Subskrybuj
Kadr z filmu "Jedz, módl się, kochaj" fot. Everett/East News
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Czy życie jest gdzie indziej?

Film "Jedz, módl się, kochaj" zawsze sprawiał mi pewne kłopoty. Z jednej strony jestem w stanie identyfikować się z potrzebą wielkiej zmiany granej przez Julię Roberts bohaterki, z drugiej zaś – mam świadomość tego, że urokliwa baśń Ryana Murphy’ego to potomek niezbyt uczciwego mariażu popkultury i poradnikowej psychologii.

Jednym z częściej odtwarzanych motywów w świecie filmowej i literackiej popkultury jest przekonanie o tym, że wyjazd – zwykle do Włoch, Francji czy Indii – to idealny przepis na powrót szczęścia i utraconego czasu, klucz do zrozumienia siebie. Wielka szansa na napisanie od nowa swojej życiowej narracji. Ileż filmów przekonywało nas o tym, że „prawdziwe życie” jest „gdzie indziej”, a wszelka pomyślność spłynie na nas dopiero wtedy, gdy – niemalże jak w grze komputerowej – odkodujemy ten „właściwy sposób” postrzegania i współodczuwania otaczającej nas rzeczywistości. To życie, które przecież nieustannie się toczy i ani na chwilę nie zwalnia, kiedy tak naprawdę się rozpocznie? Gdzie start, a gdzie meta? Gdzie sens i jego miara?

Elizabeth Gilbert jest zarówno bohaterką poszukującą, jak i uciekającą. Uciekającą od zastygnięcia w konkretnym stanie skupienia. Na przykład w refleksyjnym smutku wynikającym z żałoby po dwóch nieudanych, a przecież ważnych dla niej uczuciowych związkach. Nie zrozumcie mnie źle: nie sugeruję, że Elizabeth ma ubolewać nad kolejami własnego losu, nie wychodząc z domu. Nie odbieram jej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: W kulturze ciągłej terapii