Nie tylko z tej oczywistej przyczyny, że pierwsze 20 lat życia spędziła Hennelowa w Wilnie. Przede wszystkim dlatego że uchodźcy z Wilna (Stanisław Stomma, Antoni Gołubiew, Paweł Jasienica) stali się po zakończeniu wojny trzonem wydawanego w Krakowie „Tygodnika Powszechnego”. A wreszcie i dlatego że gdy po roku 1989 skończyły się ograniczenia cenzuralne, Wilno stało się w publicystyce Hennelowej tematem ważnym i najbardziej ze wszystkich osobistym.
Krawiec Józef Golmont Na początku są jednak zawsze rodzice. „Dedykuję ją – pisała Hennelowa w przedmowie do swej ostatniej książki – pamięci mego Ojca. Jego Kościół był Kościołem niewzruszonej wiary, za którą nie należy się ani premia, ani pociecha, ani satysfakcja – tak jak za życie. Poza nią nie istniało nic, czym warto byłoby się przejmować. Jego wiara to było powietrze, którym Kościół oddycha, Kościoła krwiobieg, bicie serca i puls. Kto czeka nagrody za to, że oddycha i że bije mu serce? I kto oczekuje…