Subskrybuj
Iris Murdoch, 1977 r. fot. Sophie Bassouls / Sygma / Getty

Gramatyka uważności Iris Murdoch 

Wiara w możliwości powieści, która może żonglować językami i perspektywami, czyni z Iris Murdoch jedną z najważniejszych twórczyń XX w.

Iris Murdoch, z pochodzenia Irlandka, uważana za jedną z najważniejszych brytyjskich pisarek i myślicielek, w Polsce jest dziś niestety nieco zapomniana. Wydała 26 powieści, 5 książek filozoficznych, tworzyła także dramaty i poezję. Urodziła się w 1919 r. w ubogiej rodzinie (jej ojciec w dzieciństwie pracował na owczej farmie, potem został urzędnikiem państwowym), niemniej po II wojnie światowej udało jej się ukończyć studia filozoficzne na uniwersytecie w Cambridge, potem w Oksfordzie, gdzie do 1963 r. pracowała jako wykładowczyni, później oddała się całkowicie pisaniu.

Jako filozofka zasłynęła wszechstronnością i oryginalnością swoich koncepcji, przede wszystkim w kwestii etyki i religii, tworząc podwaliny późniejszej myśli postsekularnej. W świecie anglosaskim wyróżniała się swoją otwartością na tzw. filozofię kontynentalną, głównie francuską i niemiecką, a także umiejętnością łączenia języków filozofii i literatury.

Dlatego aby w pełni docenić jej pisarski kunszt, warto sięgnąć do jej esejów, których wybór zatytułowany Przeciwko oschłości ukazał się niedawno nakładem PIW-u. Zebrane w nim teksty pochodzą z różnych lat i dają wgląd we wszystkie najważniejsze obszary jej zainteresowań.

Wiara w możliwości powieści

W powojennej filozofii europejskiej doszło do rozłamu, a jego linię wyznaczał z grubsza kanał La Manche. W latach 50. i 60. na kontynencie ramy i ton myślenia narzucał przede wszystkim egzystencjalizm, z kolei na Wyspach Brytyjskich na swojej dominującej pozycji ostatecznie umacniała się szkoła analityczna (głównie za sprawą George’a Edwarda Moore’a oraz Bertranda Russella).

Jak twierdzi Murdoch, oba te filozoficzne nurty mierzą się na różne sposoby z tym samym problemem. „Żyjemy w naukowej i antymetafizycznej epoce, w której dogmaty, obrazy i nakazy religii utraciły wiele ze swej wcześniejszej mocy” – pisze w tytułowym eseju Przeciwko oschłości. Traumy dwóch wielkich wojen i ich społeczno-polityczne konsekwencje podważyły idee i założenia odziedziczone po poprzednich epokach. W przestrzeni filozofii wymusiło to głównie gruntowną rewizję pojęć etycznych, na poziomie zarówno jednostkowym, jak i relacji międzyludzkich.

Rekonstruując koncepcję Murdoch (siłą rzeczy nieco upraszczającą, bo nastawioną na analizę głębokiego, wielowątkowego kryzysu, jaki dotknął Europę), można powiedzieć, że w wariancie analitycznym utrata transcendentnego fundamentu podstawowych pojęć (czy w szerszej perspektywie – języka w ogóle) skutkowała przesunięciem uwagi na analizę samego systemu, w obrębie którego te pojęcia funkcjonują.

W tym ujęciu ich wartości i sens ustalane są zawsze w dynamicznym i skomplikowanym procesie, a rolą filozofki byłoby jedynie (albo aż) ich śledzenie, analizowanie i wyciąganie wniosków. Miało to szczególne znaczenie w obrębie słownika etycznego, który konstruowany był na zasadzie obserwacji behawioralnych – czyli że np. pojęcie takie jak „dobro” definiowane było jako wypadkowa tego, jak powszechnie rozumiano (i przekładano na praktykę) to słowo. Murdoch sprzeciwiała się takiemu podejściu, o czym pisała w swojej najważniejszej książce filozoficznej The Sovereignty of Good.

