Wyjmuję z półki The Cranks Recipe Book. Kartkuję pożółkłe kartki książki, którą po raz pierwszy wydano w 1981 r., 20 lat po otwarciu restauracji stawiającej na ekologiczny, dobry produkt w czasach, kiedy niewielu o tym myślało.
Przeglądam stare przepisy na zupę z cheddarem, nadziewane bakłażany, pieczone jabłka, staromodne pierniki, proste pomidorowe sałatki i czuję ukłucie w sercu, które przychodzi do mnie zawsze wtedy, kiedy zaczynam czuć żal za czymś, co minęło.
Krótkie szperanie w internecie – restauracja dawno przestała istnieć. „Wyszła z mody”, „Miała kłopoty finansowe” – to tylko niektóre z nagłówków, jakie udaje mi się znaleźć.
Mimowolnie zaczynam dryfować w przeszłości. Przychodzą mi do głowy miejsca, do których kiedyś chodziłam i nie wyobrażałam sobie, że przestaną istnieć.
Traffic na Brackiej w Warszawie. Kilka pięter z książkami, gazetami i płytami. Spędzałam w nim długie godziny, to był mój mały azyl. Wracałam objuczona zakupami i mogłam dalej żyć.
Bar z zapiekankami na pl. Zawiszy otwarty do późna w nocy. Mieszkałam nieopodal, robiłam sobie do niego piesze wycieczki, kiedy moje dzieci były niemowlętami. Zapiekanka, oranżada, ławka, kontemplacja widoku na ul. Grójecką, falujący tłum, uciekające tramwaje i stojące w korku samochody. Już wtedy bar był kultowy, istniał w tym miejscu ze 30 lat. Teraz go nie ma.
Empik przy rondzie de Gaulle’a. Wydawało się, że był tam od zawsze. W drodze na uczelnię można było spędzić w nim godzinkę czy dwie podczas odwołanych wykładów.
Naleśniki na tyłach Nowego Światu. Ukryte, ciche i niewielkie pomieszczenie. Dla mnie zawsze jeden naleśnik z ruskim nadzieniem i drugi z serem żółtym i ziemniakami. I czasem jeszcze jeden na słodko, jeśli było miejsce w żołądku.
Kawiarnie i kawiarenki, budki z zapiekankami, wegetariańskie bary z najlepszą zupą soczewicową, księgarnie z książkami dla dzieci, małe sklepiki z biżuterią. Mapa miasta była upstrzona moimi ulubionymi miejscami, do których chodziłam regularnie.
Potem zaczęły znikać, jedno po drugim, najczęściej bez żadnego ostrzeżenia. Wypaliło się, wyszło z mody, podnieśli im czynsz, zmarł właściciel.
Przeglądam kartki The Cranks Recipe Booki widzę czasy, które były proste, w których miałam ulubione miejsca i potrawy. To wszystko funkcjonowało bez fajerwerków, bez nadmiaru, bez…