Bardzo nas interesuje, czy Ojciec ma duszę, czy też może Ojciec jest duszą?
Rozumiem, że pytamy o to, jak to w ogóle jest z duszą ludzką. Otóż przypomniałbym tu pytanie Jacques’a Maritaina: co to znaczy, że „ja mam rękę”? Czy mam ją w tym sensie, że jest ona moją własnością, czy może cząstką mnie? Maritain zwraca uwagę, że zdanie: „ja mam rękę” ma tę samą strukturę gramatyczną co zdanie: „ja mam koszulę”, jednak tylko to drugie zdanie da się wyrazić również w stronie biernej: „koszula jest posiadana przeze mnie”. O ręce już tak powiedzieć się nie da. Zatem czasownik „mam” w odniesieniu do ręki nie wyraża relacji własnościowej. Ręka jest integralną częścią mnie samego. Jeszcze bardziej odnosi się to do duszy: gdyby mnie pozbawiono ręki, to – choć okaleczony – nie przestałbym być sobą. Bez duszy w ogóle by mnie nie było.
Słowem, ryzykownie byłoby powiedzieć, że dusza jest tylko częścią mnie samego – ja cały jestem moją duszą, podobnie jak cały jestem moim ciałem, a zarazem ani ciało nie utożsamia się z duszą, ani nie jestem tylko ciałem i nie jestem tylko duszą. Czasem mówi się, że człowiek składasię z duszy i ciała. Kiedy byłem jeszcze klerykiem, podsłuchałem dyskusję profesora Ingardena z ojcem Krąpcem, który mówił, że byt materialny składa się z materii i formy. Ingarden natarł na Krąpca: „Proszę ojca! To pierogi składają się z ciasta i sera!”. Jeżeli człowiek składa się z ciała i z duszy, to z pewnością zupełnie inaczej niż pierogi składają się z ciasta…