Subskrybuj
Kobieta obiera ziemniak. Kadr z filmu Jeanne Dielman
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Pusta obecność

Pod koniec grudnia 2022 r. po raz pierwszy na szczycie prestiżowej listy „Najlepszych filmów wszech czasów” magazynu „Sight & Sound”* znalazła się reżyserka. Mowa tu o belgijskiej twórczyni Chantal Akerman i jej trzyipółgodzinnej odysei egzystencjalnej <i>Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela </i> (1975)

Slow cinema, często określane jako „kino nudy” czy też „kino powolności”, to zaproszenie do tego, aby „zamieszkać” w filmie na własnych zasadach. Kontemplować raczej jego fakturę i aurę aniżeli daleką zazwyczaj od hollywoodzkich standardów, niezbyt dynamiczną fabułę. Powoli nie musi oznaczać, że nudno. A nawet jeśli, to nudno nie musi być synonimem czegoś negatywnego, ponurego, co zjada ludzką ciekawość i witalność. Nuda nie musi być stratą, może stać się zyskiem, zamierzoną jakością, cechą samego tekstu filmowego. Idąc dalej: nuda może przemienić się w klucz do wolności odbiorczej.

Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela – dzieło prekursorskie dla nurtu slow cinema – to wstrząsający i szorstki portret dojrzałej kobiety, wdowy na skraju załamania nerwowego. Portret odległy od naszych filmowych przyzwyczajeń. Jeanne niewiele mówi (w ogóle mało o niej wiemy), nigdy się nie skarży. Na co dzień obiera ziemniaki, pije mleko, przygotowuje kotleciki, patrzy przed siebie… Kamera ustawiona jest najczęściej na wprost głównej bohaterki, która spędza większość czasu samotnie w kuchni. Akcja poszczególnych scen jest nieproporcjonalna do długości statycznych ujęć. Tytułowa mieszkanka belgijskiego bulwaru staje się więźniarką rutyny, której sama przecież skrupulatnie patronuje. Brawurowo zagrana przez Delphine Seyrig postać jest doskonale widoczna w kadrze, ale tak jakby jej nie było. To rodzaj „pustej obecności”; bohaterka tylko pozornie pozostawia po sobie „dowody na istnienie” w postaci obierków czy zabrudzonej szklanki. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to na najbardziej wciągających z seansów, n’est-ce pas? Protagonistka arcydzieła Chantal Akerman jest z jednej strony stłamszona rygorem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności