20 września 2001 r., kilka dni po ataku na Word Trade Center w Nowym Jorku, George W. Bush wygłosił słynne przemówienie, w którym w imieniu USA wydał wojnę terroryzmowi. Mówił o wojnie obronnej, toczonej po to, by chronić wolność, cywilizację, postęp i pluralizm. Walka z globalnym terroryzmem miała przybrać międzynarodowy charakter i jednoczyć społeczeństwa, które podzielają te wartości. „Dziś nasz kraj jest świadom niebezpieczeństwa i czuje się wezwany do obrony wolności. (…) Ale to nie jest tylko sprawa Ameryki. Gra nie toczy się tylko o jej wolność. To walka całego świata. To walka cywilizacji. To walka wszystkich, którzy wierzą w postęp i pluralizm, w tolerancję i wolność”. Uznanie tych słów za początek wojny z terroryzmem wydaje się dyskusyjne. Nietrudno bowiem uzasadnić, że prowadzono ją już od ponad 100 lat. Podobną mowę w grudniu 1901 r. wygłosił Theodore Roosevelt, który objął stanowisko prezydenta USA po zamachu na Williama McKinleya. Międzynarodowe działania terrorystyczne utożsamiano wówczas z ruchem anarchistycznym: „Anarchista jest wszędzie nie tylko wrogiem systemu i postępu, ale i…
Historyk, pracuje w Instytucie Historii UJ. Zajmuje się teorią pisarstwa historycznego i historią intelektualną. Autor książki Polityka pisarstwa historycznego (2015).