Subskrybuj
Amerykańska filozofka, autorka wielu książek i tekstów publicystycznych, dyrektorka Forum Einsteina w Poczdamie. Jej najnowsza książka Left Is Not Woke (2023) wywołała duże dyskusje w Niemczech i w USA

Bycie woke nie jest lewicowe

Wokeizm jest napędzany emocjami, które od zawsze poruszały ludzi o poglądach lewicowo-liberalnych: pragnieniem, aby stać po stronie uciskanych, i nadzieją na zadośćuczynienie za zbrodnie historii. Te godne szacunku uczucia są jednak wspierane przez wątpliwe filozoficznie tezy

Czy można zdefiniować, czym jest woke? Wyrażenia stay woke użył po raz pierwszy w 1938 r. wybitny czarny muzyk bluesowy Leadbelly, napominając, że należy pozostać czujnym wobec rasizmu. W międzyczasie to słowo przestało być apelem, a stało się obelgą – przeważnie w ustach prawicowych polityków, którzy używają go, by zdyskredytować wszelką walkę z rasizmem, nierównością płci czy homofobią. Niezbyt wielu przyznaje się dziś, że są woke. Nie znaczy to jednak, że zjawisko jest pozorne.

Fakt, że nikt nie mówi o sobie, iż jest antysemitą, nie oznacza w końcu, że antysemici nie istnieją.

Każdy, kto potrafi czytać, zna wiele przykładów myślenia w duchu woke. Przywołajmy jeden charakterystyczny przypadek. Kilka lat temu świat odkrył młodą czarną poetkę Amandę Gorman, gdy ta została zaproszona do odczytania swojego wiersza The Hill We Climb podczas oficjalnej inauguracji prezydentury Joe Bidena. Prawa do tłumaczenia utworu natychmiast zostały sprzedane do różnych krajów. Sama Gorman zasugerowała, aby przekładu na język holenderski podjął się niebinarny holenderski pisarz Marieke Lucas Rijneveld, którego teksty lubiła – a to jedyny rozsądny powód, aby wybrać kogoś jako tłumacza.

Wówczas jednak na Twitterze głos zabrała czarna holenderska blogerka modowa, która stwierdziła, że tylko kolorowa kobieta może przełożyć utwór Gorman. Dotychczasowy tłumacz wycofał się, a wydawca zatrudnił czarną Holenderkę. Tym tropem poszły także inne kraje. Katalońskie tłumaczenie było już gotowe, a tłumaczowi mężczyźnie za nie zapłacono, gdy postanowiono zamówić nowy przekład, który spełniałby nowe kryteria. Niemieckie wydawnictwo znalazło bardzo niemieckie rozwiązanie i oddało tłumaczenie w ręce trzech kobiet o różnym pochodzeniu etnicznym. Przykładów podobnych sytuacji jest mnóstwo, a większość jest obszernie dyskutowana w mediach.

Odrzucenie oświecenia

Sposób myślenia stojący za takimi wydarzeniami jest jednak rzadko poddawany refleksji. Trudności z definiowaniem woke leżą głębiej niż tylko w odmowie tych, którzy nie chcą być identyfikowani z taką postawą. Już samo to pojęcie jest wewnętrznie niespójne. Wokeizm jest napędzany emocjami, które od zawsze poruszały ludzi o poglądach lewicowo-liberalnych: pragnieniem, aby stać po stronie uciskanych, nadzieją na zadośćuczynienie za zbrodnie historii lub przynajmniej upamiętnienie pokrzywdzonych. Te godne szacunku uczucia są jednak wspierane przez filozoficzne tezy, których wielu ludzi będących woke nie jest świadoma.

Jak wśród innych przekonań umiejscowić światopogląd, który głębokie więzy i prawdziwe zobowiązania uznaje za możliwe jedynie pomiędzy ludźmi z jednego plemienia?

Ruch, który odwołania do sprawiedliwości postrzega jako zawoalowane pragnienie władzy. Ruch, który wszystkie wcześniejsze próby osiągnięcia społecznego postępu uznaje za nieskuteczne albo wręcz takie, jakie pogorszyły sytuację. Podobne postawy przynależą tradycyjnie prawicy; by wymienić tylko Carla Schmitta. Dziś reprezentowane są przez tak rozmaitych myślicieli, jak: Judith Butler, Saidiya Hartman, Walter Mignolo, Ibram X. Kendi, Robin DiAngelo, Gayatri Spivak i Frank Wilderson.

Różnice między nimi można długo analizować na seminariach. To, co ich łączy, to odrzucenie wszystkiego, co nawiązuje do XVIII-wiecznego oświecenia. Wszystkie problemy współczesności zrzuca się na oświecenie, często bez znajomości jego podstawowych tekstów. Tym samym też wyrzuca się do kosza podstawowe teoretyczne zasady, które należą do rdzenia myślenia lewicowo-liberalnego. Kto myślenie plemienne stawia w miejsce uniwersalizmu, odwołania do sprawiedliwości sprowadza do pragnienia władzy, a we wszelkim minionym postępie widzi subtelniejszą formę panowania, z trudnością może działać na rzecz lewicowej polityki. Czasem nawet jest jeszcze gorzej: wielu spośród „przebudzonych”, podobnie jak wielu myślicieli postkolonialnych – te grupy się częściowo pokrywają – zrównuje rozum z przemocą.

