyk kultury koreańskiego pochodzenia, autor kilkunastu książek tłumaczonych na wiele języków. W aforystycznym stylu krytykuje neoliberalne społeczeństwo, łącząc inspiracje płynące z filozofii Martina Heideggera, Waltera Benjamina, Simone Weil i buddyzmu zen. Jest...

Byung-Chul Han: rytuały stabilizują życie

Rytualne powtarzanie odkrywa intensywność w tym, co nie dostarcza bodźców, co niepozorne i mdłe. Kto zaś oczekuje ciągle czegoś nowego, ekscytującego, przeocza to, co już jest.

Tekst ukazał się drukowanym wydaniu „Miesięcznika Znak” pod tytułem Przymus produkcji


Rytuały to działania symboliczne. Przekazują i reprezentują wartości i zwyczaje podtrzymujące ludzką wspólnotę. Stanowią wspólnotę bez komunikacji, gdy tymczasem dzisiaj dominuje komunikacja bez wspólnoty. Postrzeganie symboliczne jest tym, co konstytuuje rytuały. Symbol (gr. symbolon) oznacza pierwotnie rozpoznawanie się przyjaciół (tessera hospitalis). Jeden z przyjaciół łamał glinianą tabliczkę lub naczynie na pół, zatrzymywał jedną połówkę dla siebie, a drugą wręczał drugiej osobie na znak przyjaźni. W ten sposób symbol służył rozpoznaniu się po jakimś czasie. Jest to szczególna forma powtórzenia: „Rozpoznanie nie jest np. tym samym co ponownie zobaczenie. Rozpoznania nie są serią spotkań; rozpoznanie znaczy natomiast: Poznać coś jako coś, co się już zna. Stanowi ono właściwą treść ludzkiego »zadomowiania się« – wyrażenie Hegla, którego używam w tym przypadku, mówi, że każdy akt rozpoznania został już uwolniony od przypadkowości pierwszego przyjęcia do wiadomości i uzyskał walor idealności. Znamy to wszyscy. W rozpoznaniu zawiera się zawsze i to, że teraz poznaje się właściwiej, niż to było możliwe w skrępowaniu chwilowością pierwszego spotkania. W rozpoznaniu wzrok wydobywa to, co trwałe, spośród tego, co niestałe”1. Postrzeganie symboliczne, będąc właśnie rozpoznawaniem, widzi to, co trwałe. W nim świat zostaje uwolniony od swojej przygodności i otrzymuje coś stałego. Dzisiejszy świat jest bardzo ubogi w symbolikę. Suche dane i informacje nie posiadają żadnej symbolicznej siły. Nie dopuszczają do rozpoznawania. W pustce, która się wytwarza, gubią się wszelkie fundujące wspólnotę i stabilizujące życie obrazy i metafory. Doświadczenie trwania zanika, a radykalnie wzrasta przypadkowość.

Rytuały można zdefiniować jako symboliczne techniki zadomowienia się. Przemieniają bycie-w-świecie na bycie-w-domu. Czynią ze świata miejsce pewne. Są w czasie tym, czym w przestrzeni jest mieszkanie. Sprawiają, że czas nadaje się do zamieszkania. Tak, sprawiają, że można się po nim poruszać jak po domu. Porządkują czas, organizują go.

W swojej powieści Twierdza Antoine de Saint-Exupéry opisuje rytuały jako związane z czasem techniki zadomowienia się w świecie: „A obrzędy są w czasie tym, czym w przestrzeni domostwo. Bo dobrze, jeśli nie mamy wrażenia, że płynący czas pożera nas i rozmiata jak garść piasku, ale że nadaje nam pełnię. Dobrze, jeśli czas ma swą wewnętrzną strukturę. Tak i ludzie wtedy przechodzą od święta do święta i od jednej rocznicy do drugiej, jak będąc dzieckiem, przechodziłem z sali obrad do sali przeznaczonej na odpoczynek w głębi pałacu mojego ojca, gdzie każdy krok miał swój wewnętrzny sens”2. Czas nie ma dzisiaj solidnej struktury. Nie jest domem, lecz chaotyczną rzeką. Rozpada się na zwykłe następowanie po sobie punktowych obecności. Pędzi do przodu. Nic go nie zatrzymuje. Pędzący czas nie jest czymś nadającym się do zamieszkania.

Trwałe rzeczy i ulotne emocje  

Rytuały stabilizują życie. Parafrazując Antoine’a de Saint-Exupery’ego, można powiedzieć: rytuały są w życiu tym, czym są rzeczy w przestrzeni. Dla Hannah Arendt trwałość rzeczy stanowi to, co nadaje im „niezależność od egzystencji ludzi”. Rzeczy „pełnią funkcję stabilizowania ludzkiego życia”. „Ich obiektywność tkwi w tym, że (…) ludzie bez względu na swą wiecznie zmienną naturę mogą przywracać sobie tożsamość, czyli to, czym są, przez związek z tym samym krzesłem i tym samym stołem”3. Rzeczy stanowią dla życia stabilizujące punkty odniesienia. Rytuały pełnią tę samą funkcję. Stabilizują życie przez to, czym są, poprzez swoją tożsamość i powtarzalność. Czynią życie trwałym. Dzisiejszy przymus produkcji odbiera rzeczom ich trwałość. Świadomie niszczy trwanie, aby produkować więcej, aby wymusić większą konsumpcję. Zatrzymanie się zakłada jednak istnienie rzeczy, które trwają. Jeśli rzeczy jedynie się zużywa i konsumuje, to zatrzymanie się nie jest możliwe. Przymus produkcji destabilizuje życie z tego względu, że usuwa to, co w życiu jest stałe. W ten sposób niszczy trwałość życia, chociażby życie ulegało wydłużeniu.

