Subskrybuj
Mario Vargas Llosa w bibliotece Akademii Francuskiej w Paryżu w 2023 r. fot. David Niviere/Abaca/East News
Pisarka i krytyczka literacka. Autorka książek Żywopłoty (2020) i Ucichło (2022), za które otrzymała Nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida 2021 oraz Nagrodę Literacką Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Jej artykuły, opowiadania i recenzje literackie publikowane były...

Pisarski dinozaur

Status Maria Vargasa Llosy w Peru jest dla nas trudny do wyobrażenia. W Polsce pisarze, poza może Olgą Tokarczuk i Szczepanem Twardochem z pojedynczymi wypowiedziami, trzymają się dala od bieżącej polityki. Llosa tymczasem powiązał z nią swoją literacką karierę.

Biografia autora Szelmostw niegrzecznej dziewczynki i gabaryty tematów poruszanych w jego twórczości mogą przytłaczać. Życie prawie 90-letniego dziś Peruwiańczyka obfituje w rodzinne sensacje i nieustające zmiany miejsca zamieszkania. Literacka Nagroda Nobla z 2010 r. i wcześniejsza (acz krótka) kariera polityczna pisarza uczyniły z niego osobę publiczną, od wielu lat funkcjonującą w życiu swojego kraju, i to nie tylko na niełatwych zasadach celebryckich. Parędziesiąt sążnistych powieści każe z kolei postrzegać Vargasa Llosę jako pisarza legendę, który przyczynił się do latynoamerykańskiego boomu w literaturze i uczynił ze swego pisarstwa rodzaj osobnego literackiego programu. Jak na legendę przystało, jego postawa wychylona jest do tyłu, w przeszłość, więc każda kolejna książka prowokuje zasadne pytanie o aktualność prozy noblisty. Czy, jak pisał znawca i tłumacz Vargasa Llosy Tomasz Pindel, mamy do czynienia z pisarskim dinozaurem, czyli stworzeniem wielkim, ale nie z tej epoki? Czy ­– mówiąc wprost – Mario Vargas Llosa nadąża za teraźniejszością?

Prawdopodobnie na tak postawione pytanie należy udzielić odpowiedzi przeczącej.

Najnowsza powieść pisarza, To dla pani ta cisza, nie traktuje o współczesności, co nie powinno jednak w żadnym razie stanowić zarzutu, bo nie każda powieść pisana współcześnie musi z tą współczesnością wchodzić w dialog.

Musi jednak, żeby zaistnieć w umysłach i sercach odbiorców na dłużej, w jakimś sensie trafiać do dzisiejszego czytelnika, nawet jeśli narzędzia, jakich w tym celu użyje, będą niedzisiejsze. Vargas Llosa, zamiast podążać za tym myśleniem,  robi bardzo sprytny ruch wymijający: tworzy bohatera, który także nie nadąża, i z tego braku kompatybilności ze światem czyni główny temat swojej ostatniej powieści.

Ostatnia powieść, przedostatnia książka

To dla pani ta cisza to opowieść o Toñu Azpilcuecie, postaci podrzędnej i zwyczajnej, czyli jednej z takich, jakie literatura lubi najbardziej. Toño zajmuje się dziedziną wybitnie niedzisiejszą, niszą nisz, a więc muzyką kreolską. To „zajmowanie się” stanowiło jego pracę na uniwersytecie, jednak po śmierci swojego mentora zamiast awansu Toño musiał zmierzyć się ze zwolnieniem, bowiem katedrę zamknięto, co skazało bohatera na utrzymywanie rodziny z pisanych sporadycznie artykułów i dorywczych prac piorąco-krawieckich jego żony, z którą łączą go dwie dorastające córki i dość nudny związek. Tak skrojony nijaki bohater skonfrontowany zostaje ze wstrząsem, który powinien go odmienić (ale czy rzeczywiście odmienia, pozostaje wątpliwe), jakim jest koncert nieznanego mu wcześniej gitarzysty Lala Molfino.