Traktują go jak narzędzie panowania, z pomocą którego biali europejscy mężczyźni podporządkowali sobie resztę świata.

Tam jednak, gdzie rozum jest odrzucany jako przemoc, pozostaje jedynie płomień subiektywności. Obecnie nazywa się to pozycjonalnością. Oznacza to, że tym, co się najbardziej liczy, jest pozycja, z której ktoś przemawia; to, co mówi, okazuje się drugorzędne. Jeśli jednak rozum jest niczym innym jak narzędziem panowania, to kto powinien podejmować wysiłek formułowania argumentów bądź ich rozumienia?

Skąd wziął się kolonializm

Powyższa postawa utrwaliła się wśród wielu poprzez częste powtarzanie w rozmaitych mediach – także wśród tych, którzy nigdy nie przeczytali słowa z owych teorii. Ludzie, którzy powtarzają te przekonania, nie rozumieją, że najlepsze idee wokeizmu pochodzą bezpośrednio ze sposobu myślenia, którym oni najczęściej pogardzają. Gdy teoretycy postkolonializmu słusznie stwierdzają, że na świat należy patrzeć nie tylko europejskimi oczami, stanowią część tradycji, wywodzącej się od francuskiego filozofa Monteskiusza. Myśliciele oświeceniowi używali fikcyjnych postaci – wyimaginowanych Persów, Tahitańczyków, Chińczyków czy rdzennych Amerykanów – jako tuby dla krytyki europejskich stosunków, ponieważ takie publikacje pod ich własnym nazwiskiem groziły niebezpieczeństwem. I nie chodziło o burzę na Twitterze. W 1723 r. Christian Wolff zostałby stracony, gdyby w ciągu 48 godzin nie opuścił swojej katedry akademickiej i Prus w ogóle. Jakiej zbrodni się dopuścił? Po lekturze chińskich myślicieli, Konfucjusza i Mencjusza, Wolff stwierdził otwarcie, że Chińczycy, choć nie są chrześcijanami, stanowią naród o wysokiej moralności.

Teza, że idee oświecenia są wyłącznie europejskie, została podważona przez szereg współczesnych myślicieli, niepochodzących ani z Europy, ani z Ameryki Północnej.

Filozof z Ghany Ato Sekyi-Otu spiera się tu z Judith Butler. Butler pisze: „Z jaką formą kulturowego narzucenia mamy do czynienia przy twierdzeniu, że w każdej kulturze da się znaleźć kantystę?”. Inaczej uważa Sekyi-Otu, który uznaje za obraźliwe przekonanie, że Europejczycy byli koniecznie potrzebni, aby pojawiły się takie pojęcia jak uniwersalizm bądź sprawiedliwość. „Występują one obficie w akhan – moim ojczystym języku” – pisze w Left Universalism (Lewicowy uniwersalizm). Filozof nigeryjskiego pochodzenia Olufemi Taiwo w swojej książce Against Decolonization(Przeciw dekolonizacji) argumentuje, że kolonializm nie jest owocem nowoczesnych wartości Zachodu. Problem tkwi raczej w tym, że Europejczycy, gdy tylko cumowali na obcych lądach, deptali swoje własne idee wolności i samostanowienia. Choć słabiej obecni w europejskich mediach niż ci reprezentujący teorie postkolonialne, również w Indiach i Brazylii obecni są ważni myśliciele, którzy stanowczo odmawiają doszukiwania się w pojęciach takich jak uniwersalizm czy sprawiedliwość produktów zaimportowanych z zewnątrz.

Insynuacja, że idee oświecenia ukrywają jedynie eurocentryczne gry o władzę, sprawiła, że wielu zapomniało, iż odgrywają one wciąż centralną rolę w każdej lewicowej polityce. Jeśli ktoś chciałby przeczytać genialną diatrybę na fanatyzm, feudalne hierarchie, niewolnictwo i kolonialny rabunek, musi sięgnąć po Kandyda Woltera. Przytaknęliby mu też Rousseau, Diderot, Kant i wielu innych, mniej znanych myślicieli. Jest jeszcze jeden powód, dla którego zapomnieliśmy, jak radykalni byli oświeceniowi filozofowie: krytycy oświecenia mylą realia XVIII w. ze stanowiskiem tych myślicieli, którzy przeciwko tymże realiom walczyli, często sporo osobiście ryzykując. Jak wiadomo, lewicowi public intellectuals nie zawsze są zwycięzcami historii. Podobnie jak ich pokrewne dusze z innych epok, często ponosili porażkę: mimo ich żarliwego zaangażowania niewolnictwo i kolonializm przeżyły swoich zaciekłych krytyków. Jednakże ich idee położyły fundamenty dla oporu wobec tych zjawisk – co dostrzegali rewolucjoniści od Toussainta L’Ouverture’a po Frantza Fanona.

Potrzebujemy uniwersalizmu

Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek lewicowo-liberalna polityka potrzebuje trzech podstawowych zasad, które wywodzą się z oświecenia. Pierwsza z nich to uniwersalizm. Różnorodność kulturowa jest zarówno faktem, jak i błogosławieństwem, lecz gdy chodzi o kwestie polityczne, powinniśmy koncentrować się na tym, co…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sen o Japonii