Subskrybuj

Na grobie połóż różę

W sklepie poznaje żydowską rodzinę Średnich: małżeństwo z dorosłą córką. Przed wojną mieli zakład krawiecki w Bydgoszczy: szyli damskie kostiumy i płaszcze. Na początku okupacji przeprowadzili się do Tomaszowa. Bydgoszcz wydawała im się niebezpieczna – była za blisko granicy z Trzecią Rzeszą.

Pół wieku później Esthera spytała:

– Czy twoja matka była taka dobra, czy taka naiwna?

Młody człowiek dał jej medal, wielki dyplom i 25 białych i czerwonych róż. Popłakała się.

Młody człowiek miał orientalną urodę, nosił jarmułkę i mówił po angielsku. Na dyplomie z wykaligrafowanym nazwiskiem: Julianna Bartoszkiewicz, były niezrozumiałe dla niej słowa w dziwnym alfabecie. Ale było tłumaczenie: „Kto ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował”.

– Narażała siebie i dzieci – powiedziała Krystyna Bartoszkiewicz. W rękach trzymała medal, dyplom i róże. 

Julianna to jej matka. 

1. 

Na przedwojennej, czarno-białej fotografii Julianna Bartoszkiewicz jest wysoką, elegancką brunetką. Ma duże, ciemne oczy i ładne usta. Stojący obok przystojny mężczyzna z wąsem to jej mąż – Bruno. Właściciel zakładu i sklepu z meblami oraz prezes Bractwa Kurkowego w Lesznie. Do…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Spór o Jezusa. Tajemnica ukryta w historii