Z kolei Sartre i spółka (jak ich z lekko brytyjską zgryźliwością nazywa Murdoch) próbują raczej na nowo wymyślić punkty odniesienia dla ludzkiej egzystencji, jako że te dotychczasowe, pozbawione swojej legitymizacji, okazały się nieprzydatne, czasem wręcz szkodliwe. W tej koncepcji człowiek zostaje brutalnie skonfrontowany z radykalną pustką i bezsensownością swojej egzystencji, co, przynajmniej w założeniu, daje mu pełną (niestopniowalną) wolność w jej kształtowaniu. Jednocześnie skazuje go to na skrajną samotność, jako że nie istnieje już żadna, nawet quasi-obiektywna, płaszczyzna (imaginarium) porozumienia z innymi.

Mówiąc inaczej i przenosząc problem bardziej w stronę literatury, można powiedzieć, że chodzi o nieustanną konfrontację z problemem niejednoznaczności pojęć, za pomocą których moglibyśmy opisać i zrozumieć zarówno siebie samych, jak i innych ludzi. Obie tradycje myślenia – analityczna i egzystencjalna – choć oczywiście Murdoch czerpie z nich pełnymi garściami, wydają się jej niesatysfakcjonujące. Dlatego też w tekstach próbuje wypracować zniuansowany, hybrydowy model, dzięki któremu człowiek tej nowej epoki, oschłej i nieczułej, mógłby jednak mimo wszystko mieć pewne narzędzia do opisu rzeczywistości. Miałyby one być wciąż quasi-racjonalne (czyli weryfikowalne do pewnego stopnia – Murdoch, jak przystało na brytyjską filozofkę, broni idei i spuścizny oświecenia), ale też dające wgląd w intymne, indywidualne (idiomatyczne nawet) doświadczenia jednostki.

Dlatego też w swoich esejach filozofka odnosi się do różnych tradycji i koncepcji, m.in. do platonizmu (co było podówczas dość egzotyczne), przez co niektórzy zarzucali jej intelektualny dyletantyzm albo naiwność, sugerując, że jej postulaty to nic innego jak utopijne mrzonki powrotu do złotego wieku, gdy świat przesiąknięty był sensem, a więc dawał się zawrzeć w spójnej i zrozumiałej opowieści.

To oczywiste nieporozumienie – Murdoch, która często posiłkuje się Heglem, zdaje sobie sprawę z historycznego charakteru każdej formy reprezentacji. Natomiast (znowu – dziedzictwo oświecenia) nie godzi się na myślenie deterministyczne, bo uważa, że istnieje pole dla podmiotowej sprawczości, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i zbiorowym. Jej zdaniem podstawowym problemem filozofii analitycznej i egzystencjalizmu jest brak wiary w literaturę – a przede wszystkim w powieści – jako narzędzie poznawcze.

Tryumf XIX-wiecznej powieści, pisze Murdoch, wynikał z tego, że testowała ona na „żywych” ludziach wielkie idee oświecenia i romantyzmu (trzeba pamiętać, że w wydaniu brytyjskim i francuskim te pojęcia były sobie dużo bliższe niż w polskim czy niemieckim rozumieniu) – choćby wolność, równość i braterstwo. W tym sensie powieść u progu nowoczesności była jednym wielkim laboratorium społeczno-psychologicznym, opisywała pewną rzeczywistość, a jednocześnie ją analizowała i kodyfikowała.

Dla filozofów analitycznych, próbujących możliwie oczyścić język z rzeczy przypadkowych i mało znaczących, to raczej poezja (oczywiście nie we wszystkich swoich odsłonach) stała się najbardziej pożądanym literackim medium.

Z kolei egzystencjaliści, którzy, z powodu swoich podstawowych założeń co do kondycji człowieka i świata, nie mogli…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rytuały. Jak zwolnić i żyć uważniej