Dla Szoszi z wdzięcznością
„The New York Review of Books” przedrukował w kwietniu tego roku fragment książki zmarłego w lutym Ronalda Dworkina o znamiennym tytule Religia bez Boga. To tekst na tyle intrygujący, że chciałbym od niego zacząć moje refleksje na temat wzajemnych relacji ateizmu i teizmu. Oto, co pisze Dworkin: „Znany podział na ludzi religijnych i niereligijnych jest zbyt grubiański. Wiele milionów ludzi uważających się za ateistów posiada przekonania i doświadczenia bardzo podobne i równie głębokie jak ludzie, którzy uważają się za wierzących. Powiadają oni, że chociaż nie wierzą w „osobowego” boga, to niemniej jednak wierzą w jakąś „siłę” we wszechświecie, „większą niż my jesteśmy”. Odczuwają nieodpartą odpowiedzialność, by dobrze przeżywać własne życie, z należnym szacunkiem dla życia innych; są dumni z własnego dobrze przeżytego życia i dojmująco cierpią i odczuwają żal z powodu życia, które w perspektywie czasu, wydaje im się stracone”[i]. Teza Dworkina wprowadza nas w sedno zagadnienia i tytułowej kwestii, czyli nie tylko możliwego, ale i koniecznego dialogu ateisty z teistą. Propozycja nawiązania polemiki z prof. Karolem…