Subskrybuj

Kierkegaard&Kierkegaard – wytwórnia rozpaczy

Być i nie być sobą – w każdej chwili, i nie móc się ujednoznacznić, zyskać własnej tożsamości raz i na zawsze – to rozpaczać. A to dzieje się zawsze, kiedy dzieje się człowiek. Produkować pośredniość, podwójność – to rozpaczać. Mówić – to rozpaczać. Słuchać – to rozpaczać. Jeść – to rozpaczać. Decydować – to rozpaczać. Nie rozpaczać – to rozpaczać. Wierzyć – czy to też rozpaczać? – Nie, mówi Kierkegaard, ale za zbawienie płaci się tym, co ludzkie.

„A przecież znajduję w tym zadowolenie – mikrokosmicznej sytuacji bronię tak makrokosmicznie, jak to tylko możliwe” . Nie ma zatem rady. Skoro autor składa takie oświadczenie, musimy go słuchać i mu wierzyć. Jeśli całe pojęciowe uniwersum ma swe uzasadnienie w drobnych nawet wydarzeniach z prywatnego życia, jeśli makrokosmos filozofii swój kształt zawdzięcza obronie mikrokosmosu konkretnej egzystencji – to owo prywatne życie i owa konkretna egzystencja same muszą, przynajmniej w jakiejś mierze, zostać uwzględnione przez czytelnika.
Jest to jedna z bardziej irytujących cech pisarstwa Sørena Kierkegaarda. Dawanie wiary plotkom, grzebanie się w intymnym dzienniku, kamerdynerski biografizm stanowią, z woli samego autora, integralną część jego antysystemowej filozofii. Zatem aby móc traktować ją serio, musimy zanurzyć się w tych mętnych wodach.

Smutny celebryta

Mroczna, rodzinna tajemnica i klątwa, trzebiąca progeniturę układnego ojca rodziny, nieźle prosperującego w kupieckim mieście Północy? Nieskonsumowany i efemeryczny…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zamknięci w ideologiach