Agnieszka Piskozub-Piwosz: Z pewnością to pytanie zadawano Panu wielokrotnie, ale my także musimy je postawić: Co było powodem Pańskiego zainteresowania Jezusem?
Geza Vermes: Moje zainteresowanie Jezusem było czysto akademickie, a droga do niego – okrężna i zabawna. Studiowałem teologię, a co za tym idzie: również Nowy Testament, ale z przyczyn technicznych (zbyt skomplikowanych, żeby je tutaj wyjaśniać) w Louvain zostałem zwolniony z wykładu dotyczącego Ewangelii. Podczas studiów nad Biblią hebrajską niemal równolegle zainteresowałem się zwojami znad Morza Martwego i zmagałem się z nimi przez kolejne sześćdziesiąt lat. Natomiast to, czego nauczono mnie o pozostałych pismach Nowego Testamentu, na przykład listach świętego Pawła, nie przemawiało do mnie. Było to bowiem ujęcie ściśle teologiczne, a ja o wiele bardziej interesowałem się historią i żydowską stroną chrześcijaństwa. Pierwotnie nie przepadałem więc za Nowym Testamentem. Później jednak pojawiły się rękopisy z Qumran. Ażeby je zrozumieć, musiałem podjąć między innymi intensywne studia nad żydowską interpretacją…