Subskrybuj

Czym nad grube ciało duch jest szlachetniejszy?

Tam, gdzie pojawia się temat stworzenia duszy, trzeba wprowadzić wyraźnie sformułowaną przez II Sobór Watykański ideę zupełnie nowej miłości Boga do człowieka. Człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego.

 

Bardzo nas interesuje, czy Ojciec ma duszę, czy też może Ojciec jest duszą?

Rozumiem, że pytamy o to, jak to w ogóle jest z duszą ludzką. Otóż przypomniałbym tu pytanie Jacques’a Maritaina: co to znaczy, że „ja mam rękę”? Czy mam ją w tym sensie, że jest ona moją własnością, czy może cząstką mnie? Maritain zwraca uwagę, że zdanie: „ja mam rękę” ma tę samą strukturę gramatyczną co zdanie: „ja mam koszulę”, jednak tylko to drugie zdanie da się wyrazić również w stronie biernej: „koszula jest posiadana przeze mnie”. O ręce już tak powiedzieć się nie da. Zatem czasownik „mam” w odniesieniu do ręki nie wyraża relacji własnościowej. Ręka jest integralną częścią mnie samego. Jeszcze bardziej odnosi się to do duszy: gdyby mnie pozbawiono ręki, to – choć okaleczony – nie  przestałbym być sobą. Bez duszy w ogóle by mnie nie było.

Słowem, ryzykownie byłoby powiedzieć, że dusza jest tylko częścią mnie samego – ja cały jestem moją duszą, podobnie jak cały jestem moim ciałem, a zarazem ani ciało nie utożsamia się z duszą, ani nie jestem tylko ciałem i nie jestem  tylko duszą. Czasem mówi się, że człowiek składasię z duszy i ciała. Kiedy byłem jeszcze klerykiem, podsłuchałem dyskusję profesora Ingardena z ojcem Krąpcem, który mówił, że byt materialny składa się z materii i formy. Ingarden natarł na Krąpca: „Proszę ojca! To pierogi składają się z ciasta i sera!”. Jeżeli człowiek składa się z ciała i z duszy, to z pewnością zupełnie inaczej niż pierogi składają się z ciasta…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy mamy jeszcze duszę?