Mamy kolejną w języku polskim książkę o Kierkegaardzie. Tym razem jej autorem jest Bronisław Świderski, polski emigrant, który od ponad 45 lat żyje w Danii. Jak sam we wstępie przyznaje, nie jest zawodowym filozofem ani teologiem – lecz pisarzem, który po przyjeździe do ojczyzny autora Albo–albo zafascynował się jego twórczością.
To bardzo osobista książka, napisana żywym językiem – lektura, którą czyta się z przyjemnością. Czepiam się Kierkegaarda jest zbiorem esejów (oprócz Kierkegaard i Budda) opublikowanych już wcześniej i przy różnych okazjach, ale po latach znacznie zmodyfikowanych, rozbudowanych z nowo dodanymi przemyśleniami i, przynajmniej w niektórych przypadkach, zredagowanych w sposób bardziej finezyjny i zniuansowany niż to było w pierwotnych wersjach.
Świderski przyznaje, że Kierkegaard był mu bliski, wiele się od niego nauczył, ale ten przyjazny i ciepły stosunek do Duńczyka zmieniał się wraz z upływem lat.
Z zamieszczonych esejów na szczególną uwagę zasługują dosyć zaawansowane rozważania na temat powtórzenia, jednej z fundamentalnych kategorii Kierkegaardiańskiej filozofii egzystencji. Świderski przekonująco pokazuje, jak bardzo jej znaczenie odbiega od potocznego pojmowania tej kategorii jako prostego odtworzenia tego, co minęło. Polskiego czytelnika z pewnością zainteresują refleksje na temat społecznej działalności Mikołaja Grundtviga (1783–1872), twórcy ludowych „szkół dla życia” (folkehojskolen). To postać mało znana w Polsce, a przecież nietuzinkowa. Zakładał narodowe szkoły, w których Duńczycy mieli uczyć się samorządności, współpracy z innymi i ciągle dokształcać się w różnych przydatnych dziedzinach. Grundtvig uczył szacunku wobec historycznego dziedzictwa Danii, a także dowartościowywał język duński, który w I połowie XIX w. bardzo się rozwinął. Ponadto założyciel szkół ludowych był zwolennikiem chrześcijańskiej demokracji, czemu z kolei przeciwstawiał się Kierkegaard, głosząc wyższość jednostki ludzkiej w stosunku do każdej wspólnoty, także narodowej.
Świderski wnosi swój wkład w toczącą się od pewnego czasu, także w literaturze polskiej, dyskusję na temat znaczenia i roli licznych pseudonimów w twórczości Kierkegaarda. Złożoność tej debaty możemy śledzić w eseju Dar: albo jak wygląda pseudonim?. Autor Czepiam się Kierkegaarda opowiada się za „horyzontalnym rozumieniem” pseudonimów, co miałoby znaczyć, że w zamyśle Kierkegaarda wszystkie punkty widzenia reprezentowane przez autorów pseudonimowych były „równie ważne” (s. 115). Zasadniczo różni się ono od rozumienia wertykalnego, w którym chodzi o dotarcie do najwyższego rodzaju i stopnia ludzkiej egzystencji, czyli egzystencji chrześcijańskiej. Świderski przytacza szereg argumentów z różnych sfer. Wskazuje na fakt, że autorzy pseudonimowi nie reprezentują wyraźnie określonych środowisk, zawodów ani wspólnot narodowych, religijnych, lecz zostali wybrani w sposób abstrakcyjny dla ożywienia pewnych idei, wprowadzenia określonych narracji i sposobów interpersonalnej komunikacji. Tu Świderski posługuje się pojęciami zaczerpniętymi z praktyki sądowniczej (duplika, replika, oskarżenie, obrona), ale także handlowej (kupno, sprzedaż), by pokazać polifoniczny dialog pseudonimów….