Przyznaję od razu: nigdy nie zagłębiłam się w zasoby prawdziwego archiwum, w ogóle nie znam procedury pracy w archiwach. Jestem archiwistą amatorem, literatką. Moje prywatne archiwum spowija mgła. To przestrzeń podświadomości. Są w nim dziesiątki twarzy, które kamera mojego oka uwieczniła bez szczególnego powodu, dziesiątki czyichś gestów, dźwięków, zdań, a potem jakiś dom, który już nie istnieje, ale śni mi się regularnie. Dom rozpruty schodami, galeryjkami, skrytymi pomieszczeniami, sieciami pająka, z dziurami w ścianach, przez które wdziera się silny wiatr. W tym archiwum pochowane zostały fragmenty rozmów prowadzonych na jawie, ale i we śnie, przedmioty i wspomnienie przedmiotów, książki, których zawartość przypomina mi właśnie dom z mojego namolnego snu, obrazy, zapachy, okruchy z podróży. I proszę, to nie ja jestem tą, która przechadza się po archiwistycznej przestrzeni i wybiera fiszki, to elektroniczne fiszki wybierają mnie. Wyskakują z archiwów niczym sprężyna i zajmują moją uwagę, wpychają się, pędzą, i wszystkie, najwyraźniej, stały się obiektami niewygodnego pomieszania: jedne łączą się z innymi, bez jasnego dla mnie powodu. Niedawno byłam na Bali. Ciemność zapada tam wcześnie, a słońce wschodzi późno….
Chorwacka pisarka i eseistka, autorka wielu przetłumaczonych już na język polski książek – ostatnie to Nikogo nie ma w domu (Znak, 2008), Życie jest bajką (Znak, 2011) oraz Kultura karaoke (Ha!art, 2013).