Smartfon nie jest rzeczą w rozumieniu Hannah Arendt. Brakuje mu właśnie stabilizującej życie tożsamości.

Nie jest też szczególnie trwały. Różni się od takich rzeczy jak stół, który w swoim byciu tym, czym jest, w swojej tożsamości, stoi naprzeciwko mnie, konfrontuje się ze mną. Medialne treści smartfona, które nieustanie przykuwają naszą uwagę, z całą pewnością nie mają żadnego własnego trwania, własnej tożsamości. Ich szybkie zmiany nie pozwalają na zatrzymanie się. Nieodłączny od smartfona niepokój czyni go nierzeczą. Poza tym sięganie po niego jest przymusem, a od rzeczy nie powinien wychodzić żaden przymus.

Istnieją takie rytualne formy, które, jak formy grzecznościowe, umożliwiają nie tylko piękny kontakt międzyludzki, ale również piękny, delikatny kontakt z rzeczami. W rytualnych ramach rzeczy się nie konsumuje ani nie wyzyskuje, tylko się ich używa. W ten sposób mogą się również zestarzeć. Jednak pod wpływem przymusu produkcji zachowujemy się wobec rzeczy, a nawet wobec świata jak konsumenci, nie zaś jak użytkownicy. W odpowiedzi rzeczy konsumują nas. Bezwzględne konsumowanie sprawia, że otacza nas zanikanie, które destabilizuje życie. Praktyki rytualne troszczą się o to, byśmy nie tylko z innymi ludźmi, lecz również z rzeczami potrafili przebywać i rezonować w piękny sposób. „Msza uczy kapłanów pięknego obchodzenia się z rzeczami: delikatne trzymanie kielicha i hostii, spokojne wycieranie naczyń liturgicznych, obracanie stron księgi, i rezultat tego pięknego obchodzenia się z rzeczami: uskrzydlająca radość”4.

Dzisiaj konsumujemy nie tylko same rzeczy, ale także związane z nimi emocje. Rzeczy nie można konsumować bez końca, emocje – jak najbardziej. W ten sposób otwiera się nowe, nieskończone pole konsumpcji. Emocjonalizacja i wiążąca się z nią estetyzacja rzeczy ulegają przymusowi produkcji. Ich zadaniem jest zwiększenie konsumpcji i produkcji. W ten sposób aspekt ekonomiczny kolonizuje aspekt estetyczny.

Emocje są bardziej ulotne niż rzeczy, a więc nie stabilizują życia. Przy konsumowaniu emocji nie odnosimy się zresztą do rzeczy, lecz do samych siebie. Szukamy emocjonalnej autentyczności. W ten sposób konsumpcja emocji wzmacnia narcystyczne odniesienie do samego siebie. Odniesienie do świata, którego pośrednikami powinny być rzeczy, zatraca się przez to coraz wyraźniej. Także emocje służą dzisiaj za przedmiot indywidualnej konsumpcji. Same stają się towarem. Takie wartości jak sprawiedliwość, człowieczeństwo czy wytrwałość są wykorzystywane dla zysku. „Zmieniać świat, pijąc herbatę” – tak brzmi hasło jednej z firm sprawiedliwego handlu. Zmienianie świata poprzez konsumpcję – to byłby kres rewolucji. Również buty i ubranie powinny być wegańskie. Wkrótce pojawią się zapewne wegańskie smartfony. Neoliberalizm wykorzystuje moralność do własnych celów. Wartości moralne podlegają konsumpcji, stanowiąc nobilitujący znak wyróżniający. Dopisuje się je do konta ego, podnosząc poczucie własnej wartości. Zwiększają narcystyczny samozachwyt. Wartości nie są nawiązaniem relacji ze wspólnotą, lecz odsyłają wyłącznie do własnego ego.

Rozproszenie uwagi

 Przy pomocy symbolu, tessera hospitalis, przyjaciele przypieczętowują łączącą ich więź. Słowo symbolon sytuuje się w horyzoncie takich znaczeń jak relacja, całość i uzdrowienie. Według mitu, który w Uczcie Platona opowiada Arystofanes, człowiek był pierwotnie istotą kulistą z dwiema twarzami i czterema nogami. Ponieważ było w nim zbyt dużo pychy, Zeus przeciął go na dwie połowy, aby go osłabić. Odtąd sam człowiek stanowi symbolon, którego przepełnia tęsknota za drugą połową, za przynoszącą uzdrowienie całością. Stąd też „łączyć” to po grecku symbállein. Rytuały są również w tym sensie praktyką symboliczną, praktyką symbállein, gdyż łączą ludzi i tworzą przymierze, całość, wspólnotę.

