Od czasów oświecenia największym wyzwaniem dla zachodniego chrześcijaństwa był ateizm i, co gorsza, religijna obojętność. Wraz z rozwojem nauki i jej obietnicami znalezienia rozwiązań dla wszelkich ludzkich problemów Bóg stał się zbędną hipotezą, jak rzekomo powiedział Napoleonowi Pierre-Simon Laplace, a ateizm przyzwoitą opcją intelektualną. Jednak wraz ze zmierzchem transcendencji i rozprzestrzenieniem się konsumpcjonizmu filozoficzne argumenty istnieniem Boga i przeciw niemu sprawiają zazwyczaj, że słuchacze raczej ziewają ze znudzenia lub lekceważąco przewracają oczami, a nie angażują się w zażartą debatę. Obojętność religijna to zjawisko o charakterze o wiele bardziej destrukcyjnym niż ateizm. Ateiści przynajmniej uznają kwestię Boga za interesującą i będą długo i zawzięcie myśleć nad sformułowaniem przekonującego argumentu przeciw Jego istnieniu. Obojętni zaś nawet nie zadadzą sobie trudu, by podjąć kwestię Boga w swoich szalonych, niekończących się poszukiwaniach produktów, które oferuje im…