Rok temu z moją koleżanką Ulą Jabłońską pytałyśmy Polki z całego kraju, jakie są ich problemy, o czym marzą i co myślą o feminizmie. Okazało się, że większość z nich – niezależnie od wieku czy miejsca zamieszkania – docenia i rozumie postulaty feminizmu: chce mieć prawo do decydowania o własnym ciele, adekwatne do wykonanej pracy wynagrodzenie, czuć się bezpieczna od przemocy fizycznej i symbolicznej. Większość z nich, za żadne skarby, nie umiałaby jednak przyznać: „Tak, jestem feministką”. Jakby to zdanie było zaklęciem, które rzuca zły czar, przepustką do niebezpiecznej sekty. I kiedy, bez używania tego terminu, niemalże każda kobieta wyszczególnia jako istotne dla siebie kolejne feministyczne dążenia, to wraz z tym pojęciem nieustępliwie pojawiają się stereotypy. Powiesz, że jesteś feministką, i od razu wszyscy na pewno uznają, że nienawidzisz mężczyzn, przyjmujesz postawę roszczeniową, nie wyszło ci w miłości albo się źle prowadzisz. Feminizm bywa postrzegany jako radykalny, histeryczny, nieładny. Wreszcie – niepotrzebny w dzisiejszym świecie. Kobiety, które spotkałyśmy na naszej drodze, swoimi opowieściami pokazywały nam, że jest wręcz…
Pisarka, dziennikarka, reportażystka, popularyzatorka antropologii mody. Autorka m.in. reportaży Rzeczy osobiste. Opowieść o ubraniach w obozach koncentracyjnych i zagłady (2020) oraz Historie osobiste. O ludziach i rzeczach w czasie wojny (2021). Niedawno, nakładem Wydawnictwa Znak, opublikowała książkę Ciałaczki. Kobiety, które wcielają...