Marta Duch-Dyngosz: Rytuał potwierdza wspólnotowe wartości. Jednak pod jego adresem często pada zarzut, że służy raczej maskowaniu ich braku. Czy można odgrywać rytuał bez wspólnego podłoża?
Tomasz Rakowski: Myślę, że jest to centralne zagadnienie – rytuał a autentyczność. Z jednej strony mamy do czynienia z czymś, co jest rutynowe, sztuczne, zaprojektowane, fałszywe, teatralne, a z drugiej mamy coś autentycznego, żywiołowego, co bierze się z realizowania bądź wartości publicznych, bądź tych podmiotowych, tworzących się w obrębie biografii. Problem z rytuałem jest niestety taki, że równocześnie jest tak i tak.
Ktoś, kto podchodzi do rytuału wesela i jego poszczególnych części, np. oczepin albo momentu wyprowadzenia panny młodej z domu rodzinnego jak do czegoś sztucznego, w czym nie chce brać udziału, przeciwko czemu się buntuje, odtwarzając rytuał, niespodziewanie znajduje się w sytuacji, kiedy coś się w nim zmienia. Wrażenie sztuczności i teatralności ulatnia się. Nagle wchodzi w świat tego wytworzonego systemu wartości, symboli, znaczeń i zaczyna płynąć w ich strumieniu.
Uważam, że…