Mało kto wie, że jeszcze przed powstaniem kultowego, edukacyjnego serialu dla przedszkolaków prototypem włochatego muppeta autorstwa Jima Hensona był bohater reklamy, która nigdy nie została wyemitowana. Szalejący na punkcie kolistych płatków śniadaniowych zielonkawy stwór miał duże, wyłupiaste oczy i ostre, spiczaste zęby. W zakręconym świecie fikcyjnej nowojorskiej ulicy pod koniec lat 60. XX w. zadomowiła się ostatecznie postać o trochę innej aparycji. Jednak zmiana umaszczenia czy utrata uzębienia w żaden sposób nie zdołały wpłynąć na jej życiowe powołanie. A jest nim bez wątpienia konsumpcja – trudna do pohamowania żądza wchłaniania rzeczy, które często nie nadają się nawet do spożycia. Nieokrzesanemu „potworowi” z trudem przychodzi poskromienie gigantycznego apetytu, a jego największą obsesją były od zawsze ciasteczka. To właśnie tym smakołykom zadedykował on jeden z najpopularniejszych przebojów Ulicy Sezamkowej, czyli C jak ciasteczko. Choć inne muppety wielokrotnie próbowały nauczyć Ciasteczkowego Potwora ogłady oraz cierpliwości, postać ta pozostawała na dłuższą metę niereformowalna, co wywoływało liczne komediowe sytuacje i gagi. Wszystko kojarzyło mu się z ciasteczkami. Nawet wtedy, gdy miał namalować obraz i zająć się – przynajmniej w teorii – sztuką, nie potrafił przestać myśleć o słodkościach. Ciasteczka dla tego muppeta są jak… muzyka dla…
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...