Pół wieku później Esthera spytała:
– Czy twoja matka była taka dobra, czy taka naiwna?
Młody człowiek dał jej medal, wielki dyplom i 25 białych i czerwonych róż. Popłakała się.
Młody człowiek miał orientalną urodę, nosił jarmułkę i mówił po angielsku. Na dyplomie z wykaligrafowanym nazwiskiem: Julianna Bartoszkiewicz, były niezrozumiałe dla niej słowa w dziwnym alfabecie. Ale było tłumaczenie: „Kto ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował”.
– Narażała siebie i dzieci – powiedziała Krystyna Bartoszkiewicz. W rękach trzymała medal, dyplom i róże.
Julianna to jej matka.
1.
Na przedwojennej, czarno-białej fotografii Julianna Bartoszkiewicz jest wysoką, elegancką brunetką. Ma duże, ciemne oczy i ładne usta. Stojący obok przystojny mężczyzna z wąsem to jej mąż – Bruno. Właściciel zakładu i sklepu z meblami oraz prezes Bractwa Kurkowego w Lesznie. Do…