Subskrybuj

Rzeczpospolita leniwa

Nasza świadomość polityczna to kłębowisko paradoksów; wygląda mniej więcej tak: nie znosimy partii, polityków, parlamentarzystów, a kiedy przychodzą wybory, głosujemy bezrefleksyjnie na jedynkę i dwójkę danej listy. Co to oznacza? Ano tyle, że my jako obywatele jesteśmy po prostu niesłychanie leniwi. Nie chce się nam minimalnego trudu włożyć w to, żeby się czegoś o kandydatach dowiedzieć.

Zbliża się koniec kadencji obecnego parlamentu – jak Pan ocenia te cztery ostatnie lata?Uważam, że wszystko należy mierzyć względem czegoś, dlatego też ocena Polski AD 2011 musi uwzględniać pewien kontekst. Chcę tylko przypomnieć, że w momencie startu w 1989 roku Polska mimo ogromnych zasług w obalaniu komunizmu nie należała do grona państw, którym wróżono wielką karierę. Kiedy jeździłem wtedy do różnych ośrodków naukowych na Zachodzie, to zawsze mi powtarzano, że trzy rzeczy staną nam na przeszkodzie: zaściankowość polskiego kościoła, ogromne wręcz masy zacofanego chłopstwa i najistotniejsze – problem nadmiaru mobilizacji w stosunku do instytucjonalizacji; twierdzono mianowicie, że „Solidarność” jako wielki ruch społeczny będzie miała ogromne kłopoty z dostosowaniem się do warunków…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kto się boi feministek?