Subskrybuj

W oczekiwaniu na najgorsze

Doszliśmy do punktu, w którym wszyscy mają poczucie kryzysu, a nikt nie dysponuje zdecydowaną ideologią, w którą mógłby uwierzyć i posłużyć się nią jako skuteczną bronią do osiągnięcia własnych celów. W dawnych czasach w sytuacji takiego kryzysu, jaki jest dziś w Europie, już dawno wybuchłaby wojna albo rewolucja.

Od 2010 r. jesteśmy świadkami wielu wystąpień o charakterze ideologicznym, nieraz spektakularnych, jak zamieszki przy okazji Święta Niepodległości 11 listopada, nieraz barwnych, jak liczne pochody pod sztandarami socjalizmu lub nacjonalizmu, nieraz znów śmieszno-strasznych, jak choćby lutowa manifestacja narodowców przed wykładem prof. Magdaleny Środy. Czy Pańskim zdaniem tego typu wydarzenia, odwoływanie się do różnego rodzaju tradycyjnych ideologii politycznych, rzeczywiście mogą dziś mobilizować obywateli do działania politycznego?Skoro mobilizują, to mogą, tyle że w każdym z wymienionych przypadków musimy wyróżnić odmienne płaszczyzny. Tradycyjne podziały czy ideologie to jest jedno, to, z czym mamy do czynienia w Polsce od 2–3 lat, to drugie.Dla mnie wspomniane przez Pana wydarzenia, np. to, co się wydarzyło niedawno na Uniwersytecie Warszawskim czy 11 listopada kilkanaście miesięcy temu, gdy doszło do zamieszek, które wszystkimi wstrząsnęły, to są wydarzenia niepokojące, złe, samonapędzające się. Niepokoją zaś dlatego, że wszyscy mają wrażenie, iż będzie coraz gorzej; pojawia się poczucie, że następuje jakaś eskalacja przemocy, najpierw symbolicznej, a potem fizycznej. Ona ma różne przyczyny, a ideologie stanowią tylko jedną z nich. Na płaszczyźnie politycznej to problem wejścia…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zamknięci w ideologiach