Lalo gra na gitarze jak anioł. Swoją grą trafia w najczulsze struny jestestwa naszego bohatera, który postanawia dowiedzieć się wszystkiego o nieznanym gitarzyście. Zanim jednak uda mu się do niego zbliżyć, ten umiera. Wstrząśnięty po raz wtóry Toño postanawia mimo wszystko przeprowadzić śledztwo na temat muzyka i poświęcić mu już nie artykuł, lecz całą książkę, która szybko rozrasta się do rozmiarów dzieła życia. Jej tematem z kolei będzie już nie tylko Molfino – zamysł bohatera co do książki co chwila eskaluje – ale muzyka peruwiańska per se. Bohater stawia śmiałą tezę, że oto właśnie muzyka ma szansę połączyć Peruwiańczyków i stanowić budulec scalający kraj doświadczony podziałami. „Czy kreolska muzyka mogła określić historyczny kierunek rozwoju kraju? Sprawić, że Peru, tak jak w przeszłości, znów stanie się liczącym się krajem, tworzącym bogactwa i idee, historie i muzykę, które promieniować będą na resztę kontynentu, przekroczą morza i będą czytane, śpiewane i tańczone przez mężczyzn i kobiety na całym świecie? Dlaczego nie?” – pyta retorycznie narrator. Udowodnieniu, że jest to możliwe, Toño poświęci swój czas i – jak się także okaże – zdrowie oraz godność.

Ponad połowę powieści To dla pani ta cisza stanowi opis zmagań bohatera z niełatwą pisarską materią.

Vargas Llosa z dużą dokładnością opowiada o badaniach Toña, przywołuje jego tok myślenia i – niczym sam Toño – zamieszcza w książce także całe passusy na temat historii muzyki Ameryki Południowej. Powieść robi się ciekawa znacznie później, mniej więcej po 2/3 fabuły, gdy zmagania bohatera zostają wzięte w nawias: oto dzieło życia po publikacji zyskuje nawet pewien rozgłos, ale wielu komentuje je nie po myśli autora, nazywając go szaleńcem. Te opinie karmią obsesję naukowca do tego stopnia, że zaczyna w kółko poprawiać książkę, skazując ją tym samym na porażkę, a choroba psychiczna, z którą zmaga się od lat (cierpi na omamy związane z bardzo symbolicznie potraktowanymi w powieści szczurami), przybiera na sile i wymyka się spod kontroli.

W tych miejscach, w których autor wprowadza postaci postronne, krytycznie odbierające poczynania bohatera i przygląda się jego psychice w większym stopniu niż przedmiotowi jego badań, powieść wypada najlepiej. Zyskuje bowiem zupełnie nowy wymiar – historii osoby, która stara się znaleźć swoje miejsce w obojętnym, coraz szybciej pędzącym świecie i za wszelką cenę usiłuje go zatrzymać za pomocą narzędzi tracących z każdą chwilą na aktualności. Czas akcji nie jest jasno określony, ale z pewnością bohater – metaforycznie i dosłownie – zanurzony jest w przeszłości: Toño oddaje swoje rękopisy do przepisania stenotypistce, a ludzie zamiast do siebie zadzwonić, nadal jeszcze szukają się po kawiarniach. Nawet jednak jeśli świat zewnętrzny ruszyłby do przodu i Toño mógłby używać bardziej nowoczesnych narzędzi, albo by ich nie zauważył, albo nie chciałby o nich słyszeć. Podobną niechęć budzą w nim przecież krytyka korridy w kontekście ochrony praw zwierząt czy dążenia kobiet do pełnej niezależności. Przedwczesna śmierć Lala Molfino – niedocenionego, utalentowanego muzyka, sieroty, który nie potrafił przez całe życie nawiązać z nikim głębszej relacji – zyskuje wymiar symboliczny w tej bardzo realistycznej i z pewną wręcz dozą pedantyzmu opisanej historii.

Peru, głupcze!

W biografii Vargasa Llosy (wydanej przez Znak w 2014 r.) Tomasz Pindel notuje, że do 73. roku życia noblista mieszkał w 50 domach. Żyjący w podróży i nieustająco przemieszczający się między trzema kontynentami pisarz, według archiwistki przywołanej w książce przez Pindela, najdłużej więc przebywał de facto w samolocie. Jego najnowsza książka wydaje się jednak hołdem dla ojczyzny, przede wszystkim zaś, rzecz jasna, dla jej muzyki. Metaforą Limy, jako miejsca łączącego w sobie niedostatki ubóstwa i wyrastającą z tychże niedostatków kulturę wysoką, są jej ciemne uliczki i zaułki: „To tam (…) narodzili się pierwsi wielcy gitarzyści i wirtuozi kahonów w Peru, a także najlepsi tancerze walca, huanitos, marineras i resbalosas. Podczas gdy panienki z dobrych domów pobierały lekcje tańca u nauczycieli, zazwyczaj czarnoskórych, pary tancerzy takie jak słynni Montes i Manrique, Salerno i Gamarra czy Medina i Carreño, czy to w surowe zimowe noce Limy, czy w rześkie latem, wypełniały miasto życiem, zmieniały się tylko stroje i ilość wypijanego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szczęśliwego Nowego Jorku