To, co symboliczne w swojej funkcji jako medium wspólnoty, zanika dziś bardzo szybko. Desymbolizacja i derytualizacja warunkują się wzajemnie. Mary Douglas, która zajmuje się antropologią społeczną, stwierdza nie bez zdumienia: „Jednym z najpoważniejszych problemów naszych czasów jest zanik więzi zbudowanej na wspólnych symbolach. (…) Gdyby chodziło tylko o to, że społeczeństwo rozpada się na małe grupy, z których każda rozwinęłaby własne formy symbolicznej więzi, nie byłby to proces szczególnie trudny do zrozumienia. O wiele trudniejsze do pojęcia są jednak powszechny wstręt i wyraźne odrzucenie rytuałów w ogóle. »Rytuał« stał się słowem wprost gorszącym, wyrazem pustego konformizmu; jesteśmy świadkami powszechnego buntu przeciwko wszelkiemu rodzajowi formalizmu, a nawet przeciwko »formie« jako takiej”5.

Zanikanie symboli jest oznaką rosnącej atomizacji społeczeństwa. Równocześnie społeczeństwo staje się narcystyczne. Narcystyczny proces uwewnętrznienia rozwija wrogość wobec form.

Odrzuca się obiektywne formy na rzecz subiektywnych stanów rzeczy. Rytuały wymykają się narcystycznemu wnętrzu. Nie mogą stać się przystanią, do której przybije ego ze swoim libido. Kto oddaje się rytuałom, musi stracić z oczu samego siebie. Rytuały powodują samotranscendencję, nabranie dystansu do samego siebie. Odpsychologizowują swoich aktorów, odwracają proces uwewnętrznienia.

Symboliczne postrzeganie rzeczywistości zanika coraz bardziej na rzecz postrzegania sekwencyjnego, które nie jest w stanie doświadczyć trwania. Postrzeganie sekwencyjne jako ciągłe przyjmowanie do wiadomości tego, co nowe, nie zatrzymuje się. Raczej pędzi od jednej informacji do drugiej, od jednego przeżycia do drugiego, od jednej sensacji do drugiej, nigdy nie dochodząc konkluzji. Dlatego dzisiaj tak lubi się seriale, bo one właśnie odpowiadają nawykowi sekwencyjnego postrzegania. Na poziomie konsumpcji treści medialnych prowadzi to do kompulsywnego oglądania seriali, oglądania ich w stanie otępienia. Percepcja sekwencyjna jest ekstensywna, podczas gdy percepcja symboliczna jest intensywna. Ze względu na swoją ekstensywność postrzeganie sekwencyjne jest powierzchowne, nie jest głęboką uważnością. Dzisiaj intensywność wszędzie ustępuje miejsca ekstensywności. To nie tworzy więzi, ale jedynie powiązania.

Neoliberalny dyktat promuje postrzeganie sekwencyjne, wzmacnia serialowy habitus. Celowo usuwa trwałość, aby wymusić większą konsumpcję. Ciągłe aktualizowanie, które obecnie obejmuje wszystkie obszary życia, nie dopuszcza żadnej trwałości, żadnej konkluzji. Permanentny przymus produkcji prowadzi do odwrotności zadomowienia się, do bezdomności. Życie staje się przez to bardziej przypadkowe, przemijające i niestałe. Zamieszkanie natomiast jest czymś, co wymaga trwałości.

Zaburzenia związane z deficytem uważności wynikają z patologicznej intensyfikacji postrzegania sekwencyjnego. Tego typu percepcja nigdy nie znajduje spokoju. Oducza zatrzymywania się. Skupienie uwagi jako technika kulturowa tworzy się właśnie z praktyk rytualnych i religijnych. Słowo „religia” nieprzypadkowo wywodzi się od relegere, uważać, zwracać (na coś) uwagę. Każda praktyka religijna jest ćwiczeniem uwagi. Świątynia jest miejscem głębokiej uważności. Uważność to według Malebranche’a naturalna modlitwa duszy. Dzisiaj dusza się nie modli. Nieustanie produkuje samą siebie.

Powtarzanie dociera do serca

Dzisiaj odrzuca się wiele form powtarzania, jak np. uczenie się na pamięć, wskazując, że tłumią one kreatywność, innowację itd. „Zapamiętywać” to po francusku apprendre par coeur, co sugeruje, że już samo powtarzanie dociera do serca. Wobec rosnących zaburzeń deficytu uważności zaproponowano wprowadzenie nowego przedmiotu szkolnego: „wiedza o rytuałach”, aby ponownie nauczać rytuału jako techniki kulturowej6. Powtarzanie stabilizuje i pogłębia uważność. Powtarzanie to istota rytuału. Odróżnia się od rutyny przez swoją zdolność do wytwarzania intensywności. Skąd pochodzi ta intensywność, która wyróżnia powtórzenie i chroni je przed popadnięciem w rutynę? Dla Kierkegaarda „powtórzenie i…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rytuały. Jak zwolnić i żyć uważniej