Odpowiedzi, które uzyskaliśmy od filozofów i teologów, koncentrują się dodatkowo wokół następujących, zawartych w tekście Kołakowskiego, zagadnień:
1. Czy przeżywany w Europie kryzys chrześcijaństwa związany jest z zapomnieniem mesjańskiego wymiaru Jezusa? Czy perspektywa apokalipsy może być warunkiem ocalenia przed samozagładą?
2. Na ile rozum jest w stanie całkowicie zdemitologizować religię? Czy jedyną rozsądną postawą, jaką wobec figury Jezusa przyjąć może filozof, jest jednocześnie i apologetyka, i sceptycyzm?
3. W jaki sposób zmieniło się stanowisko Kołakowskiego od publikacji w roku 1965 na łamach „Argumentów” tekstu Jezus Chrystus – prorok i reformator do napisania szkicu Jezus ośmieszony?
Odpowiedzi zamieszczamy poniżej.
Agata Bielik-Robson
„Nie wstydzę się Jezusa”, czyli Kołakowski spod podłogiWbrew pozorom, ten niedokończony esej Leszka Kołakowskiego o Jezusie wcale nie zaskakuje. Tę samą strategię apologetyczną wobec chrześcijaństwa da się już wyczytać w jego poprzedniej książce poświęconej tematyce religijnej, której polski tytuł brzmiał Jeżeli Boga nie ma. Kołakowski, sam z temperamentu raczej sceptyk i pozytywistyczny racjonalista, broni wiary na sposób bliski Blaise’owi Pascalowi, religii instytucjonalnej natomiast na sposób bliski Josephowi de Maistre’owi. Wiara jest tym, co wyciąga jednostkę ze stanu rozumowych sprzeczności, dając jednoznaczne rozpoznanie dobra i zła. Religia zaś wspiera cywilizację, osadzając ją na mocnych etycznych fundamentach. Wedle Kołakowskiego nienaruszalność tej podstawowej orientacji moralnej, gwarantowana transcendentnym objawieniem, jest największym osiągnięciem myśli chrześcijańskiej, bez którego nie powstałaby kultura Zachodu; dlatego też obrona chrześcijaństwa ma tu głównie charakter kulturalistyczny. Kołakowski obawia się, że tracąc te solidne podwaliny, cywilizacja zachodnia podcina swoje własne korzenie, rozpływając się w nijakości. Na sposób typowy dla swojej formacji, jaką należy nazwać neokonserwatywną, Kołakowski, idąc tropem jej założyciela, Leo Straussa, na głównego „szkodnika”, od którego zaczyna się proces cywilizacyjnej autodestrukcji, desygnuje Nietzschego. Zdekonstruował on bowiem nienaruszalność objawienia, twierdząc, że wszelkie ideały i wartości tworzymy my sami, łącznie z wyobrażeniem boskiej transcendencji: „Nietzsche powiedział wszystko – i tym samym naprawdę…