Mit pod wieloma względami jest przeciwieństwem nauki i pod tym względem rację miał Levy-Bruhl, odrzucając twierdzenia Frazera czy Tylora, według których mit i magia miałyby być niedorozwiniętą nauką. W micie należałoby raczej widzieć – za Cassirerem – odrębną formę symboliczną, a więc specyficzny sposób obiektywizacji, za pomocą którego – obok nauki czy sztuki – człowiek ujmuje i wyjaśnia rzeczywistość. W tym sensie przestrzeń mityczna, zorientowana wedle symbolicznych kierunków i zaludniona przez oniryczne byty, nie byłaby wstępną, nieporadną postacią przestrzeni geometrycznej, lecz raczej światem równoległym. Być może więc słuszna jest propozycja, aby mity potraktować jako rudymentarną formę metafizyki, gdyż, podobnie jak ona, miałyby charakter ogólnej teorii wszystkiego odwołującej się do tego, co z definicji pozostaje poza potocznym i naukowym doświadczeniem.
Należy wszakże zauważyć, że nawet jeśli istnieje jakiś wspólny pień mitologii i metafizyki, to istotna różnica między tymi sferami wiąże się ze wspomnianą już terapeutyczną funkcją mitu. Mit konstruowany jest po to, aby promować czy ugruntowywać pewien praktyczny cel i jako taki przybiera formę historii czy dramatu, w który wpisane są losy człowieka i świata[1]. Jego istotnym celem jest ujęcie rzeczywistości w pewien eschatologiczny schemat, to znaczy dostarczenie – celowo mglistej i ogólnikowej – opowieści mogącej służyć jako kojąca interpretacja tak zwanych rzeczy ostatecznych…