Byłam jakoś w połowie liceum, kiedy przeczytałam w „Wyborczej”, że gdzieś tam, na Ochocie w Warszawie, odbywają się warsztaty dziennikarskie, w których mogę wziąć udział. Poszłam, posłuchałam, po zajęciach prowadzący zapytał mnie, jak mi się podobało, a ja szczerze mu odpowiedziałam, że wcale. – Pójdź w czwartek o 18.00 do siedziby Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka [wtedy przy Brackiej]. Tylko się nie przyznawaj, ile masz lat, bo to warsztaty dla studentów. Prowadzi je Halina Bortnowska.
Wtedy pierwszy raz o niej usłyszałam. Zresztą o Helsinkach też. Poszłam i nie wiedziałam, że obecność Haliny w moim życiu nada mu kierunek i kształt, pewnie już na zawsze.
Na korytarzu w siedzibie na Brackiej były tłumy, które ledwo mieściły się w pokoju. Halina zawsze…