Nie było nigdy podobnego wzlotu w historii polskiego Kościoła: wielkość świadka, męża stanu i człowieka splotły się w jedną i przekonującą całość w osobowości polskiego biskupa, następcy świętego Piotra. Czy jednak ten moment chwały nie staje się dla nas z każdym rokiem w coraz większym stopniu wyrzutem i oskarżeniem? Czy nie jest bowiem tak, że mimo dziesiątków tysięcy akcji, T-shirtów, baloników i albumów, dziedzictwo Jana Pawła II okazuje się coraz bardziej niewchłonięte i nieprzetrawione, a szansa na ewangelizację, jaką otworzyło, coraz mniej wykorzystana? Najpierw napiszę, co każe mi skłaniać się ku pozytywnej odpowiedzi na to pytanie. Na końcu zaś – wspominam o tym na potrzeby przeciwników czarnowidztwa – postaram się zasygnalizować, co może być dla nas źródłem nadziei na inny scenariusz.
Chmura toksycznej mentalności
Stanisław Lem w Niezwyciężonymopisuje zmaganie kosmicznej ekspedycji na wyimaginowanej planecie z chmurą, która powstaje z opiłków żelaza, by zwalczać wszelkie przejawy świadomości. Wokół głów nieszczęśników poddawanych jej działaniu tworzy ona pole wysokiego napięcia, które doprowadza do…