Ze zdjęcia uśmiecha się młoda dziewczyna w okularach w kształcie kocich oczu. Ma na sobie różowy sweter, spod którego wystaje kołnierzyk w takim samym kolorze. W kierunku obiektywu wyciąga rękę z telefonem. Na ekranie widnieje logo Tindera z dodanym symbolem orzełka, poniżej napis „przesuń w prawo”. Nad zdjęciem tytuł: „»Państwowy Tinder« pomógłby walczyć z kryzysem demograficznym? Eksperci: to mogłoby się udać”. To opis artykułu z portalu Klubu Jagiellońskiego. Wrzutka zrobiła zawrotną karierę w polskich mediach społecznościowych na początku grudnia 2025 r. Najczęściej pojawiającą się reakcją na tekst były ironia i sarkazm. Sam pomysł okazuje się jednak nie aż tak ekscentryczny, jak mogłoby się wydawać. Jest odpowiedzią na kulturowy trend przemeblowania sposobu, w jaki we współczesnym świecie tworzą się relacje okołoromantyczne. A raczej – w jaki się nie tworzą. Jedną z przyczyn tych zmian stanowią aplikacje randkowe. Nie są one jedynym czynnikiem wpływającym na – jak to nazywa socjolog Tomasz Szlendak w swojej książce Miłość nie istnieje – popsucie się maszyny społecznej, która umożliwiała sprawne dobieranie nas w pary. Ale są jednym z istotniejszych silników tej zmiany. Podszyte drwiną zarzuty wobec „państwowego Tindera” o próby sztucznego sterowania światem relacji męsko-damskich są…
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: Zawód (2017) oraz O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia, chociaż więcej pracuje (2019)